Zdrowsza pumpkin spice latte na dwa sposoby

Lubisz pumpkin spice latte? Jeśli tak to fajnie, bo dziś mam dla Ciebie nieco zdrowszą alternatywę, i to na dwa sposoby!

Chciałam zobaczyć która będzie mi lepiej smakować więc wzięłam tuzin przepisów, pokombinowałam, stworzyłam z tego dwa i oto jest!

herbalicja

Pumpkin spice latte z mlekiem kokosowym:

Na jedną porcję potrzebne Ci będą:

  • około 2 łyżek puree z dyni – o tym jak je zrobić pisały Ania i Agnieszka,
  • pół kubka gorącej, czarnej kawy – przyrządzonej wg Twoich preferencji,
  • pół puszki mleka kokosowego: stała część jeśli chcesz zrobić śmietankę kokosową i ok. ⅓ szklanki części płynnej,
  • przyprawy: cynamon, gałka muszkatołowa, mielony imbir,
  • cukier kokosowy (do smaku, u mnie ok. 2 łyżeczek).

No więc wersja pierwsza: jeśli jesteś oazą cierpliwości i mocno Ci zależy ubijasz stałą część mleka kokosowego na “bitą śmietanę”. Wstawiasz dziewczynę do lodówki. Wrzucasz puree z dyni, przyprawy, płynne mleko kokosowe, cukier kokosowy i gorącą kawę do blendera, mieszasz na gładką masę. Przelewasz do kubka, dekorujesz kokosową bitą śmietaną i cynamonem. Fotografujesz, wrzucasz na instagram, pijesz.

Jeśli masz możliwość mieszania i podgrzewania w blenderze to polecam, inaczej wychodzi ciepła a nie gorąca.

herbalicja

Pumpkin spice latte z mlekiem migdałowym:

Na jedną porcję potrzebne Ci będą:

  • około 2 łyżek stołowych puree z dyni,
  • ⅓ szklanki mleka migdałowego,
  • przyprawy: cynamon, gałka muszkatołowa, mielony imbir,
  • miód – ok. łyżki, lepiej dodawać powoli i smakować bo można przesadzić 😉
  • pół kubka gorącej, czarnej kawy – przyrządzonej wg Twoich preferencji.

Ten sposób sprawdzi się jeśli nie masz blendera, potrzebny będzie za to spieniacz do mleka – ja używałam takiego malutkiego ręcznego 🙂

Łyżkę mleka, puree z dyni, przyprawy i kawę wrzucasz do garnuszka i podgrzewasz. Mieszasz co jakiś czas i powoli dodajesz miód (nie przesadzaj z podgrzewaniem, dzięki temu miód zachowuje swoje prozdrowotne właściwości). W drugim garnku nastawiasz pozostałe mleko i spieniasz. Do kubka najpierw przelewasz mieszankę z puree, a potem spienione mleko. Ozdabiasz cynamonem, tradycyjnie wstawiasz na instagram i pijesz 🙂

herbalicja

Która lepsza? Dla mnie wersja druga, z mlekiem migdałowym. W tej pierwszej jednak dość mocno czuć kokos. Za to była bardziej kremowa, co zdecydowanie było na plus. Myślę że następnym razem zamiast podgrzewać w garnuszku wersję numer dwa wrzucę ją do Thermomixa i tam zmiksuję i podgrzeję, a potem dodam spienione mleko migdałowe.

 

Obydwa przepisy wymagają trochę więcej pracy niż tylko zagotowanie wody i zalanie kawy lub wyciągnięcie karty kredytowej w kawiarni 😉 Za to są zdrowsze! Mimo to wciąż wpadają raczej w kategorię “deser w płynie” więc dobrze się składa że są czasochłonne – w końcu nawet najpyszniejsza pumpkin spice latte nie wygląda dobrze w postaci niechcianego tłuszczyku na brzuchu 😉

www.herbalicja.pl

Przepisy dzielnie “sponsoruje” październikowa #akcjadyniowa. Jeśli zrobisz jakąś potrawę z dynią to oznacz ją na instagramie tym hashtagiem a wpadniemy do Ciebie z dziewczynami 🙂 A jeśli nie wiesz co przygotować oto kilka inspiracji:

Smacznego i niech pójdzie w cycki (albo biceps)!

