Nie wszystko naraz, proszę!

Priorytety, priorytety – dziś znów (tak jest!) o priorytetach

 

Są takie koncepcje w życiu które dla wszystkich oprócz Ciebie wydają się oczywiste. Czasami przychodzi moment olśnienia i bez problemu dołączasz do grona wtajemniczonych, a czasami wiedzę trzeba wyszarpywać po kawałeczku, w bólu i pocie czoła. Dzisiaj opowiem Ci właśnie o takim wyszarpanym kawałeczku, i szczerze mam nadzieję że wszystko już wiesz i stosujesz w swoim życiu – zdecydowanie jest wtedy łatwiej!

 

Sam pomysł jest prosty: nie rób, człowieku, wszystkiego naraz. Tak, oczywiście, przecież wiem, przecież to oczywiste, bla, bla, bla. Tylko ta wiedza mi na przykład wcale nie przeszkadzała w zrywach typu: od poniedziałku zaczynam bloga, dietę, zacznę chodzić na siłownię, sprzedam nieużywane przedmioty i zrobię remont pokoju! To tak na początek, jak z tym się uporam to w kolejnym tygodniu zabiorę się za jeszcze ważniejsze i większe rzeczy! Przesadzam? Nie, niekoniecznie. Nie zawsze tak ekstremalnie, ale tak też miałam.

priorytety

Lubię dawać z siebie 100%. Jestem też bardzo krytyczna wobec siebie i widzę wiele do poprawy w swoim życiu. Najlepiej we wszystkich dziedzinach naraz. Dodaj sobie do tego internet i znajomych zainteresowanych rozwojem osobistym i masz przepis na katastrofę. Wiesz ile w ogóle jest dziedzin życia w takim kółeczku coachingowym? Osiem: rodzina, duchowość i emocje, finanse, życie zawodowe, relaks i rozrywka, rozwój osobisty, przyjaciele i znajomi, zdrowie i kondycja. Teraz w najgorszym momencie swojego życia traf człowieku na takie kółeczko, stwierdź że wszystko leży i kwiczy i musisz w każdej dziedzinie ustanowić sobie cele i priorytety i cisnąć do przodu. Ze wszystkim naraz. Przecież jesteś zwycięzcą! Twoja doba ma tyle samo godzin co doba Beyonce! Dajesz! Ciśniesz!

 

Tak się moja droga ciśnie, ale depresję. Tak właśnie powstają zrywy – takie jak opisane wyżej – i dołki, że jednak nie wychodzi, nie ma siły, do niczego się nie nadaję i jakoś nie jestem zwycięzcą, a nawet zawodnikiem w tym wyścigu nie za bardzo chcę być.

 

Tak właśnie przechodząc ciężki okres w życiu i fizycznie czując się paskudnie zapisałam się jeszcze na kurs biznesowy w innej części Polski. No bardzo fajnie że się zapisałam, ale od razu mnie tam przygnietli do podłogi bo każdy miał biznes, każdy zarabia, jest ekspertem i się rozwija osobiście. No to ja też muszę. I muszę jeszcze to, i to, i tamto. A tu trzeba pracy szukać, a tu biznes swój zaczynać, a tu nad relacjami pracować, nad sobą bo wady mam i nie można mieć ich świadomość i tak to zostawić, i nad dochodem pasywnym też trzeba… Seriale trzeba nadrobić bo się okazuje że jak już pracuję nad relacjami ze znajomymi to zostają albo plotki albo seriale których nie znam… Ale nad innymi znajomymi też muszę pracować bo muszą być tacy co mnie ciągną w górę, i pasję trzeba mieć, i pracować po kilkanaście godzin dziennie, no i jak to, na siłownię nie chodzisz?! Zauważ że to nawet nie wszystkie dziedziny z kółeczka 😉

 

