Czerwiec 2017 – małe przyjemności

Oto wpis który przygotowałam w połowie, myślałam że opublikowałam i zapomniałam. Brawo ja! A oto małe przyjemności czerwca.

Nie było ich jakoś szczególnie wiele bo czerwiec był dla mnie bardzo zabieganym i trudnym miesiącem – czego pewnie nie widać biorąc pod uwagę że zaczął się wakacjami w Gdańsku 😉

herbalicja

Potem udawały mi się już tylko małe spacery, na przykład po lesie w deszczu:

herbalicja

Pierwszy raz widziałam też drzewo obgryzione przez bobry:

herbalicja

No i zlokalizowałam małego dzięciołka. Nie było trudno, bo darł się cały czas, nawet przełykając kąski przyniesione przez rodziców. Filmik jest kiepskiej jakości bo ta dziupla była naprawdę daleko i telefon jest na maksymalnym zbliżeniu w moich trzęsących się, zgrabiałych łapkach, ale przynajmniej możecie usłyszeć jak się drze młodzież 🙂

No i oczywiście balkon i zielone koktajle:

herbalicja

Oraz pyszna lemoniada truskawkowo – miętowa:

herbalicja

Ale nie samym zdrowym człowiek żyje, zdarzały mi się też grzeszki w postaci domowych bajaderek:

herbalicja

Przy okazji polecam też restaurację Bombay w Szczecinie jeśli lubisz hinduską kuchnię. Pyszne jedzenie, niestety zdjęć nie ma (bo pyszne jedzenie). Możecie sobie pooglądać na stronie, na żywo potrawy wyglądają tak samo (przynajmniej te, które zamówiliśmy). Karta jest naprawdę obszerna, ale nie martwcie się, kelner w razie czego chętnie pomoże.

Obejrzane:

“The Circle. Krąg” – przede wszystkim, ciekawe tłumaczenie tytułu 😀 Tutaj zwiastun:

Myślę że tematyka bardzo na czasie i z chęcią obejrzałam. Daje do myślenia a i na Emmę przyjemnie się patrzyło (jest taka piękna!). Nie jest to jakieś arcydzieło filmowe, były momenty kiedy coś mi zgrzytało, były przeskoki między wydarzeniami które nie miały sensu i zakończenie było mało satysfakcjonujące, ale ogólnie polecam do obejrzenia sobie w domu i refleksji.

Na fali Emmy Watson obejrzałam też “Piękną i Bestię”. Szczególnie podobał mi się Gaston – kiedy tylko się pojawiał od razu stawał się gwiazdą. Poza tym film poprawny i pięknie zrobiony, chociaż na mnie nie wywarł jakiegoś niesamowitego wrażenia. Zwiastun zdecydowanie jest lepszy od samego filmu 🙂

Dodatkowo w nocy żeby nie zasnąć oglądałam filmiki z talent show, jak na przykład Penelope z Barcelony:

Wiem że to już cały internet widział, ale lubię pośmiać się razem z Penelope. Jest przesympatyczna! 🙂

Linki godne polecenia:

Zdrowie i uroda:

Blogowanie:

  • Weronika z Mavelo o ciekawych wtyczkach do WordPressa. Sama używam np. Broken Link checker i pisałam o niej tu. Sprawdzanie linków jest ważne dla SEO, wyszukiwarki nie lubią, jeśli w Twoich wpisach pojawiają się “połamane” linki, stąd taka wtyczka to skarb. Taki niedziałający link pojawia się w odpowiedniej sekcji w Twoim panelu na wordpressie i on sam jest przekreślony – najczęściej u mnie możesz zobaczyć to we wpisach z wieloma linkami, np. tu i tu. Minusem jest właśnie to przekreślenie oraz fakt, że często trafiają tam linki które po prostu chwilowo nie działały.