Kasza jaglana z cukinią, marchewką i brokułem

…i wszystkim co sobie wymarzysz 🙂

 

Heloł, przed Tobą drugi wpis z cukinią w tle (pierwszy znajdziesz tu). Tym razem zabieram Cię do krainy pod tytułem “co lodówka przyniesie”. A przyniosła kaszę jaglaną z warzywami, która ma taką fantastyczną zaletę że gotujesz ją raz i jesz do oporu. U mnie z takiej porcji jak na foto wyszła gigantyczna patelnia dla 2 żarłoków na 3 dni 😉 Kolejną zaletą jest to że możesz sobie zmieniać proporcje, wyrzucać, dorzucać – wedle uznania i zawartości lodówki. Ja jednak przyzwyczaiłam się do takiej wersji i taką polecam.

kasza jaglana z warzywami

Składniki:

  • kasza jaglana (2 woreczki)
  • cukinia – u mnie 3 małe
  • marchewka – 2 sztuki
  • mały brokuł lub pół dużego
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • kawałek imbiru (ok. 2 – 3 cm)
  • czosnek – 3 ząbki
  • czerwona cebula
  • oliwa z oliwek
  • przyprawy – jakie lubisz, u mnie kurkuma, pieprz, sól himalajska, zioła na zdrowie, chilli
  • opcjonalnie – kilka listków bazylii, łyżka sezamu.

 

Przygotowanie, wersja normalna:

Kaszę jaglaną dobrze opłucz i ugotuj wg wskazówek na opakowaniu. Brokuła podziel na różyczki, cukinię i marchewkę pokrój w kostkę. Cebulę pokrój w piórka, czosnek i imbir drobniutko posiekaj. Na dużej patelni rozgrzej oliwę, wrzuć czosnek i imbir, po chwili dodaj marchewkę. Podsmażaj aż zmięknie, następnie dodawaj stopniowo: cebulę, brokuła, cukinię, pomidorki i przyprawy. Podduś aż warzywa zmiękną, możesz nieco je podlać wodą lub bulionem. Na koniec dodaj ugotowaną kaszę jaglaną, wymieszaj, posyp sezamem i udekoruj liśćmi bazylii. Smacznego!

 

Przygotowanie, “wersja reżyserska”:

Początek jest taki sam: kaszę jaglaną trzeba dobrze wypłukać i ugotować w osolonej wodzie. Na razie prosto i przyjemnie, ale zaraz zacznie się horror. Tymczasem przez chwilę potrzymam Cię jeszcze w niepewności, bo najpierw potrzebujemy cieniutko pociachać imbir i czosnek i wrzucić na patelnię z oliwą z oliwek. Zaraz po czosnku i imbirze wrzucamy pokrojoną marchewkę i dusimy dziewczynę (mówiłam że horror!). Tylko uważaj żeby jej nie przypalić, chcemy ją po prostu trochę podsmażyć i poddusić aż zmięknie (eh…). Teraz pora na obranie i pocięcie cebuli w piórka, więc spokojnie możesz popłakać nad losem który zgotowałeś marchewce. Cebulę wrzuć na patelnię, odczekaj chwilę i dorzuć brokuła. Powinien być podzielony na różyczki, ja kroję drobno i dorzucam też nogę. Niektórzy zostawiają taką nogę i dodają później do koktajli, ale to nie jest jeszcze mój poziom zdrowotnego szału 😉

 

Po chwili dodaj też na patelnię cukinię i pomidorki. Dzięki temu że wrzucamy składniki po kolei na rozgrzaną patelnię niejako “zamykamy smak” w każdym warzywku i nie robi się z tego zupa warzywna w wersji do gryzienia 😉 Pomidorki możesz też przekroić przed dodaniem, nadadzą przyjemnego posmaku całej potrawie ale wtedy licz się z tym że zostaną Ci same skórki które trzeba będzie powyciągać przed jedzeniem. Akurat na ostatecznym zdjęciu widać że swoje pomidorki wrzuciłam za późno, ale zupełnie o nich zapomniałam 😀 Wrzucone w całości powinny na koniec gotowania być pomarszczone.