Tak się miotałam przez kilka(naście) miesięcy, niczego tak naprawdę nie osiągając, za to pogrążając się jeszcze bardziej w poczuciu własnej beznadziei i dodatkowo kopiąc swoje (już leżące) zdrowie. Desperacko próbowałam zająć się wszystkim naraz bo miałam poczucie że nie można tak po prostu dać sobie czas na wypłakanie się, ochłonięcie, na zadbanie o siebie i swoje zdrowie. W naszej kulturze to nie wypada, to lenistwo jest. Trzeba odnosić spektakularne sukcesy chociaż w jednej dziedzinie, zasuwać, dać coś zanim się weźmie. Poza tym trzeba z czegoś żyć – w tej chwili mam dach nad głową i jedzenie, ale przecież nie będzie tak zawsze jeśli się nie ruszę, muszę więc ruszyć się już teraz. Kolejny stres, kolejny nakaz w mojej głowie.

 

Pewnie dalej bym się tak miotała jak kot wrzucony do wanny gdybym powoli nie zaczęła sobie uświadamiać że – no właśnie – nie da się zrobić wszystkiego naraz. Nawet wydawałoby się że jeden priorytet, jak powrót do zdrowia, potrzebuję rozbić na mniejsze – na tej podstawie zresztą powstał wpis o najważniejszym nawyku.

priorytety

W końcu przestałam się miotać. Nie jest mi wstyd. Wiem co i dlaczego robię. Od kiedy sobie to uświadomiłam w moim słowniku priorytet występuje tylko w liczbie pojedynczej. Jest jeden priorytet i kropka. Będę go sobie ustanawiać wedle tego czego w danej chwili najbardziej potrzebuję – ja, nie środowisko, normy społeczne, przyjaciele czy rodzina. I wiesz co? Od tej pory żyje mi się o wiele lepiej. Łatwiej mi rozmawiać z super-hiper-produktywnymi znajomymi którzy mają 7 biznesów i pytają o mój pomysł i jego realizację. Łatwiej jest działać. Mam swój kierunek i podążam nim, jeden priorytet naraz.

 

Możliwe że sobie myślisz że to mi zajmie wieki i nigdy nic nie osiągnę i Ciebie to nie dotyczy bo masz zobowiązania, odpowiedzialność i nie możesz sobie odpuścić bo czekają Cię straszne konsekwencje? Zgaduję bo do niedawna też tak myślałam 🙂

 

Wiesz co? Ja też mam zobowiązania. Też nie leżę do góry nogami i się nie obijam. Po prostu mierzę siły na zamiary. Wciąż mam przed sobą wizję braku pieniędzy i dachu nad głową jeśli nie zacznę w tej chwili robić… wszystkiego. Tylko przez ostatnie miesiące robiłam wszystko kosztem tego co najważniejsze, nie wyszło mi i jakoś żyję. Równie dobrze mogę więc przestać się tym zadręczać, skupić się na najważniejszych sprawach i skierować energię tam gdzie faktycznie coś mogę zdziałać. Wtedy nawet jak mnie eksmitują będę miała energię żeby się z tym uporać 😉 Często ten cały stres, nakazy i zakazy siedzą głównie w naszej głowie, a konsekwencje nieposłuszeństwa wcale nie są takie straszne. Trzeba sobie tylko zdać sobie z tego sprawę i jakoś zupełnie inaczej człowiek podchodzi do życia 🙂

 