Zdjęć nie ma zbyt wiele, po pierwsze niewiele ciekawego się w tym miesiącu u mnie działo a po drugie jak coś się dzieje to przeżywam a jak jest coś do jedzenia to jem zamiast fotografować 😀 Mam nadzieję że wasz czerwiec był pełen słońca, zabawy i spędzony z daleka od komputera 🙂

Małe przyjemności – maj 2017

Maj to mój ulubiony miesiąc. Wiosna w rozkwicie:

herbalicja

Intensywna zieleń, zapach kwiatów i trawy unoszący się w powietrzu:

Kwitnące kasztany, postrach maturzystów. W tym roku nikt mnie nie zawołał na matury, i nie wiem czy czuć się z tego powodu obrażona czy zadowolona 😀 W tamtym roku kiedy przechodziłam szybkim krokiem obok mojej starej szkoły ubrana w białą bluzkę i czarne spodnie kilka osób spojrzało na mnie z przerażeniem a niektórzy nawet skomentowali że już się spóźniłam na maturę. Ciekawe uczucie, kiedy jesteś już po studiach 🙂 Z drugiej strony wciąż mogę się wykręcić od domokrążców informując cienkim głosikiem że rodziców nie ma w domu, więc nie będę narzekać 🙂

herbalicja

Wracając do maja: to też oczywiście konwalie i bzy, moje ulubione kwiaty:

herbalicja

Nawet Puchokot praaaawie zapozował do bzów przyniesionych z ogródka. To jest kot który uwielbia ustawiać się idealnie do zdjęcia, zaczekać aż włączysz aparat / ustawisz ostrość i wtedy zmienia pozycję lub całkiem wypina tyłek i sobie idzie. Niestety nie rozumie że mógłby przynieść właścicielce chwałę i miliony zachowując się jak standardowy blogerski kot. Eh.

herbalicja

Maj jest tak piękny, że nawet stara, popękana droga wygląda romantycznie:

herbalicja

Do tego maj to wiosenne burze i ciepełko, chociaż nie zapomnijmy o pewnym “incydencie” z 9 maja, kiedy to zima zaskoczyła drogowców. Kiedy wyjeżdżałam w podróż rano, padał śnieg. Kiedy wracałam, było już tak:

herbalicja

Kocham zwiedzać Polskę autem w maju – niebo jest tak idealnie niebieskie, wokół pola rzepaku, nie jest za gorąco ani za zimno… Idealnie!

Poza tą małą śnieżną wpadką maj był piękny, dzięki czemu mogłam na przykład podziwiać dźwigozaury nad morzem:

herbalicja

Zobaczyć wydobywanie ryb z sieci (przy okazji – to są klatki z filmików, które kręciłam – wrzucam je na Insta Story, więc zapraszam do obserwowania mnie na instagramie):

herbalicja

Od razu można było kupić taką świeżą rybę (ludzie się wykłócali o te najgrubsze flądry):

herbalicja

Podejrzałam też jak Bóg błogosławi szczególną ławicę ryb tuż przy horyzoncie 😀

herbalicja

Poza tym było dużo spacerów po parkach, gdzie rosną takie oto cuda:

herbalicja

Oraz w borówkowym lesie:

herbalicja

Zbierają też w nim żywicę:

herbalicja

Oraz można spotkać tam duszki siatkowe:

herbalicja

A także drzewo proszące się o piorun:

herbalicja

Oprócz tego sporo siedzenia na balkonie, gdzie koło bratków wygrzewa się ten oto kotostwór:

herbalicja

A na koniec maja wybrałam się do Gdańska:

herbalicja

Z jedzeniowych spraw wartych zapamiętania był chlebek bezglutenowy, z ziaren, orzechów i innych ciekawości – jeśli jesteś zainteresowany to podam przepis:

herbalicja

Nie samym chlebem człowiek żyje, więc polecam też film “Ukryte piękno”. Spłakałam się jak kot za rozlanym mlekiem 🙂 Tutaj zwiastun:

Po zwiastunie spodziewałam się w sumie czegoś innego, ale film mnie nie zawiódł. Jeśli lubisz wyciskacze łez i Willa Smitha (w filmach typu “Siedem Dusz”) – ten film także ma szansę Ci się spodobać 🙂

A jak Twój maj? Jaki jest Twój ulubiony miesiąc?

Share week 2017 – kogo podglądam?

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w tym roku mogę wziąć udział w Share Week. Do tej pory tylko podglądałam i potajemnie cieszyłam się, kiedy moje ulubione blogi zajmowały wysokie miejsca. Tym razem ja też mogę się przyłączyć i to takie piękne uczucie być po tej “drugiej stronie” – nie tylko odbiorcy, ale też twórcy. Zupełnie tak, jak Alicja po drugiej stronie lustra 😀

No, dobra, ale o co chodzi?

