Kosmetyki REN – mini zestaw, maxi miłość

Powiedzmy sobie szczerze – blogerka urodowa to ze mnie żadna. Kremów używam jak już naprawdę nie mam co ze sobą zrobić albo mocno swojej skórze zaszkodzę. Ewentualnie na wyjazdach. Jest jednak taki magiczny zestaw, który sprawia że choćby nie wiem co się działo na tym wyjeździe to zawsze znajdę czas i ochotę się nim pomiziać. To właśnie będzie nasza dzisiejsza gwiazda.

 

Zestaw ten to mini kosmetyki marki REN – nawilżający krem na dzień, żel pod oczy i rewitalizujący krem na noc. Kupiłam go sobie kiedyś w Anglii jako gratis do gazety, przeznaczyłam bez większych nadziei na urlop, a na urlopie się zakochałam. Teraz mi się kończy więc postanowiłam go uwiecznić dla potomności.

 

Dlaczego kosmetyki te są takie fajne? Po pierwsze, kremy mają całkiem przyzwoite składy, wiele dobroci dla skóry, za to nie zawierają większości tych niezbyt ciekawych składników, jak np. parabeny, sulfaty, syntetyczne zapachy i kolory itp. Z resztą sama zobacz składy:

krem na dzień REN

REN Daily Supplement Moisturising Cream: Rosa Damascena Flower Water, Camellia Oleifera Seed Oil, Cetearyl Ethylhexanoate, Cetearyl Alcohol, Mirystyl Myristate, Glycerin, Butyrospermium Parkii (Shea Butter), Sesamum Indicum (Sesame Seed Oil), Cetearyl Glucoside, Caprylic/Capric Triglyceride, Rosa Canina Fruit Oil, Triheptanoin, Oryzanol, Phenoxyethanol, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry Seed Oil), Laminaria Ochroleuca Extract, Cassia Alata Leaf Extract, Pueraria Lobata (Kudzu Symbiozome Extract), Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Copper Gluconate, Parfum (Fragrance), Rosa Damascena (Flower Oil), Cymbopogon Martini Oil, Pelargonium Graveolens (Flower Oil), Sodium Hydroxymethylglycinate, Carbomer, Tocopherol, Geraniol.

REN krem pod oczy

REN Vita Mineral Active 7 Eye Gel: Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Zostera Marina Pectin, Arnica Montana Flower Extract, Laminaria Digitata Extract, Carbomer, Phenoxyethanol, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Sodium Hydroxymethylglycinate, Sodium Hydroxite, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Potassium Sorbate.

krem na noc REN

V-cense Revitalising Night Cream: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Cetearyl, Ethylhexanoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Camellia Oleifera Seed Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Glycerin, Myristyl Myristate, Cetearyl Glucoside, Lauryl Laurate, Triheptanoin, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Oryzanol, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxymethylglycinate, Boswellia Carterii Gum Oil, Carbomer, Halianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Lactic Acid, Boswelia Serrata Extract, Tocopherol, Anthemis Nobilis Flower Extract, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Ascorbyl Pamitate, Limonene, Linalool.

 

Po drugie, są po prostu fajne 🙂 (mówiłam że jestem złą blogerką urodową). Przyjemnie się je nakłada, kremy mają gęstą ale nie oblepiającą konsystencję, dobrze się wchłaniają i zostawiają skórę taaaaką przyjemną w dotyku. Jest zdecydowanie lepiej nawilżona i jakaś taka ładniejsza. Pachną kwiatowo, nie dają jakoś mocno po nosie a nawet jeśli to zapach mi odpowiada. Można się nimi maziać pod makijaż.

 

Jeśli chodzi o żel pod oczy to ma bardzo delikatną konsystencję, szybko się wchłania i nawilża. Tyle mogę o nim powiedzieć, ale to i tak dużo bo inne żele pod oczy zdecydowanie mi nie pasują. Wolę kremy, a mimo to ten żel lubię 🙂

Kosmetyki są podobno dla każdego rodzaju skóry, mają za zadanie odżywić, nawilżyć, chronić przed wolnymi rodnikami i kochać aż do śmierci. Osobiście widzę efekt nawilżenia i odżywienia, o wolnych rodnikach się nie wypowiem, za to jeśli chodzi o typ skóry to osobiście polecałabym do suchej, odwodnionej i normalnej. Za to żel według mojego widzimisię faktycznie może posłużyć każdemu 🙂


Jakie wady? Kosmetyki nie są łatwo dostępne w Polsce, trzeba dobrze poszukać w internecie, a jak już je znajdziesz to pewnie złapiesz się za głowę jak zobaczysz cenę 🙂 Dlatego też jeśli masz okazję polecam zaopatrzyć się w próbki lub miniaturki – lepiej sprawdzić czy nie masz alergii (nawet na najbardziej naturalne składniki można mieć alergię!) i czy Ty też wpadniesz w zachwyt czy jednak nie. Ja wpadłam więc puszczam dalej 🙂

Podsumowanie: lipiec 2016

…czyli co robiłam w lipcu. Zaskakujące, prawda? 🙂

W pierwszych dniach lipca hasłem wybrzmiewającym najczęściej w mojej głowie było: “ożeszkurde ile to wszystko kosztuje!”. Rozpoczęłam dietę i suplementację, którą dostałam od dietetyczki.i Trzeba było wszystko wykupić, a powiedzmy sobie szczerze że zdrowa dieta i góra suplementów to nie jest to co portfele lubią najbardziej. Tak więc za każdym razem kiedy podchodziłam do kasy lub klikałam “kup teraz” i widziałam kwotę powtarzałam sobie “ożeszkurde!” i… jakoś przetrwałam.