 

Kiedy już wszystkie warzywa są na patelni dodaj swoje ulubione przyprawy wedle uznania i duś wszystko pod przykryciem aż zmięknie. Możesz dodać kilka łyżek bulionu lub wody, ale uważaj z ilością – naprawdę nie potrzeba dużo. Kiedy już warzywa nadają się do jedzenia dodajemy ugotowaną kaszę jaglaną (ja swoją przed dodaniem wymieszałam z kurkumą), mieszamy, posypujemy sezamem i liśćmi bazylii i jemy! Możesz też na talerz nałożyć najpierw kaszę a dopiero później warzywa, wtedy będzie estetyczniej, gorzej tylko potem podgrzewać 🙂

 

To jest wersja przepisu dla zapracowanych, bo tak jak pisałam – gotujesz raz, jesz przez kilka dni. Jeśli chcesz dodać potrawie luksusu a sobie roboty, możesz zrobić też tak: marchewkę zamarynuj w oliwie z czosnkiem i imbirem, ułóż na papierze do pieczenia i wsadź do piekarnika rozgrzanego do 180° na ok. 15 minut.

 

Różyczki brokuła włóż wtedy do wrzątku i gotuj ok. 4-5 minut, a cukinię podsmaż na patelni oddzielnie. Dopiero na sam koniec połącz wszystkie składniki i podsmaż jeszcze chwilkę. Zdecydowanie jest przy tym więcej roboty i zmywania, ale smak też jest lepszy. No i wciąż masz potrawę na kilka dni 😉

Wygląda jak typowe danie jednogarnkowe, czyli nie do końca zachęcająco, ale jeśli kochasz warzywa to i tę potrawę pokochasz (mam nadzieję) 🙂

Oryginalny przepis na którym bazowałam przy moim kombinowaniu pochodzi z książki “Jaglany detoks” Marka Zaremby*, a znalazł się tutaj ponieważ we wrześniu wraz z kilkoma innymi blogerkami prowadzimy #akcjacukiniowa i dodajemy przepisy właśnie z cukinią w roli głównej. Oprócz mnie przepisy dodały także:

A na koniec kot – pomocnik:

 

*link afiliacyjny

Cukinia zapiekana z mięsem mielonym i warzywami

Hello, dziś mam dla Ciebie przepis na cukinię zapiekaną z mięsem mielonym i warzywami.

Smacznego!


Będą Ci potrzebne (na 2 porcje):
  • pół dużej lub jedna mała (lub półtorej mini mini) cukinii
  • ok. 250g mielonego mięsa wołowego
  • 2-3 łodygi selera naciowego
  • pół papryki
  • puszka pomidorów lub passaty pomidorowej
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • przyprawy: zioła prowansalskie, pieprz, sól, chilli
  • piekarnik 🙂

cukinia zapiekana

Wykonanie dla zajętych/bez poczucia humoru/czytających po raz kolejny:

Mięso mielone przyprawiamy, najlepiej kilka godzin lub dzień wcześniej. Cukinie kroimy wzdłuż na pół, wydrążamy i kroimy miąższ. Warzywa kroimy w drobną kostkę. Na oliwie podsmażamy czosnek i mięso. Kiedy już się podsmaży dodajemy pomidory z puszki, po chwili cukinię i resztę warzyw. Gotujemy aż warzywa zmiękną, ale wciąż pozostaną zwarte – ok. 20 minut. W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200°C. Kiedy nasz mięsno – warzywny farsz będzie gotowy napełniamy nim cukinie i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy aż cukinia będzie miękka – w zależności od jej wielkości ok. 20-30 minut. Można posypać serem.