Pewnie wszyscy już dobrze wiedzą o co chodzi, ale: jej! Tak mnie to cieszy że mogę wziąć udział że muszę i ja opowiedzieć 🙂

A więc za siedmioma górami, za siedmioma lasami, jest sobie kraina zwana Internetem. Kraina ta jest otwarta dla śmiałków i każdy chętny może stworzyć w niej swoje królestwo. Tak też zrobił nasz bohater, który swoje królestwo nazwał po prostu: Andrzej Tucholski. Przez jakiś czas przyglądał się jak coraz to nowe osoby zakładają swoje królestwa, aż wpadł na pomysł: raz w roku wyda wspaniały bal, na którym wszyscy możemy się lepiej poznać. Każdy, kto zdecyduje się przyjść, powinien podziękować trzem innym osobom które szczególnie podziwia. Dzięki temu wszyscy możemy się lepiej poznać i docenić swoje starania.

W tym roku i ja, chociaż umorusana i nie znająca dworskiej etykiety, postanowiłam przyjść na ten bal. 🙂

herbalicja

Kogo polecam?

Długo się zastanawiałam kogo polecić – jest tak wiele osób! W końcu zdecydowałam się na 3 fajne babki. Każda pisze o czymś, na czym się zna + do tego dodaje lifestyle. Wszystkie są konkretne, sympatyczne i takie… ludzkie – nie owijają w bawełnę, pokazują życie jakim jest 🙂 Jak dorosnę chcę być taka jak one! 🙂

Pewnie wszyscy je już znają, ale to nic – i tak im się należy! 🙂 A oto i one, w porządku alfabetycznym, bo wszystkie kocham po równo:

Ania Maluje – no i proszę, kto tej pani jeszcze nie zna? 🙂 Ania pisze o rozwoju osobistym i wszystkich życiowych sprawach, od kremu do rąk przez powiększanie biustu po pozbywanie się gronkowca. Wszystko jest okraszone jej zdjęciami, więc jak kiedyś ją spotkam na żywo to na pewno od razu poznam i wyściskam! 🙂 Nie zawsze się z nią zgadzam, ale doceniam to co robi i chętnie ją czytam. To jedna z tych osób dzięki którym czuję się lepiej z samą sobą i nie mam parcia na bycie “idealną” – a w internecie czasami o to ciężko 🙂

Dr Lifestyle – jak sama pisze: “zdrowe podejście do zdrowego stylu życia” – i to jest idealne podsumowanie. Monika dobrze wie że człowiekowi nie chce się stać i godzinami gotować fit obiadków z ekologicznych łez jednorożca. Doskonale zna wszystkie słabości i pokusy i nie oczekuje perfekcji. Niestety moja dieta musi być bardziej restrykcyjna niż to co proponuje Monika, ale jej diety są do ogarnięcia przez zwykłego śmiertelnika – na przykład taka “łatwa i tania dieta z Biedronki”. Od razu jakoś lżej człowiekowi na duszy, prawda? A jak się zastosujesz to na wadze też będzie lżej 🙂 Do tego abolutnie kocham jej sposób pisania – wejdź i się przekonasz, o czym mówię. Od razu zobacz też jakiego ma pięknego kota! 🙂

Jest Rudo – Natalia nauczy Cię jak robić lepsze zdjęcia, jak prowadzić chętnie czytanego bloga i wiele więcej 🙂 Jej kurs fotografii wciąż leży i patrzy na mnie z wyrzutem, ale doby niestety nie rozciągnę. Za to patrząc na jej blog i podejście mogę z czystym sercem ją polecić 🙂 No i ta rudość! No i ten Szop! Zresztą, co ja będę tu gadać, dziewczynę odwiedza 85 000 osób miesięcznie, to chyba o czymś świadczy, prawda? 🙂 Zresztą Natalia w tamtym roku była na pierwszym miejscu w tym plebiscycie! PS. Zdjęcia do tego wpisu pochodzą z jej darmowego banku zdjęć 🙂

To moje typy w tym roku 🙂 A jakie są Twoje? Z chęcią się dowiem o nowych ciekawych miejscach 🙂

 

 

“Polowanie na Wilka z Wall Street” – czyli czy wolę Wilka na wolności czy upolowanego?