W pierwszym tygodniu lipca wystartowałam też w końcu z blogiem, uznałam że i tak moment nigdy nie jest idealny więc co mi tam. Pierwszy wpis był o rozpoczynaniu, zainspirowany był właśnie początkiem diety i bloga i można go znaleźć TU.

Każdy kiedyśzaczynał

W kolejnym tygodniu moja mantra z “ożeszkurde ile to wszystko kosztuje!” zmieniła się na “ożeszkurde to działa!” – zaczęłam widzieć pierwsze efekty, co było super hiper mega fajne i och jej, właśnie na samą myśl wraca mi motywacja! 🙂 Bardzo dużo pracy, zmiany związane z trybem życia, nowe obowiązki… w tym tygodniu nie miałam zbyt wiele czasu. Jedyne co pamiętam to że w związku z uczuleniem które mi wyskoczyło na ręku nie bardzo mogłam je moczyć i używać środków czystości, więc kiedy po solidnym sprzątaniu zobaczyłam mola, złapałam go w ścierkę i zaniosłam tacie ze słowami: “bo ja nie mogę moczyć rąk!”. Też nie wiem o co mi chodziło 😀

Następny tydzień to mini wakacje w Gdańsku! Przez AirBnB miałam wynajęte piękne mieszkanko i byłam tak padnięta że mogłabym w ogóle z niego nie wychodzić.

Tylko że wtedy przegapiłabym mnóstwo pięknych miejsc, przemiłych ludzi, pokemonów, no i plażę. To tam zobaczyłam, że morze tak naprawdę jest dla turystów budowane:

Lipiec 2016

Później już były obowiązki obowiązki obowiązki. Jedyne chwile relaksu to siedzenie na balkonie z czymś dobrym do jedzenia.

 

Ach, no i z książką. Koleżanka poleciła mi “Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes. Dawno się tak nie spłakałam, nie wiem co ją podkusiło żeby mi, miękkosercej istocie, polecić taką lekturę.  Kilka dni później obejrzałam też film i – chociaż patrząc na plakat widzę tam Khalessi i Finnicka i obawiałam się jak to wpłynie na odbiór – byłam pozytywnie zaskoczona. Szczególnie główna bohaterka mnie urzekła. Z fabuły nic nie zdradzę, jeśli jeszcze nie widziałaś a chcesz to czytaj/oglądaj na własną odpowiedzialność 🙂

 

Ciekawe artykuły w tym miesiącu:

Z cudzych to już wszystko, nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie a poza tym jak już czytałam to zapominałam zapisać na później. Postaram się poprawić w przyszłym tygodniu!
U mnie za to w lipcu pojawiły się takie wpisy:

  • Wspomniane już Każdy Kiedyś Zaczynał, dla każdego kto chce lub musi coś w swoim życiu zmienić,
  • Darmowe wtyczki do wordpressa na start, jeżeli zaczynasz swoją przygodę z wordpress.org to zapraszam, trochę się musiałam naszukać takiego zestawu startowego więc może komuś pomogę zaoszczędzić trochę czasu 🙂
  • Organizacja listy zadań – o tym jak sobie radzę z natłokiem… wszystkiego. Kilka narzędzi i sposobów które działają u mnie, szczególnie przy tym co sama chcę zrobić a nie z tym co koniecznie muszę bo inaczej mnie powieszą za rzęsy.
  • Poznajmy się, bo głupio czytać jak ktoś sobie radzi w życiu i nic o nim nie wiedzieć. Nie bierz wszystkiego na serio 🙂
  • Następnie pytam Cię jaki masz problem – taka jestem troskliwa 🙂 Mieszkam też w bloku, więc to może moja blokerska natura się odzywa 🙂
  • Wpis o uporczywym łupieżu – jeśli Nizoral nie pomaga albo problem nawraca, może moje sposoby Ci pomogą? Oczywiście oprócz lekarza 🙂
  • Opowiadam skąd się biorą pieniądze 🙂 W biznesie też!
  • Opowiadam też o najważniejszym nawyku, jak nie oszaleć w świecie fit a nawet jak sobie ułatwić wejście do niego 🙂
  • No i dzielę się przepisem na sałatkę z awokado którą często zajadam na śniadanie. Można się najeść po pachy i chudnąć! 🙂

Trochę misz-masz, ale tak to już będzie u mnie wyglądać 🙂

Jeśli też prowadzisz bloga, to podziel się linkiem w komentarzu – chętnie zajrzę!

A tymczasem miłego sierpnia!

Priorytety i praca

…czyli o PiPach słów kilka

A dzień dobry! Dzisiaj porozmawiamy sobie o priorytetach i pracy (czyli w skrócie o PiPach). Muszę sobie poukładać w głowie kilka spraw i pomyślałam że może i Tobie się przyda. 

Ale do rzeczy, kobieto, do rzeczy.

Co to w ogóle są te PiPy?

Priorytety

Priorytety (w tym kontekście) to dla mnie coś ważnego w życiu, wartości, którymi chcę się kierować, długofalowe cele, które chcę osiągnąć, coś, co poprawi jakość życia i sprawi, że będę szczęśliwa.

To zadziwiające, jak wiele osób (w tym do niedawna ja):
– nie wie tak naprawdę jakie ma w życiu priorytety, lub
– są one mętne (“yyy…. noooo…. chcę być szczęśliwa, mieć pieniądze itepe, nie? hehe”)
– nie są wcale ich – czyli masz takie bo takie mają wszyscy, takie mieć wypada itd.
– ma priorytety które są już przestarzałe – umówmy się, że inaczej wyglądają priorytety 20-latka i 50-latka. Czasami trzeba się po prostu im przyjrzeć i sprawdzić datę przydatności do użycia.