Po drugie, coś co zauważyłam już dawno ale jednak z uporem osiołka olewałam – mogę sobie założyć nie wiadomo co, wielkie plany, wielkie zmiany – zrobić ze dwa duże skoki i przestać bo mnie to przerasta, a mogę też robić maluteńki kroczek raz dziennie i z radością wyczekiwać kolejnej szansy na minimalne przybliżenie do celu. Jeśli wezmę pod lupę jak to wygląda w skali np. pół roku to zdecydowanie dalej zaprowadzi mnie strategia mini-kroczków. Tak na chłopski rozum, weźmy może naukę angielskiego jako (przejaskrawiony) przykład. Możesz sobie założyć że tydzień przed wakacjami z poziomu początkującego przeskoczysz na zaawansowany – wiesz, masz motywację, będziesz potrafiła się dogadać, specjalnie przeznaczysz na to czas i nic innego nie będziesz robić tylko z pieśnią na ustach zakuwać słówka i wymyślne zdania godne angielskiej królowej, wiesz, te ze wszystkimi pokręconymi angielskimi czasami. Uda się? Coś się pewnie uda, ale nagle się okaże że oprócz nauki angielskiego 24h/dobę trzeba się jeszcze spakować, coś szalenie ciekawego dzieje się na Twojej tablicy na facebooku, wreszcie jest piękna pogoda a Ty tak naprawdę nie masz konkretnego planu więc wszystko rozchodzi się po kościach. Możesz też postawić sobie cel wcześniej, wziąć tylko jeden na klatę, i to taki, który dasz radę udźwignąć, np. nauka 5 słówek dziennie z konkretną aplikacją i obejrzenie filmu po angielsku raz w tygodniu. Po pół roku – w pierwszej opcji nauczysz się 100 słówek a potem zarzucisz naukę bo i tak po już wyjeździe, w drugiej opcji po pół roku umiesz zdecydowanie więcej, nawet jeśli opuścisz kilka dni. Tak w uproszczeniu 🙂

 

A photo posted by Herbalicja (@herbalicja) on

No dobrze kobieto, ale skoro mówisz że nie wszystko naraz, to przecież to potrwa lata świetlne! Tak i nie 🙂 Opowiem Ci jak to wygląda u mnie: najpierw się mocno zastanawiam co jest dla mnie teraz najważniejsze. Rozbijam to sobie na proste, konkretne działanie, które mogę wprowadzić każdego dnia. To bardzo ważne żeby nie brać sobie na głowę ani za dużo ani za mało. Później skupiam się na robieniu tego jak najlepiej, codziennie, przez miesiąc. W tym czasie przeważnie wyrabiam sobie nawyk, przeżywam jakieś mniejsze/większe problemy związane z daną czynnością i nabieram doświadczenia. Po miesiącu zaczynam widzieć czy to coś dla mnie i jak to ewentualnie zmodyfikować.

Zastanawiam się wtedy czy:
a) weszło mi to w krew już na tyle żeby robić to dalej bez problemu,
b) czy potrzebne są jakieś zmiany, czegoś jest za dużo/za mało, coś się nie sprawdza jak powinno,
c) czy dalej jest to priorytet.

 

Na tej podstawie podejmuję kolejne działanie – albo ustalam nowy priorytet z tej samej lub innej dziedziny, albo jeśli nie czuję się pewnie a dalej jest to ważne poświęcam jeszcze trochę czasu na to samo. Kiedy już drobne problemy nie wybijają mnie z rytmu mogę dalej kontynuować co robię i więcej energii przeznaczyć na kolejny priorytet. Tak, czasami jest ciężko, bo chcesz ruszyć z kopyta, dasz sobie przecież radę, teraz masz energię i jest poniedziałek/Nowy Rok i to jest właśnie ten czas żeby zacząć wszystko naraz. Jeśli u Ciebie się to sprawdza – to super! U mnie jednak ta niesamowita chęć do działania nie trwa non stop, za to często pojawiają się życiowe problemy, które testują jak mocno chcę tego co mówię że chcę 😉 Nagle nowa dieta jest wystawiona na próbę bo mama upiekła najpyszniejsze ciasto świata, znajomi wyciągają na pizzę więc artykuł na bloga musi zaczekać, źle oszacowałam ile czasu potrzebuję na projekt więc dzisiaj spać się nie położę… Przykłady można mnożyć. Jeśli priorytet jest jeden to dasz radę powiedzieć innym rzeczom “nie”. Problem pojawia się wtedy, kiedy naraz chcesz dietę, bloga, więcej zleceń i zadbać o zdrowie – nagle okazuje się że nie musisz walczyć z jedną pokusą, a dziesięcioma i tak czy inaczej wychodzisz z tej całej rozgrywki nieszczęśliwa i z poczuciem porażki. Jeśli skupisz się na jednej rzeczy i wyrobisz sobie nawyk to po pierwsze łatwiej jest odmówić, a po drugie nawet jeśli wyskoczysz ze znajomymi na piwo raz na jakiś czas to nie zburzy to wszystkich dotychczasowych starań bo bez problemu wrócisz na dobre tory. Dzięki temu  pomimo że czasami ma się wrażenie ślimaczego tempa (szczególnie w stosunku do znajomego z 7 biznesami) łatwiej jest osiągnąć więcej i utrzymać efekty swojej pracy na określonym poziomie.