“Wilka z Wall Street”* czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że pochłonęłam go w kilka godzin. “Polowanie na Wilka z Wall Street”* zajęło mi kilka tygodni. To chyba rozstrzyga sprawę 😉 

Absolutnie nie uważam, żeby “Polowanie na Wilka z Wall Street”* było złą książką. Podoba mi się styl pisania Jordana Belforta, cieszę się, że mogłam poznać jego dalsze losy, opowiedziane jego słowami.

Mam za to inny problem z tą książką. Otóż żeby dobrze mi się czytało potrzebuję w jakiś sposób utożsamiać się z autorem lub czuć do niego sympatię. Utożsamiać się nie za bardzo mam tutaj z czym, za to jeśli chodzi o sympatię… W “Wilku z Wall Street”* Jordan był łobuzem, ale dał się lubić. Jego przygody były szalone, ciągle się coś działo, czasem lepiej, czasem gorzej. Autor potrafił dostrzec swoje błędy, czasami za nie pokutował, a potem pakował się w kolejne kłopoty, które opisywał z właściwym sobie poczuciem humoru i autoironią. Do tego jedna z rzeczy, które po lekturze “Wilka z Wall Street”* bardzo mocno utkwiła mi w głowie, to że kochał swoją drugą żonę, Nadine. Miłością pokręconą, wyniszczającą, ale kochał.

W “Polowaniu na Wilka z Wall Street”* jest już inna historia. Zamiast złotych lat autor Jordan pokazuje swój upadek. Znajduje to też swoje odbicie w sposobie, jakim opowiada, w tym jak prezentuje sam siebie i całą sytuację. Znika gdzieś zadziorny, inteligentny, interesujący mężczyzna z problemami, a zastępuje go zgorzkniała i niestabilna emocjonalnie kupka problemów. Relacja z żoną też prezentuje się coraz gorzej. Przez całą pierwszą książkę na przemian uśmiechałam się, płakałam, współczułam lub kręciłam głową z niedowierzaniem. Przez drugą zaciskałam pięści i zastanawiałam się czy w wyobraźni walnąć go w nos teraz czy dać mu jeszcze jedną stronę.

Nie wiem, czy jest to celowy zabieg, przypadek czy tylko moja interpretacja, ale pierwsza książka jest według mnie lekka, rozrywkowa – tak jak tamten okres w życiu Belforta. Druga jest jak gorzka piguła, którą musiał przełknąć. Jeśli to celowy zabieg (jak podejrzewam), to uważam, że jest genialny. Dlatego też uważam, że książka jest bardzo dobra (pomimo, że wywoływała u mnie zgrzytanie zębów).

Myślę jednak, że jeżeli masz zamiar ją przeczytać ze względu na szalony tryb życia, jaki prowadził Wilk, to przy kontynuacji możesz się trochę rozczarować. Wciąż są tam nieprawdopodobne akcje, ale jednak umówmy się, że akcji z jachtem nic nie przebije ;).

Jest jeszcze jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę. Pod koniec książki Jordan zdradza, w jaki sposób powstał jego styl pisania. Zawsze myślałam że po prostu nieco dostosowuje to jak pisze do tego, jak mówi. Okazuje się, że w więzieniu pracował nad swoim stylem. Trafił na książkę, która mu się spodobała, i wypisał (no dobra, zapłacił komuś, żeby wypisał za niego) wszystkie porównania – czyli to, co zrobiło na nim wrażenie. Przeanalizował je dokładnie, i na tym zbudował swój własny pisarski głos. Skojarzyło mi się to od razu z Jasonem Huntem (wtedy jeszcze Kominkiem), który kiedyś zdradził jak szlifował swój własny styl. Zapadło mi w pamięć, że zatrzymywał filmy na scenach powodujących duże emocje i wypisywał a potem analizował wszystko, co się na złożyło na taki a nie inny efekt. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie to cenna wskazówka i motywacja 🙂

Podsumowując:
+ 
styl pisania (jeśli podobał Ci się styl “Wilka z Wall Street”* spodoba Ci się jego kontynuacja)

+ pewne zamknięcie całej historii. Na początku pierwszej części i pod koniec drugiej pojawia się zdanie: “Jesteś tu gorszy od najgorszego śmiecia”. W pierwszej części udowadniał że tak nie jest, w drugiej… ekhem.