Ciężko się w takim stanie żyje bo człowiek zasuwa, zasuwa a nic z tego nie ma i w ogóle się w życiu nie porusza do przodu. Kojarzysz takie momenty w swoim życiu? Tak? To teraz, zanim zabierzemy się do pracy, mam dla Ciebie zadanie.

Zastanów się, jakie są Twoje priorytety. Co chcesz osiągnąć w życiu, do czego dążyć, jak spędzać czas? Ty jako Ty, nie patrz na mamę, ciotkę, szefa i przyjaciółkę. To Ty masz się czuć dobrze z tym co tam sobie wymyślisz. Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze? Postaraj się, żeby było jak najbardziej konkretnie. Masz? Okay, to teraz weź kartkę i sobie to wszystko zapisz.

Nie, serio. Zapisz. Nie oszukuj. Zobaczysz, że przyda Ci się nie jeden raz. Zaraz zobaczysz dlaczego, bo wracamy do…

Praca

 

Kiedy już wiesz czego chcesz od życia, trzeba przystąpić do realizacji. No niestety, same to się nawet jajka w Pokemon Go nie wyklują. Trzeba ruszyć tyłek i zasuwać. Tak jest ze wszystkim co wartościowe, najczęściej wymaga zachodu. Witaj na świecie. Jeśli na Twojej liście priorytetów (bo ją spisałaś, prawda?) są takie, które miałaś już wcześniej, zadaj sobie pytanie: co robiłam, żeby faktycznie były priorytetami w moim życiu? Skoro tak ważna jest dla mnie rodzina, to jak to pokazuję w moim życiu? Skoro ważne jest zdrowie, to co konkretnie robię każdego dnia, żeby je utrzymać/poprawić? Nie wiem jak Ty, ale przy takich konfrontacjach ja przeważnie wypadam blado. Nagle okazuje się, że chciałabym, ale… Tylko czy to wtedy naprawdę jest dla Ciebie priorytet, skoro od lat jest ostatni na liście zadań i obowiązków? No właśnie.

Niestety, praca i wysiłek są potrzebne. Wtedy, kiedy się nie chce, kiedy wolisz obejrzeć serial niż podrasowywać CV i szukać nowej pracy, kiedy ciastko wzywa o wiele bardziej niż sałatka… Proste decyzje powtarzane każdego dnia tworzą Twoje życie. Mając ustalone, co jest dla Ciebie najważniejsze, o wiele łatwiej będzie Ci podjąć te najlepsze. Oczywiście, nic się nie stanie jeśli raz na jakiś czas zjesz ciastko, ale jeśli będziesz je wybierać codziennie to cóż… Nie wybierasz szczuplejszego i zdrowego ciała choćbyś nie wiem jak sobie to wmawiała.

PiPy

Jasne, kryzys zawsze lubi się pojawić niezapowiedziany, ale o wiele łatwiej będzie go wyprosić kiedy zerkniesz na swoją listę i wrócisz myślami do tego co dla Ciebie najważniejsze. A jeśli potrzebujesz jeszcze większej dawki motywacji na start, może pomoże Ci też ten wpis? Każdy kiedyś zaczynał

A teraz, wiesz co jeszcze jest ważne?

Równowaga

 

Żeby wycisnąć życie jak cytrynkę potrzebna jest równowaga PiP. Inaczej albo będziesz tylko marzycielem, który nic nie osiąga, albo (jak ja ostatnio), będziesz ciorać jak osiołek nie przybliżając się do celu i zaniedbując to, co dla Ciebie ważne.

Wiesz, to tak jakby przez 30 lat brać wszystkie możliwe nadgodziny żeby kiedyś móc więcej czasu spędzać z rodziną. 😉 Do tego robisz w tej pracy wciąż na maksymalnych obrotach, tak, że nie ma czasu taczki załadować, nie poświęcając nawet chwili na refleksję że skoro już chcesz więcej pieniędzy to może można to osiągnąć mądrzej. Rozumiesz do czego dążę? Jeśli tak to super, jeśli nie to napisz co wyjaśnić 🙂 A tymczasem powiem Ci jeszcze, że…

W życiu są różne momenty. Równowaga PiP praktycznie nigdy nie będzie 50/50. Jest czas zmian, kiedy nagle okazuję się że trzeba zrewidować plan i wprowadzić poprawki – wtedy dobrze jest poświęcić się bardziej planowaniu i upewnić się co do kierunku i tego jak podążyć wyznaczoną drogą. Z kolei kiedy taki plan już masz, pora na konkretne działania i tylko czasami zerknięcie z szerszej perspektywy czy wciąż wszystko się zgadza. Tak czy siak, obydwa elementy są w życiu potrzebne.

Zgadzasz się? To do dzieła, i daj mi znać która PiPa u Ciebie obecnie przeważa 🙂

Sałatka śniadaniowa z awokado

Mam specjalne zamówienie na przepisy z awokado, więc proszę bardzo. Za dużo w tej chwili nie mogę kombinować, ale mam jeden przepis od mojej kochanej pani dietetyczki którym mogę się podzielić. Miałam wielkie obawy czytając co tam się dodaje ale wszystko ładnie ze sobą współgra.