 

Okay, mówimy o samych wielkich planach, a jak to odnieść do codziennego życia i małych akcji? Staram się wprowadzić to w życie np. w ten sposób, żeby nie wykonywać wielu zadań naraz oraz żeby być bardziej wybredną jeśli chodzi o to, co mam zamiar zrobić. Przestałam się już łudzić że dobra organizacja czasu oznacza że dam radę zrobić WSZYSTKO, a jeśli nie to coś ze mną jest nie tak. Dobra organizacja czasu oznacza że robię to co jest najważniejsze + DODATKOWO to na co jeszcze czas i siły pozwolą. Sprawia to że jestem bardziej wybiórcza w tym co robię, od czego zaczynam pracę i jak ją organizuję. Zastanawiam się najpierw jaki efekt chcę uzyskać a potem co mogę zrobić w tej chwili żeby jak najbliżej się do niego przybliżyć. Na przykład: mam pół godziny i moim celem jest sprzątnięcie kuchni – zacznę więc od umycia podłogi zamiast przestawienia talerzy w szafce w rogu, bo to da mi największy “efekt łał”. Zostało trochę czasu? Super! Jaka jest kolejna najbardziej rzucająca się w oczy rzecz którą mogę zrobić? Możecie się śmiać, ale dla mnie to przez wiele lat była tajemnica życia. Kiedyś sprzątanie wielkieeeego bałaganu w pokoju zaczynałam od idealnego ułożenia majtek i skarpetek w szufladzie (w której już były ułożone) i po tym nie miałam ochoty na wiele więcej. Eh.

 

Kolejna dziedzina w której można zastosować tę filozofię to wszelkie artykuły typu “10 sposobów na…”. Nie wiem czy Ty też tak masz, ale ja czasami mam fazę pod tytułem “zadbam o cerę!” i wyszukuję 150 sposobów co trzeba zrobić, kupuję 10 maseczek, 2 toniki, 4 płyny micelarne, szczoteczkę do masowania, rękawicę do zdzierania, 6 kremów do nawilżania i kilogram łososia bo podobno świetnie działa od wewnątrz. Potem się okazuje, że 3 maseczki mają brzydki zapach i ich unikam, po jednej skóra wygląda jeszcze gorzej, kremy przeterminowały się gdzieś na dole szuflady a ja wracam do starych nawyków. I na co mi to było? Jak już najdzie mnie taka ochota wynajduję jeden sposób, który najbardziej przyciągnął moją uwagę i wypróbowuję. Działa? Fajnie! Jeśli dalej mam chęć się bawić to dokładam kolejny. To dobry sposób na testowanie czy naprawdę Ci na czymś zależy i ile jesteś w stanie przeznaczyć na dany cel: pieniędzy, czasu, energii. Czasami okazuje się że wcale nie masz ochoty dbać o cerę jak modelka Victoria’s Secret a wystarczy Ci wprowadzenie jednego nawyku albo może w ogóle nie sprawia Ci to przyjemności i nie masz takiej potrzeby. Warto to przetestować przed kupieniem tych wszystkich “niezbędnych do rozpoczęcia” rzeczy. Ciekawie na ten temat pisała też Ania tutaj.