+ jeśli nawet nie czytałeś “Wilka z Wall Street”* nie powinieneś mieć problemów z “Polowaniem na Wilka z Wall Street”* – wszystko co potrzebne do ogarnięcia fabuły jest zgrabnie przywołane. Z drugiej strony, jeśli “łykasz” obydwie części naraz, też nie powinieneś się nudzić – opis przywołanych wydarzeń nie jest tylko wierną kopią i nie zajmuje wiele miejsca w książce.

+ książka jest na faktach i opisuje nieprawdopodobne dla szarego człowieka wydarzenia – jest wciągająca.

– bohater robi wszystko byleby go tylko nie polubić. Z uporem maniaka przekuwa wszystkie swoje plusy w minusy. Mi to akurat mocno przeszkadza w lekturze.

*linki partnerskie (jeśli kupisz książkę z tego linku, dostanę drobne wynagrodzenie – bez dodatkowego kosztu dla Ciebie)

Z plusów i minusów wynika że ocena powinna być 4/5 i taką wystawiam 🙂

Polowanie na Wilka z Wall Street

A Ty? Czytałeś? Co myślisz?

 

Podsumowanie: październik 2016

Heloł heloł, dziś zapraszam Cię na podsumowanie października 🙂 Na pierwszy ogień piękna podwójna tęcza, dowód że jednak czasem warto wychodzić w taką jesienną pluchę:

herbalicja

A więc co robię?

Jestem emerytem 🙂 Początek października był szalenie zimny i nieprzyjemny i włączył mi się tryb “przetrwalnikowy” – co oznacza że trzeba zrobić z siebie naleśnika – podkocnika i nie wyściubiać nosa aż do maja. Zresztą sami zobaczcie: te dwa zdjęcia dzieli kilka dni:

herbalicja

Raz na krótki rękawek, raz w rękawiczkach zimowych. Obydwa zdjęcia robiła moja przyjaciółka z którą wybrałam się na targ śniadaniowy. Jak się skończyło, pisałam na Facebooku:

Szalik jest dla mnie najbardziej uniwersalną częścią garderoby – służył mi już jako poduszka, czapka, parasolka, sweter, a ostatnio też jako siatka na nieoczekiwane grzyby.

Oprócz tego dużo czytam, dużo łażę po lasach, dużo wkurzam kota.

Dogadzam sobie też kulami do kąpieli z Ministerstwa Dobrego Mydła (zajrzyjcie na ich fanpage na Facebooku, dziewczyny są przefajne <3). Jak na razie wygrywa różana, chociaż tuż po otwarciu paczki spodziewałam się że faworytem będzie miodowo-mleczno-owsiana. Jeśli się zdecydujesz na taką kulę to uwaga przy wychodzeniu z wanny – będzie porządnie natłuszczona (tak jak Ty, ale u Ciebie to dobry znak). Za to kiedy już wyjdziesz bez szwanku to istnieje duże prawdopodobieństwo że będziesz się potem wąchać i głaskać pół nocy 😉

No to siup do kąpieli 😊z nową bombą od @ministerstwodobregomydla pora na domowe mini-spa! 💅

A photo posted by Herbalicja (@herbalicja) on

Dieta w październiku poległa, szczególnie kiedy przyjechała mama i zaczęła piec po dwa serniki dziennie. A wierz mi, ta kobieta potrafi piec serniki, oj, potrafi. Ten na zdjęciu niżej jest z zamierzchłych czasów i podobno “nie wyszedł”. Tym razem wszystkie wyszły. Na tyle dobrze że nie było czasu na robienie zdjęć 😉

Zachęcona sukcesem mamcia postanowiła uwiecznić ogórki małosolne (mam jakieś 123 zdjęcia tych ogórków), ale niestety, sernika nie przebiły 😉 Chociaż jeśli chcesz dać żebrolajka pod tym zdjęciem na instagramie to zapraszam, będzie jej miło 🙂

Od niedawna jestem też odpowiedzialna za opracowanie kolorystyki itp. i obrazki z cytatami na “Wilk Alfa”, gdyby ktoś chciał zerknąć:

Co czytam?