Lojalnie ostrzegam, porcja jest niby dla jednej osoby, ale tak naprawdę wychodzi dla dwóch – szczególnie jeśli dodasz do tego mięso. Za pierwszym razem jak zrobiłam idealnie z przepisem to żarłam półtorej godziny i później zdecydowanie nie miałam chęci podjadania czegokolwiek 😀

Tak, więc, panie i panowie, składniki przepis na śniadaniową sałatkę z awokado:

Składniki:

  • garść sałaty. Może być też szpinak, może być kilka porwanych listków sałaty. Ja jestem rano maksymalnie leniwa więc zawsze używam garści gotowej mieszanki sałat.
  • 2 ogórki małosolne. W oryginale są kiszone, u mnie teraz rządzą małosolne. Pokrojone na kawałeczki.
  • Awokado. A konkretnie pół. Też pokrojone na kawałeczki.
  • Pokrojona marchewka. W oryginale była tarta, ja najpierw przekrajam na 4 części a później na wzdłuż na kawałeczki.
  • Kilka rzodkiewek, w zależności od wielkości. Muszę wam powiedzieć że absolutnie zakochałam się w połączeniu kolorystycznym marchewki i rzodkiewek na zielonym tle. Takie śniadanie jak to mogę jeść choćby dla samej radości patrzenia na nie!

Sniadaniowa sałatka z awokado

Wszystko mieszamy i zajadamy! Do tego jakieś mięsko (u mnie najczęściej kawałki indyka lub kurczaka w przyprawach, podsmażane szybciutko na maśle klarowanym) i mamy śniadanie białkowo – tłuszczowe z warzywami.

Dzięki awokado do sałatki nie trzeba dodawać już żadnej oliwy ani innego tłuszczu i jest sycąca na długo.

Tak jak mówiłam, dziwnie brzmi, ale raz możesz dać jej szansę 🙂 Ja się nią zajadam, jakiś czas temu pojawiła się też na instagramie:

Smacznego!

Skąd się biorą pieniądze w biznesie

Jak przestać walczyć o klienta ceną

Jeżeli jeszcze nie czytałeś, zapraszam do lektury tutaj, bo zasada będzie podobna. Nie o przychodach, dochodach i kosztach dziś będzie a bardziej o umiejętnościach “miękkich”.
Piszę to bardziej dla biznesów usługowych, ale myślę, że wiedzę odnieść można do każdego.

No więc, skąd się biorą pieniądze w biznesie?

Pieniądze w biznesie biorą się ze spełniania potrzeb/zachcianek klienta.

Co z tego wynika? Ano dużo.

Po pierwsze, dzięki temu możesz lepiej dopasować ofertę do klientów. Nie patrz aż tak mocno na to co robi konkurencja, skup się na tym czego oczekują Twoi klienci i jak lepiej ich obsługiwać. Ważne: zwróć uwagę za co i ile będą Ci skłonni zapłacić, a nie tylko powiedzą że chcą. Między jednym a drugim jest często przepaść nie do pokonania 😉

Dzięki tej zasadzie łatwiej jest też podejść do klientów którzy w innym przypadku by odeszli. Może robisz strony internetowe/grafikę od zera i dla potencjalnego klienta jest za drogo? Spróbuj czy może dla niektórych lepszym rozwiązaniem nie będzie Twoja minimalna praca na gotowym szablonie za niższą cenę.

Poza tym łatwiej będzie rozszerzać ofertę Twojej firmy. W czym więcej możesz pomóc klientowi? Jeśli przychodzi po logo, może potrzebuje całej identyfikacji wizualnej, grafik, konsultacji jakie kolory będą pasować do tego co chce zrobić? Tutaj jest to kwestia dodatkowych usług czy pakietów, ale nawet w zwykłym sklepie znając oczekiwania klienta możesz mu pomóc bardziej i zarobić więcej. Pani Krysia potrzebuje bielizny do zadań specjalnych na ślub? A może poszukuje też np. rajstop? W sklepie internetowym zobacz co z czym najchętniej kupują Twoi klienci i proponuj dodatkowo. A nuż ktoś się skusi?

Kolejna dziedzina gdzie sprawdza się ta zasada to wyróżnik od konkurencji, Twoja wartość dodana. Zobacz na czym zależy Twoim klientom, daj im to, pochwal się wszystkim że coś takiego robisz. Czasami dla Ciebie są to oczywiste sprawy, a dla klienta coś ważnego. Opisz jak najlepiej swoją ofertę, porozmawiaj z klientami co w tym co robisz lubią najbardziej, i przy pisaniu używaj ich języka.

Przykład: jesteś fotografem ślubnym? Dodaj do zamówienia formularz gdzie można zaznaczyć konkretne zdjęcia jakie chce para młoda (np. z babcią, ujęcie takie a takie itp.) a które będziesz sobie potem w trakcie imprezy odhaczał.

Kolejny sposób na wykorzystanie tej wiedzy: pracujesz nad książką, e-bookiem, kursem? Wejdź na stronę gdzie można oceniać takie produkty, wpisz w wyszukiwarkę temat na który piszesz i poszukaj najlepiej tych z oceną średnią, np. ⅗. Stamtąd dowiesz się najwięcej o tym co się podobało, co nie, czego było za dużo a czego brakowało i masz gotową ściągę co ma się znaleźć w Twoim produkcie 🙂

Podsumowując: chcesz mieć więcej pieniędzy w swoim biznesie – poznaj jak najlepiej swoich klientów i ich potrzeby. Zyska na tym klient który dostanie lepszą obsługę i lepszą usługę, i ty 🙂

Najważniejszy nawyk

Najważniejszy nawyk dla zdrowego stylu życia

Lato – w pełni,
Moda na fit sylwetki – w pełni
Moda na organiczne, zdrowe jedzonko – w pełni,
Moda na slow life i minimalizm – w pełni

a Ty ciorasz jak osiołek i nie wiesz w co ręce włożyć. Jak w ogóle ludzie znajdują chęć i czas na ćwiczenia, gotowanie tych zdrowych posiłków i odpoczynek? Za każdym razem kiedy próbujesz – “już od poniedziałku zmienię swoje życie!” – wygląda to po prostu jak dodatkowe, bardzo męczące x obowiązków i wielki wysiłek. Bardzo łatwo się wtedy zniechęcić. Znasz to? Ja bardzo dobrze, ale znalazłam coś, co bardzo mi pomogło.