 

Wykonanie – wersja “reżyserska”:

Początek wygląda tak samo jak w przypadku pierwszym – mięsko trzeba przyprawić. Jeśli lubisz inne przyprawy to się nie krępuj,  ja np. oprócz tych wymienionych wyżej dodałam też kurkumę i imbir. Jeśli nie uda Ci się przyprawić kilka godzin przed smażeniem to też się nie martw, i tak wyjdzie dobre.

Teraz pora na warzywa: zamiast pomidorów z puszki lub passaty możesz też użyć normalnych pomidorów, sparzyć je, usunąć skórki, pokroić, poddusić – i trochę pokombinować żeby konsystencja się zgadzała… jeśli naprawdę się na to zdecydujesz daj znać, należy Ci się medal! 🙂 Mi się aż tak bawić nie chce, używam po prostu passaty w kartoniku (podobno mniej kićka hormony niż taka puszkowana).

Jeśli chodzi o seler naciowy to sprawa jest genialna – kroisz na małe kawałeczki i jest w ogóle niewyczuwalny w całej potrawie. Jeśli jak ja nie jesteś zwolennikiem chrupania takich rzeczy i udawania że są pyszne to jest to świetny sposób na przemycenie cennych wartości odżywczych bez wykręcania kubków smakowych.

Papryka to papryka, wielkich olśnień związanych z nią nie mam, czosnek też kroję normalnie w drobną kosteczkę. Może być też przeciśnięty przez praskę, a podobno najzdrowiej jest, kiedy zgniecie się taki ząbek bokiem ostrza i zostawi na 10 minut przed użyciem – wydziela się wtedy dobroczynna allicyna.

Cukinia też jakaś szaleńczo skomplikowana nie jest do przygotowania, przekrajasz taką wzdłuż na pół (zobacz czy po przerojeniu w sposób w jaki chcesz będzie ładnie leżeć bez przechylania się, raz mi się gibały jak statki na morzu) i wydrążasz nasionka – najlepiej zwykłą łyżką. Miąższ też kroisz.

Kiedy wszystkie warzywa są gotowe pora na piekarnik – wyciągnij z niego wszystkie foremki, ruchome półki i wszystko co tam trzymasz. Nastaw na grzanie góra – dół i na 200°C. Zawołaj kota z balkonu bo przestraszył się szurania foremkami. Okay, teraz możesz przystąpić do smażenia.

Na dużą patelnię wlej oliwę (nie jest potrzebne dużo, trochę tłuszczu wytopi się też za chwilę z mięska), wrzuć czosnek, po chwili mięso. Zwykle dzielę je przed wrzuceniem rękoma na mniejsze kawałki zamiast wrzucać takiego wielkiego “pulpeta”. Smaż i mieszaj aż mięsko się “zetnie”. Teraz pora na passatę – wlej i wymieszaj. Po chwili pora na warzywa i środki z cukinii – wrzuć je na patelnię i chwilę pociesz oko pięknymi kolorami. Przypomnij sobie że trzeba mieszać. Zamieszaj i mieszaj co jakiś czas, aż warzywa przestaną być twarde i surowe (ale nie rozgotowane, będziemy je jeszcze podpiekać!), ok. 15-20 minut.