 

Ostatnie co chciałam poruszyć to jaki wpływ ma to moje podejście na Ciebie jako na czytelnika tego bloga. Otóż blog jest gdzieś na liście rzeczy ważnych, ale nie jest w tej chwili tym jednym jedynym priorytetem na szczycie. Znaczy to, że staram się i w miarę możliwości poświęcam mu uwagę i czas, ale nie będę za wszelką cenę wypełniać wszystkich nakazów internetowych guru w stylu: “Musisz pisać raz dziennie!”; “Musisz być na wszystkich platformach społecznościowych!”; “Twoje zdjęcia muszą być takie a takie!”, “Zadbaj o SEO!” itd. Będę starała się pisać regularnie, tak często jak się da, ze zdjęciami takimi jak uda mi się zrobić, z pomysłami jakie będę miała, z poczuciem odpowiedzialności i szacunku do Ciebie, ale też bez wielkiej spiny. Proszę o wyrozumiałość 🙂

 

A photo posted by Herbalicja (@herbalicja) on

W ramach rekompensaty mam dla Ciebie krótkie podsumowanie wpisu, mam nadzieję że się przyda:

  • Nie zaczynaj wszystkiego naraz.
  • Wybierz sobie jedną dziedzinę w której chcesz zmiany, a w niej jeden cel.
  • Rozbij sobie ten cel na konkretne, małe działania, które dasz radę wprowadzić do swojego życia. Zrób z tego priorytet.
  • Skup się na wyrobieniu nawyku z tych działań – powinno to zająć około miesiąca.
  • Po miesiącu sprawdź, czy trzeba coś usprawnić i czy jesteś gotowa na kolejny krok/priorytet.
  • Zaczynaj od najważniejszych rzeczy i dopiero potem zajmij się mniej istotną częścią listy zadań.
  • Sprawdzaj w trakcie (szczególnie przy większych przedsięwzięciach) czy to na pewno kierunek w którym chcesz teraz podążać.
  • Nie daj się zwariować 🙂

Dziękuję za poświęcony czas i życzę Ci miłego dnia!

Priorytety i praca

…czyli o PiPach słów kilka

A dzień dobry! Dzisiaj porozmawiamy sobie o priorytetach i pracy (czyli w skrócie o PiPach). Muszę sobie poukładać w głowie kilka spraw i pomyślałam że może i Tobie się przyda. 

Ale do rzeczy, kobieto, do rzeczy.

Co to w ogóle są te PiPy?

Priorytety

Priorytety (w tym kontekście) to dla mnie coś ważnego w życiu, wartości, którymi chcę się kierować, długofalowe cele, które chcę osiągnąć, coś, co poprawi jakość życia i sprawi, że będę szczęśliwa.

To zadziwiające, jak wiele osób (w tym do niedawna ja):
– nie wie tak naprawdę jakie ma w życiu priorytety, lub
– są one mętne (“yyy…. noooo…. chcę być szczęśliwa, mieć pieniądze itepe, nie? hehe”)
– nie są wcale ich – czyli masz takie bo takie mają wszyscy, takie mieć wypada itd.
– ma priorytety które są już przestarzałe – umówmy się, że inaczej wyglądają priorytety 20-latka i 50-latka. Czasami trzeba się po prostu im przyjrzeć i sprawdzić datę przydatności do użycia.

Ciężko się w takim stanie żyje bo człowiek zasuwa, zasuwa a nic z tego nie ma i w ogóle się w życiu nie porusza do przodu. Kojarzysz takie momenty w swoim życiu? Tak? To teraz, zanim zabierzemy się do pracy, mam dla Ciebie zadanie.

Zastanów się, jakie są Twoje priorytety. Co chcesz osiągnąć w życiu, do czego dążyć, jak spędzać czas? Ty jako Ty, nie patrz na mamę, ciotkę, szefa i przyjaciółkę. To Ty masz się czuć dobrze z tym co tam sobie wymyślisz. Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze? Postaraj się, żeby było jak najbardziej konkretnie. Masz? Okay, to teraz weź kartkę i sobie to wszystko zapisz.