Jaki jest Twój najważniejszy nawyk?


Spośród tych trzech nawyków
, który jest dla Ciebie najważniejszy:

  1. Sen i odpoczynek;
  2. Zdrowe odżywianie się;
  3. Ćwiczenia ?

Który powoduje największe zmiany Twojego samopoczucia?

Dla mnie jest to sen i każdego dnia chociaż chwila na odstresowanie się i odpoczynek. Jeśli się nie wyśpię, rano nie mam ochoty na pożywne śniadanie tylko supermocną, supersłodką herbatę. Potem przez cały dzień chodzę jak zombie, w złym humorze, podjadam wszystko co słodkie i niezdrowe i myślę tylko o tym żeby wrócić do domu i odpocząć. Ćwiczenia w ogóle nie przechodzą mi przez myśl, tak samo jak dbanie o linię – nagle fast food w drodze do domu brzmi po stokroć lepiej niż babranie się z garami. Za to jak się wyśpię…

Ach, jak się wyśpię świat wydaje się piękniejszy 🙂 Po pierwsze to znaczy że przeważnie mam więcej czasu rano na śniadanko i ogarnięcie się bo nie wciskałam drzemki do granic przyzwoitości. Po drugie mam więcej energii i optymizmu i ciało aż samo się prosi o dodatkową porcję ruchu. Po trzecie, prawie w ogóle nie mam głupich zachcianek typu batonik lub chipsy więc o wiele łatwiej jest trzymać zdrowy styl życia.

Dla Ciebie nie musi to być sen – z moich badań wynika że np. dla mężczyzn najczęściej są to ćwiczenia – ćwiczy więc nie chce już tak niezdrowo jeść i lepiej śpi. A może to zdrowe jedzenie daje Ci siłę do życia? 🙂

Co dalej?


Tak więc mam dla Ciebie wyzwanie – jeśli po przeczytaniu tego automatycznie nie znasz odpowiedzi, poświęć najbliższy tydzień żeby dowiedzieć się, co jest Twoim najważniejszym nawykiem. Potem tylko mocno się postaraj żeby stał się Twoim priorytetem i powoli dokładaj kolejne 🙂 Nie obiecuję Ci że zmienisz swoje życie bez wysiłku, szczególnie jeśli
dopiero zaczynasz, ale myślę że będzie Ci o wiele łatwiej, tak jak mi. Tego Ci życzę! 


Będzie mi bardzo miło jeśli napiszesz co dla Ciebie jest najważniejszym nawykiem, chętnie się dowiem!

Skąd się biorą pieniądze?

Jak ułatwić sobie zarabianie pieniędzy

Pieniądze biorą się z bycia użytecznym.

Kropka. Właściwie na tym mogłabym zakończyć wpis.

Jeśli pracujesz na etacie albo jesteś freelancerem, wymieniasz swój czas i kompetencje na pieniądze. To znaczy, że dajesz komuś wartość, za którą jest w stanie zapłacić tyle i tyle. Innymi słowy, dajesz swojemu pracodawcy coś czego potrzebuje i dostajesz za to tyle ile jest to dla niego warte (lub mniej, zależy od Twoich możliwości negocjacyjnych i innych czynników, tu skupiamy się na tym jednym).

No dobrze, ale co z tego wynika, kobieto?

Ano to, że jeżeli zmienisz podejście do pieniędzy to będzie Ci łatwiej zauważać okazje do ich zarobienia.

Odpowiedzią jest dawanie wartości. Nie mówię tutaj oczywiście o przypadkach gdzie szef to typowy krwiopijca i wyzyskiwacz, mówię o normalnych ludziach i sytuacjach z jakimi większość z nas ma do czynienia. Widzisz że coś można zrobić? Zrób to. Widzisz że można coś ulepszyć? Zaproponuj zmianę. Widzisz że można w czymś pomóc? Pomóż. Nie na siłę, nie kosztem życia w firmie, z umiarem, małymi kroczkami, ale dawaj coś wartościowego.

Jeśli się do tego zastosujesz, są naprawdę duże szanse, że Twój wkład zostanie zauważony, dostaniesz premię, podwyżkę i pewnie nie będziesz musiał się każdego dnia martwić o utrzymanie pracy. Nawet jeśli podwyżka przez dłuższy czas nie przyjdzie, zbudujesz poczucie swojej wartości w firmie, zobaczysz swój wkład i łatwiej będzie na podstawie Twoich realnych inicjatyw poprosić o taką podwyżkę samemu.

A jeśli i to nie pomoże… Dzięki temu że wiesz skąd biorą się pieniądze będziesz wiedział jak się dobrze zaprezentować na rozmowie o pracę – potrzebujesz po prostu jak najlepiej pokazać jaką wartość możesz dać i co jest na tyle użyteczne że będą chcieli Ci płacić 🙂

Zresztą, tu nawet nie chodzi tylko o pieniądze. Zrobiłam kiedyś niechcący eksperyment (czy da się zrobić eksperyment niechcący?) i skupiłam się bardzo mocno na pomocy znajomym. Starałam się pomóc rozwiązać ich problemy w taki sposób żeby jak najbardziej pomóc im a nie połechtać swoje ego, przy okazji pokazałam trochę swoich umiejętności… Wiesz, to nie były nawet jakieś wielkie rzeczy, często liczył się entuzjazm i sama chęć pomocy, burza mózgów. Za to efekty bardzo mnie zaskoczyły. Nagle się okazało, że chociaż wcale nie miałam tego na uwadze pomagając, każdy chciał się jednak odwdzięczyć i pomagał mi – a to mnie polecił komuś dalej, a to pojechałam na darmową wycieczkę… do tego zdecydowanie lepiej mają się od tego czasu moje relacje z tymi osobami 🙂