Gratuluję, farsz gotowy! Teraz tylko wystarczy go przełożyć do łódeczek z cukinii i wrzucić wszystko do piekarnika też na ok. 20 minut (zależy od wielkości cukinii, sprawdzaj żeby była miękka, ale nie rozlazła). Jeśli zostanie Ci trochę farszu – nie płacz! Kolega świetnie się mrozi i w razie czego z chęcią wpadnie na kolację innym razem 🙂 Kiedy cukinie będą gotowe możesz posypać je serem. W zależności od gatunku i wielkości wiórek możesz posypać tuż przed podaniem lub włożyć jeszcze na kilka minut do rozpuszczenia. Gotowe! Teraz tylko przełożyć na talerz i szamać 🙂

cukinia

Dzisiejszy wpis sponsorowała panna cukinia. Panna cukinia jest fajna, teraz (przełom sierpnia/września) tania (jeśli masz znajomych z działką to pewnie z chęcią się kilku sztuk pozbędą – jak postanowi wyrosnąć to sobie nie żałuje) i bardzo uniwersalna. Ponieważ się z nią lubimy, razem z kilkoma innymi blogerkami we wrześniu postanowiłyśmy urządzić #akcjacukiniowa. W związku z tym we wrześniu każda z nas doda kilka przepisów z tym warzywem. Jeśli chcesz więcej zajrzyj do pozostałych cukiniolubów:

 

Jeśli przyrządzasz coś z cukinią – pochwal się! Możesz to zrobić tu lub na instagramie dodając #akcjacukiniowa 🙂

 

Mus z mango i imbiru

Czyli jak bezboleśnie zjeść mielony młody jęczmień

 

Na początku pomysł był taki: lubię, więc podzielę się prostym przepisem na mus z mango i imbiru. Akurat miałam w domu mango które trzeba było zużyć i nasłuchałam się po raz kolejny o cudowności młodego jęczmienia. Przyznasz, że warunki do realizacji idealne. Tak więc jak pomyślałam, tak zrobiłam.

 

Później przyszedł kryzys. Kiedy zaczęłam pracować nad przepisem okazało się, że na zdjęciu ze składnikami nie pojawił się imbir. Ponieważ jest to jeden z dwóch głównych składników i jeden z trzech składników w ogóle miałam pewne opory przed dodaniem wpisu.

 

Następnie przyszło olśnienie. Skoro cały pic polega na tym, że mango i imbir maskują niezbyt przyjemny (dla mnie przynajmniej) smak młodego jęczmienia, to może zamaskują też smak korzenia maca, który łykam? Muszę to sprawdzić, jakby się okazało że tak jest to kochałabym sama siebie miłością dozgonną za to odkrycie (maca jest naprawdę paskudna w smaku)!

 

Przyszedł czas ponownej realizacji. Podreptałam po mango, wynalazłam w lodówce ledwo żywy imbir i zrobiłam mus. Z nadzieją dodałam odrobinkę korzenia maca na wierzch. Paskudne. Wymieszałam. Też paskudne, choć minimalnie mniej – zaczęło smakować jak taki niedogotowany burak. To zdecydowanie nie jest smak jakiego oczekiwałabym po musie z mango więc się poddałam, wypiłam swoje paskudztwo standardowo zatykając nos i zagryzłam dla poprawy humoru musem. Tak więc niestety, ratunku dla swoich kubków smakowych nie odkryłam i wracam pokornie do pierwotnego przepisu.

herbalicja

A przepis jest tak naprawdę banalnie prosty. Potrzebujesz:

  • mango,
  • mały kawałek imbiru – w zależności jak ostre ma być dodaj więcej lub mniej,
  • opcjonalnie – mielony młody jęczmień.

Mus dobrze będzie się też komponować z innymi owocami, jeśli masz jakieś na zbyciu to pokombinuj 🙂

 

Imbir i mango miksujemy w dobrym blenderze, posypujemy jęczmieniem i jemy!