Nie, serio. Zapisz. Nie oszukuj. Zobaczysz, że przyda Ci się nie jeden raz. Zaraz zobaczysz dlaczego, bo wracamy do…

Praca

 

Kiedy już wiesz czego chcesz od życia, trzeba przystąpić do realizacji. No niestety, same to się nawet jajka w Pokemon Go nie wyklują. Trzeba ruszyć tyłek i zasuwać. Tak jest ze wszystkim co wartościowe, najczęściej wymaga zachodu. Witaj na świecie. Jeśli na Twojej liście priorytetów (bo ją spisałaś, prawda?) są takie, które miałaś już wcześniej, zadaj sobie pytanie: co robiłam, żeby faktycznie były priorytetami w moim życiu? Skoro tak ważna jest dla mnie rodzina, to jak to pokazuję w moim życiu? Skoro ważne jest zdrowie, to co konkretnie robię każdego dnia, żeby je utrzymać/poprawić? Nie wiem jak Ty, ale przy takich konfrontacjach ja przeważnie wypadam blado. Nagle okazuje się, że chciałabym, ale… Tylko czy to wtedy naprawdę jest dla Ciebie priorytet, skoro od lat jest ostatni na liście zadań i obowiązków? No właśnie.

Niestety, praca i wysiłek są potrzebne. Wtedy, kiedy się nie chce, kiedy wolisz obejrzeć serial niż podrasowywać CV i szukać nowej pracy, kiedy ciastko wzywa o wiele bardziej niż sałatka… Proste decyzje powtarzane każdego dnia tworzą Twoje życie. Mając ustalone, co jest dla Ciebie najważniejsze, o wiele łatwiej będzie Ci podjąć te najlepsze. Oczywiście, nic się nie stanie jeśli raz na jakiś czas zjesz ciastko, ale jeśli będziesz je wybierać codziennie to cóż… Nie wybierasz szczuplejszego i zdrowego ciała choćbyś nie wiem jak sobie to wmawiała.

PiPy

Jasne, kryzys zawsze lubi się pojawić niezapowiedziany, ale o wiele łatwiej będzie go wyprosić kiedy zerkniesz na swoją listę i wrócisz myślami do tego co dla Ciebie najważniejsze. A jeśli potrzebujesz jeszcze większej dawki motywacji na start, może pomoże Ci też ten wpis? Każdy kiedyś zaczynał

A teraz, wiesz co jeszcze jest ważne?

Równowaga

 

Żeby wycisnąć życie jak cytrynkę potrzebna jest równowaga PiP. Inaczej albo będziesz tylko marzycielem, który nic nie osiąga, albo (jak ja ostatnio), będziesz ciorać jak osiołek nie przybliżając się do celu i zaniedbując to, co dla Ciebie ważne.

Wiesz, to tak jakby przez 30 lat brać wszystkie możliwe nadgodziny żeby kiedyś móc więcej czasu spędzać z rodziną. 😉 Do tego robisz w tej pracy wciąż na maksymalnych obrotach, tak, że nie ma czasu taczki załadować, nie poświęcając nawet chwili na refleksję że skoro już chcesz więcej pieniędzy to może można to osiągnąć mądrzej. Rozumiesz do czego dążę? Jeśli tak to super, jeśli nie to napisz co wyjaśnić 🙂 A tymczasem powiem Ci jeszcze, że…

W życiu są różne momenty. Równowaga PiP praktycznie nigdy nie będzie 50/50. Jest czas zmian, kiedy nagle okazuję się że trzeba zrewidować plan i wprowadzić poprawki – wtedy dobrze jest poświęcić się bardziej planowaniu i upewnić się co do kierunku i tego jak podążyć wyznaczoną drogą. Z kolei kiedy taki plan już masz, pora na konkretne działania i tylko czasami zerknięcie z szerszej perspektywy czy wciąż wszystko się zgadza. Tak czy siak, obydwa elementy są w życiu potrzebne.

Zgadzasz się? To do dzieła, i daj mi znać która PiPa u Ciebie obecnie przeważa 🙂