Spróbuj, co Ci szkodzi? 🙂 Oczywiście każdy ma inną sytuację, ale podałam ogólną zasadę więc przy odrobinie wysiłku i kreatywności jestem pewna że dopasujesz ją do siebie 🙂

A teraz bonus, za to że wytrwałeś do końca wpisu: chcesz sobie dorobić? Mam dla Ciebie propozycję. Znajdź znajomego przedsiębiorcę (a najlepiej kilku). Zastanów się, w czym jesteś dobry, w czym mógłbyś pomóc. I znów, nie musi to być od razu coś wielkiego. Może widzisz sposób w jaki można by coś poprawić? Może potrafisz robić strony internetowe/grafikę? Może znasz się na wypełnianiu papierków, masz samochód? Znajdź ze 2-3 rzeczy w których czujesz że możesz pomóc. A teraz pogadaj z tym przedsiębiorcą, zapytaj czy jest coś w tych dziedzinach (lub może przychodzi mu do głowy coś innego pilnego) co mógłbyś dla niego zrobić za x zł. Wybierz realną kwotę, na początek nie od razu grube tysiące, daj się wypróbować 🙂 Wbrew pozorom, szczególnie w małych firmach, zawsze jest coś co chętnie by się oddelegowało na zewnątrz. Zaczniesz od małych rzeczy, a później może nawiążecie stałą współpracę? Nawet jeśli nie wyjdzie, złapiesz trochę doświadczenia 🙂 Co Ty na to?

Jeśli ten tekst jest dla Ciebie przydatny, będzie mi bardzo miło, jeśli dasz znać 🙂

Jak sobie poradzić z uporczywym łupieżem?

Moje doświadczenia z łupieżem suchym

Na początek chcę wyjaśnić kilka rzeczy:
z uporczywym łupieżem idzie się do dermatologa – ten wpis nie ma być “substytutem zróżnicowanej diety” i wizyty u lekarza.

– skóra dotknięta łupieżem to często skóra wrażliwa, dlatego proszę, zanim czegoś użyjesz, zrób próbę uczuleniową żeby nie pogorszyć sprawy – coś, co zadziałało u mnie, niekoniecznie zadziała u Ciebie.

– mam doświadczenie tylko z łupieżem suchym – jeśli masz inny to niestety nie pomogę.

Okay, skoro ostrzeżenia mamy już za sobą, przechodzę do rzeczy. Co mi pomogło w walce z łupieżem?

uporczywy łupież


Na zewnątrz:

  • Olejowanie skóry głowy. Najlepiej sprawdzał się u mnie olej kokosowy i oliwa z oliwek. Chodzi o to, żeby nawilżyć i natłuścić skalp. Bonus – pojawiło się mnóstwo małych włosków 🙂 Uważaj tylko na jak długo zostawiasz olej – u mnie sprawdza się ok. 3 godziny, jeśli zostawię np. na całą noc problem się tylko pogarsza, a nie o to nam chodzi 😉 Sprawdź, jaki jest optymalny czas dla Ciebie. 
  • Olejki eteryczne: herbaciany lub lawendowy, jako dodatek do olejów. Ponieważ łupież powodują grzyby, dobrze jest użyć czegoś co je trochę zniechęci do mieszkania na głowie i niepłacenia czynszu. Osobiście wolę olejek herbaciany, chociaż powiedzmy sobie szczerze że jak herbatka to on nie pachnie. Do zapachu można się przyzwyczaić, za to działanie ma świetne – jak mieszkałam w UK smarowałam nim nawet te zapyziałe angielskie ściany w łazience. Nadaje się też jako dodatek do innego oleju i smarowania grzybicy – tylko uwaga, olejków eterycznych nie stosujemy solo, zawsze rozcieńczone i po próbie uczuleniowej. 
  • Cerkogel – wprawdzie stosowałam go dopiero kilka razy, ale efekty wydają się być obiecujące. Nawilża, pomaga usunąć nadmierne złuszczanie naskórka i uśmierza swędzenie. Wpadłam na niego dzięki Anwen, która pisała o nim TU. 
  • Do mycia włosów używałam szampon Kerastase Specifique, kąpiel przeciwłupieżowa na łupież suchy. Jedyny, który mi pomagał. Wiele osób go zachwala, ale też wiele nie znosi, więc w miarę możliwości postaraj się o próbkę na kilka myć, bo do tanich to on nie należy. Jeśli Ci nie pomoże, dużo osób poleca też Vichy Dercos szampon przeciwłupieżowy na łupież suchy. Tego nie próbowałam, ale daję jako alternatywę dla tego “mojego”. 
  • Zakaz drapania się po głowie 🙂 Im mniej dotykam, sprawdzam, drapię – tym lepiej. Krótko i na temat 🙂

uporczywy łupież

Od wewnątrz:

  • No niestety, tu się pewnie nie polubimy, ale muszę to napisać: największą zmianę na plus zauważyłam, kiedy przestałam jeść słodycze i produkty mączne. Wszystko co robię “na zewnątrz” jest tylko uzupełnieniem, niestety jeśli popuszczę z dietą wszystkie pozostałe sposoby są po prostu krótkotrwałe. 
  • Zamiast mąki i cukru piję więcej wody i zjadam więcej dobrych tłuszczy. Można je znaleźć np. w awokado czy rybach. Tłuszcze te pomagają skórze zachować odpowiedni poziom nawilżenia i w ogóle są bardzo zdrowe. 
  • Mniej stresu – im bardziej się stresuję, tym gorszy problem ze skórą, w tym ze skórą głowy. Przypuszczam że największe znaczenie ma tutaj to, że kiedy się stresuję dieta idzie w odstawkę za to lubię się mimowolnie podrapać po głowie 😉 Niemniej jednak stres dla urody jest be, więc unikamy.