 

Proponuję zacząć od miksowania imbiru – jeśli potrzebujesz potnij go najpierw na jeszcze mniejsze kawałeczki. Kiedyś wrzuciłam imbir i mango naraz i w musie miałam większe kawałki imbiru z czego nie byłam zbyt zadowolona 😉 Ja akurat używam Thermomixa, ale nada się każdy blender który da sobie radę z kawałkami imbiru. Potem mango – obieram i nad blenderem/miską okrajam aż do pestki. Dzięki temu nie tracę nic z soku który wycieka podczas ciachania 🙂 Wszystko jeszcze chwilę blendujemy – ja akurat lubię kiedy mieszanka ma konsystencję musu do wyjedzenia łyżeczką a nie smoothie do picia więc blenduję krócej, jeśli bardziej tą drugą opcję spróbuj miksować dłużej i rozcieńczyć dodatkowo np. wodą źródlaną. Później całość opcjonalnie możesz posypać mielonym młodym jęczmieniem.

 

Tak naprawdę jeśli nie używasz jęczmienia to świetnie sprawdza się mieszanka innych owoców z imbirem – może to być szczególnie fajny dodatek do jesiennych i zimowych koktajli i musów. Imbir rozgrzewa, poprawia odporność i nadaje ostrego smaku. Jeśli nie masz świeżego sprawdzi się (chociaż trochę gorzej) też mielony.

 

Oryginalny przepis na smoothie z mango i imbirem na którym bazowałam pochodzi z książki Marka Zaremby “Jaglany Detoks”*. Ja swoją dorwałam kilka miesięcy temu w Biedronce i to był jeden z pierwszych przepisów które wypróbowałam i który od tego czasu gości u mnie z mniejszymi lub większymi zmianami. Książkę polecam, znajdziecie tam dużo informacji jak i na co działają poszczególne składniki i wiele innych ciekawych przepisów, głównie z kaszą jaglaną. Znajdziecie tam też piękne zdjęcia (właściwie dlatego ją kupiłam, nie mogłam się oprzeć tym zdjęciom – później oglądałam je z mamą cały wieczór).

*jeśli przejdziesz z Ceneo do któregoś sklepu i kupisz książkę, dostanę z tego kilka groszy bez dodatkowego kosztu dla Ciebie . Taka magia 🙂

 

 

Ok, wiesz już jak zamaskować smak jęczmienia – jeśli masz pomysł co zrobić z macą podziel się, proszę! Będę wdzięczna 🙂

Sałatka śniadaniowa z awokado

Mam specjalne zamówienie na przepisy z awokado, więc proszę bardzo. Za dużo w tej chwili nie mogę kombinować, ale mam jeden przepis od mojej kochanej pani dietetyczki którym mogę się podzielić. Miałam wielkie obawy czytając co tam się dodaje ale wszystko ładnie ze sobą współgra.

Lojalnie ostrzegam, porcja jest niby dla jednej osoby, ale tak naprawdę wychodzi dla dwóch – szczególnie jeśli dodasz do tego mięso. Za pierwszym razem jak zrobiłam idealnie z przepisem to żarłam półtorej godziny i później zdecydowanie nie miałam chęci podjadania czegokolwiek 😀

Tak, więc, panie i panowie, składniki przepis na śniadaniową sałatkę z awokado:

Składniki:

  • garść sałaty. Może być też szpinak, może być kilka porwanych listków sałaty. Ja jestem rano maksymalnie leniwa więc zawsze używam garści gotowej mieszanki sałat.
  • 2 ogórki małosolne. W oryginale są kiszone, u mnie teraz rządzą małosolne. Pokrojone na kawałeczki.
  • Awokado. A konkretnie pół. Też pokrojone na kawałeczki.
  • Pokrojona marchewka. W oryginale była tarta, ja najpierw przekrajam na 4 części a później na wzdłuż na kawałeczki.
  • Kilka rzodkiewek, w zależności od wielkości. Muszę wam powiedzieć że absolutnie zakochałam się w połączeniu kolorystycznym marchewki i rzodkiewek na zielonym tle. Takie śniadanie jak to mogę jeść choćby dla samej radości patrzenia na nie!

Sniadaniowa sałatka z awokado

Wszystko mieszamy i zajadamy! Do tego jakieś mięsko (u mnie najczęściej kawałki indyka lub kurczaka w przyprawach, podsmażane szybciutko na maśle klarowanym) i mamy śniadanie białkowo – tłuszczowe z warzywami.

Dzięki awokado do sałatki nie trzeba dodawać już żadnej oliwy ani innego tłuszczu i jest sycąca na długo.

Tak jak mówiłam, dziwnie brzmi, ale raz możesz dać jej szansę 🙂 Ja się nią zajadam, jakiś czas temu pojawiła się też na instagramie:

Smacznego!

Najważniejszy nawyk

Najważniejszy nawyk dla zdrowego stylu życia

Lato – w pełni,
Moda na fit sylwetki – w pełni
Moda na organiczne, zdrowe jedzonko – w pełni,
Moda na slow life i minimalizm – w pełni

a Ty ciorasz jak osiołek i nie wiesz w co ręce włożyć. Jak w ogóle ludzie znajdują chęć i czas na ćwiczenia, gotowanie tych zdrowych posiłków i odpoczynek? Za każdym razem kiedy próbujesz – “już od poniedziałku zmienię swoje życie!” – wygląda to po prostu jak dodatkowe, bardzo męczące x obowiązków i wielki wysiłek. Bardzo łatwo się wtedy zniechęcić. Znasz to? Ja bardzo dobrze, ale znalazłam coś, co bardzo mi pomogło.


Jaki jest Twój najważniejszy nawyk?


Spośród tych trzech nawyków
, który jest dla Ciebie najważniejszy:

  1. Sen i odpoczynek;
  2. Zdrowe odżywianie się;
  3. Ćwiczenia ?

Który powoduje największe zmiany Twojego samopoczucia?

Dla mnie jest to sen i każdego dnia chociaż chwila na odstresowanie się i odpoczynek. Jeśli się nie wyśpię, rano nie mam ochoty na pożywne śniadanie tylko supermocną, supersłodką herbatę. Potem przez cały dzień chodzę jak zombie, w złym humorze, podjadam wszystko co słodkie i niezdrowe i myślę tylko o tym żeby wrócić do domu i odpocząć. Ćwiczenia w ogóle nie przechodzą mi przez myśl, tak samo jak dbanie o linię – nagle fast food w drodze do domu brzmi po stokroć lepiej niż babranie się z garami. Za to jak się wyśpię…

Ach, jak się wyśpię świat wydaje się piękniejszy 🙂 Po pierwsze to znaczy że przeważnie mam więcej czasu rano na śniadanko i ogarnięcie się bo nie wciskałam drzemki do granic przyzwoitości. Po drugie mam więcej energii i optymizmu i ciało aż samo się prosi o dodatkową porcję ruchu. Po trzecie, prawie w ogóle nie mam głupich zachcianek typu batonik lub chipsy więc o wiele łatwiej jest trzymać zdrowy styl życia.

Dla Ciebie nie musi to być sen – z moich badań wynika że np. dla mężczyzn najczęściej są to ćwiczenia – ćwiczy więc nie chce już tak niezdrowo jeść i lepiej śpi. A może to zdrowe jedzenie daje Ci siłę do życia? 🙂

Co dalej?


Tak więc mam dla Ciebie wyzwanie – jeśli po przeczytaniu tego automatycznie nie znasz odpowiedzi, poświęć najbliższy tydzień żeby dowiedzieć się, co jest Twoim najważniejszym nawykiem. Potem tylko mocno się postaraj żeby stał się Twoim priorytetem i powoli dokładaj kolejne 🙂 Nie obiecuję Ci że zmienisz swoje życie bez wysiłku, szczególnie jeśli
dopiero zaczynasz, ale myślę że będzie Ci o wiele łatwiej, tak jak mi. Tego Ci życzę! 


Będzie mi bardzo miło jeśli napiszesz co dla Ciebie jest najważniejszym nawykiem, chętnie się dowiem!