Chyba wszystkie sposoby – może nie są to wszystkie możliwe, za to te przetestowane przeze mnie i dające mi efekty 🙂

Justyna Lisowski
Fot. Justyna Lisowski

Jeśli masz jeszcze jakiś patent do zapraszam do podzielenia się nim w komentarzu, może komuś pomoże.

Jaki masz problem?

Czy na pewno wiesz, jaki masz problem? O magii pytań.

Podobno Albert Einstein powiedział:

„Gdybym miał tylko godzinę na uratowanie świata, 55 minut poświeciłbym na zdefiniowanie problemu, a tylko 5 na znalezienie rozwiązania.”

Podobno, ale brzmi mądrze, więc przyjmijmy że tak było 🙂

Czasami jest tak, że przez długi czas, czasami lata całe, myślimy że mamy problem nie do rozwiązania. No nie da się dziada rozwiązać w tym momencie życia i już. Można sobie co najwyżej ponarzekać na swój los. Ja tak mam, i przekonałam się że to nie do końca prawda. Chcesz wiedzieć jak z tym walczyć?

Najlepiej będzie wytłumaczyć to na przykładzie. “Potrzebuję więcej pieniędzy” – myślisz sobie. Jak większość z nas 😉 Po pierwsze, to “więcej” nie jest jakoś szczególnie określone, prawda? Ile to konkretnie ma być? Przecież jak wracasz do domu i znajdziesz 5zł to już masz więcej pieniędzy, prawda? Czy to sprawia że problem znika? Raczej nie, chyba że jesteś Panem Żulem i akurat tyle Ci do szczęścia potrzeba ;). Prawdziwa magia dzieje się jednak kiedy spojrzysz dalej.

Dlaczego potrzebujesz więcej pieniędzy? Czy ma to być tylko jednorazowo większy przypływ gotówki żeby kupić sobie najnowszego iPhone’a? W takim razie postaraj się o dodatkowy zarobek, może będziesz miał w tym czasie mniej czasu ale w dość szybkim czasie powinieneś uzbierać potrzebną kwotę. Zmień więc problem z “potrzebuję więcej pieniędzy” na “potrzebuję dorobić x zł”.

A może potrzebujesz więcej pieniędzy trwale, np. dla rodziny? W takim razie potrzebujesz myśleć długoterminowo – jak możesz np. zmienić pracę na lepszą? Czy potrzebujesz zdobyć jakieś nowe umiejętności? Nie ma co się stresować i wkurzać że to potrwa, jak nic nie zrobisz to też nie poprawisz sytuacji, a tak po czasie (który i tak mija) masz zdecydowanie większe szanse na poprawę jakości życia. W takim wypadku Twój problem to nie “potrzebuję więcej pieniędzy”, a “potrzebuję x zł więcej miesięcznie żeby spiąć budżet”. Może dasz radę podnieść ceny swoich usług lub poprosić o podwyżkę? A może dotyczy Cię problem poniżej?

“Potrzebuję więcej pieniędzy” bo nie potrafię radzić sobie z finansami. Czy na pewno wiesz gdzie uciekają Ci pieniądze? Być może kupujesz coś, co wcale Ci nie jest potrzebne do szczęścia i brakuje na rzeczy istotne? W takim razie najbardziej pomoże Ci nie “więcej pieniędzy” (będziesz mieć te same nawyki, tylko na większą skalę), a lepsze budżetowanie i kontrola nad tym, na co wydajesz.

Kolejny przypadek: “potrzebuję więcej pieniędzy żeby zadbać o swoje zdrowie” lub “potrzebuję więcej pieniędzy żeby być szczęśliwym”. Ojej, ale kto tak powiedział? Tutaj akurat praca do granic możliwości żeby odłożyć na szczęśliwe “później” raczej średnio się sprawdza. Wiem po sobie. Może warto odpuścić sobie pewne rzeczy, a zamiast tego skupić się na byciu szczęśliwym tu i teraz? Jeśli masz wolne tylko pół niedzieli to może nie rób obiadu z trzech dań i szoruj te gary tylko wyjdź na spacer do lasu, poczytaj książkę czy zrób cokolwiek co sprawi Ci radość? Zacznij szukać takich małych chwil które możesz dla siebie ukraść i po prostu odetchnąć. Jeśli masz problemy ze zdrowiem to zrób z tego priorytet. Wiem, że ciężko, że w natłoku zadań to się wydaje zupełnie niedorzeczne, ale spróbuj. Każdego dnia troszkę bardziej. Zobaczysz że bez pieniędzy albo z małą ilością też można poczuć się choć trochę lepiej, a wtedy dużo łatwiej myśleć o tym co dalej 🙂

Kolejny przykład: “potrzebuję więcej pieniędzy żeby zacząć swój biznes”. Ok. Czy wyczerpałeś już wszystkie sposoby? Czy masz pewność że Twój biznes wypali? Czy da się go (choć częściowo) sfinansować z przedsprzedaży produktu/usługi? Może dasz radę pozyskać inwestorów? Kredyt? Cokolwiek? Może możesz początkowo zrezygnować z jakiegoś modułu, coś uprościć, gdzieś obciąć koszty? Może czekając na finanse możesz zająć się czymś innym związanym z biznesem co też przyniesie jakąś korzyść? Zdecyduj się, czy na pewno chcesz zacząć ten biznes, co jest w nim najważniejsze, na jakie ustępstwa jesteś w stanie pójść i zacznij szukać konkretnych rozwiązań z tego miejsca.

Ok, jestem pewna że przypadków można mnożyć, a to tylko jeden przykład problemu. Chodzi o to, żeby stanąć odważnie naprzeciw swojego wielkiego problemu i rozwalić go na jak najmniejsze części odpowiednimi pytaniami. Tak jak Einstein, najpierw skup się na jak najbardziej precyzyjnym określeniu problemu, a dopiero później nad jego rozwiązaniem. Myślę, że zadziała z większością tego z czym się borykasz – jeśli nie rozwiąże całkiem, to chociaż znacznie pomoże. Jeśli sam nie dasz rady się tak przepytać, może masz przyjaciela któremu będzie łatwiej Cię pomęczyć? Tak czy inaczej – powodzenia! 🙂

A jeśli chcesz, daj znać – masz taki “zasiedziały” problem czy to tylko ja? 🙂

Poznajmy się!

A kim Ty w ogóle jesteś, dziewczyno? 

Pomyślałam że fajnie by było napisać coś więcej o sobie, dać się poznać też z innej strony. Nie chcę żeby ten blog był tylko poważny i dający wartość, ma też dawać radość! Spytałam więc przyjaciół, co chcą o mnie wiedzieć, i wybrałam kilka ciekawych pytań. Od razu ostrzegam, pytania są nietypowe a odpowiedzi pół żartem, pół serio. To co, zaczynamy?

1. Czy poszłabyś na randkę z męską wersją siebie?
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Po pierwsze jestem introwertykiem i do tego nieśmiałym (czasem udaję brawurę) i nie cierpię się komuś narzucać – a adorowanie to jest narzucanie się przecież komuś, prawda? 😀 Więc nigdy bym do żadnej dziewczyny nie zagadała, a jakby któraś sama spróbowała to pewnie rzuciłabym jej przerażone spojrzenie i zwiała. Niezbyt dobre warunki do randkowania 😉
Inna sprawa, gdyby było to tylko i wyłącznie na zasadzie przyjaźni. Wtedy to rozumiem! Lubię przebywać z facetami, więc gdybym jako chłopak lubiła przebywać z dziewczynami to pewnie część by uważała że jestem niepoprawnym flirciarzem a reszta widziała we mnie tylko materiał na przyjaciela. Ponownie – wyczuwam zero randek na horyzoncie!
Po trzecie jestem życiową niezdarą jeśli chodzi o załatwianie spraw w urzędach, odróżnianie samochodów (lub dbanie o nie!) i noszenie ciężkich rzeczy. Niezbyt dobry ze mnie materiał na męża 😉

2. Gdyby każdy musiał nosić na szyi tabliczkę ostrzegawczą, co byłoby na Twojej?
Hm, pewnie coś o tym że jestem introwertyk i żeby podchodzić ostrożnie. Może coś w stylu coś w stylu “delikatnie, proszę!”
Albo “fragile” – absolutnie kocham to słówko i kocham je czytać tak jak się pisze. Fragile – takie żabie gile.
Więc reasumując moja tabliczka miałaby napis “żabie gile” 🙂

3. Gdybyś mogła być kobietą sławnego mężczyzny… kogo wybrałabyś na swojego amanta? Argumenty?
Och kurczę, to jest ciężkie. Jestem tak niepoprawną romantyczką i monogamistką że ciężko mi to sobie nawet wyobrazić 😀 Hmmm… Pierwszy mi wpadł do głowy Colin O’Donoghue, ale to dlatego że ostatnie dni spędziłam na nadrabianiu “Dawno, Dawno Temu”. Poza tym, może Keanu Reeves? Chciałabym sprawić że się uśmiechnie 🙂

4. Jaką fuchę wybrałabyś dla siebie / w jakiej byś się widziała gdybyś dostała ofertę z cyrku?
Kolejne ciężkie pytanie – nie lubię cyrku 😉 Ale gdybym miała powiedzieć to byłabym wybitnie giętkim skoczkiem trapezowym tańczącym w powietrzu z ogniem. Gdybym miała pewność że zwierzęta są szczęśliwe robiłabym to samo tyle że na tygrysie. Kurczę, taki pokaz sama bym obejrzała 😉

5. Gdzie chciałabyś mieć dom?
Hm, nie wiem gdzie, myślę że mimo wszystko w Polsce. Na pewno chciałabym żeby był blisko lasu, blisko jeziora, z dużą sypialnią i garderobą. I patio. I dużym kawałkiem ziemi, nie tylko takim wypierdkiem na samochód. I z psem. I z ogródkiem i z kwiatami… i chciałabym żeby cały czas była wiosna i lato wokół tego domu i dużo śmiechu i dużo miłości. O.

6. Jakie są Twoje wymarzone źrodła dochodów jakie chcesz mieć?
Wymarzone źródła dochodów… wynajem mieszkań, własna firma i blog, do tego bogaty mąż 🙂

7. Co chcesz osiągnąć poprzez prowadzenie bloga?
Chciałabym poznać podobne do mnie stworki, pomóc komuś kto może przechodzi przez podobne problemy jak ja, zmotywować, dać pozytywnego kopa, wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Chciałabym współpracować z innymi blogerami, z osobami w branży kreatywnej, robić coś pożytecznego. W przyszłości chciałabym pomóc osobom kreatywnym zarabiać na swojej kreatywności a osobom bardzo analitycznym i siedzącym w cyferkach pomóc dogadać się z resztą świata z którą czasami muszą się dogadać 🙂 W jeszcze dalszej przyszłości chciałabym otworzyć sklep gdzie sprzedawałabym produkty ze zdjęciami i rysunkami moich przyjaciółek, bardzo chciałabym żeby miały z tego źródło dochodu bo to najzdolniejsze bestyjki jakie znam.

A Ty? Jak byś odpowiedział/a na te pytania? Może masz jakieś inne? Podziel się!