herbalicja

W październiku przeczytałam “Bądź zdrowa Lizbono” Any Veloso. Kiedyś, jeszcze na studiach, znalazłam w antykwariacie jej książkę pt.: “Zapach kwiatów kawy”. *) Od razu przyciągnęła moją uwagę – była tania, gruba, ładna, w twardej okładce i pobudzająca wyobraźnię (jak pachną kwiaty kawy?). Jak się pewnie domyślasz spodobała mi się skoro kupiłam następną tej samej autorki 🙂 Na “Lizbonę” natknęłam się przypadkiem w Biedronce. Obydwie książki to romanse z ważnymi historycznymi przemianami społecznymi i politycznymi w tle – nie każdemu przypadną do gustu 🙂 Co mnie urzeka to to, że główna historia opowiadana jest często przez historie pobocznych postaci a wszystko tworzy zgrabną całość. Obydwie powieści są jednocześnie egzotyczne (przez miejsca i czas, w którym dzieje się akcja) i jednocześnie takie… swojskie – nie są cukierkowe, realistycznie pokazują problemy które mogli mieć “tamci” ludzie.

herbalicja

Szczerze mówiąc bardziej podobał mi się “Zapach kwiatów kawy” – polubiłam główną bohaterkę i przez całą książkę mogłam się do niej przywiązać. W “Bądź zdrowa Lizbono” mamy kilka pokoleń i jakoś ciężko mi było nawiązać “nić porozumienia” z bohaterami – a dla mnie to jedna z ważnych cech książki 😉 Niemniej jednak była ciekawa i z chęcią ją pochłonęłam 🙂

herbalicja

Co na blogu?

Kulinarnie na blogu królowała dynia – razem z dziewczynami zrobiłyśmy akcję dyniową, w ramach której zrobiłam dla was:

W listopadzie królować będzie cynamon, chociaż nie wiem czy i ile przepisów uda mi się dodać. W razie czego z dowolnego przepisu dyniowego możecie przejść do pozostałych dziewczyn biorących udział w akcji i tam podejrzeć co one przygotowują 🙂

Rozwojowo próbowałam Cię namówić żebyś ruszył tyłek i przestał odkładać na później:

Z tej serii planuję jeszcze jeden post i damy sobie na razie spokój z tematem – powinieneś być tak zmotywowany żeby nie mieć z tym problemów przez długi czas 😉

Ukazało się też podsumowanie września, jeśli interesuje Cię historia starożytna 😉

herbalicja

A u Ciebie co ciekawego działo się w październiku?

*) link afiliacyjny

Hamburg i Luneburg – krótka wycieczka krajoznawcza

Na początku powiedzmy sobie szczerze – to nie był wyjazd ze względu na miejsce, a ze względu na ludzi. Pojechałam odwiedzić przyjaciółkę a nie rozbijać się po modnych restauracjach i pisać przewodniki, dlatego nie znajdziesz tutaj porad gdzie zjeść i co zobaczyć. Tym niemniej zapraszam na spojrzenie na Niemcy moim okiem 🙂

Hamburg

Na początek najmniej fajne doświadczenie, czyli wszechobecne automaty z papierosami. Ten akurat był na stacji kolejowej gdzie miałam przesiadkę. Na tej stacji też po raz kolejny przekonałam się że przyciągam ludzi pytających o wskazówki, szczególnie jeśli jestem w obcym sobie miejscu 🙂 Na peronie stało kilka osób, a to mnie urocza starsza pani zaczepiła o coś po niemiecku, pomimo że stałam najdalej. Także ten… jeśli chcesz spytać jak gdzieś dojechać to się polecam. Nigdy nie wiem 🙂

Niemcy są zabawnym krajem jeśli zna się polski, angielski i minimalnie niemiecki i ma się wyobraźnię. Kilka przykładów:

Hamburg

Da capo talento – mafia talentów 🙂

Hamburg

Landungsbrucken – lądowisko cegieł 🙂

Hamburg

Konigstrasse – ulica konika 🙂

Hamburg

Niby jesteś tym co jesz, ale tutaj wszyscy mieszkańcy są Hamburgerami. Mój gospodarz też urodził się jako Człowiek – Hamburger.

Za to samo miasto jest piękne – szczególnie Rathaus, czyli Dom Szczurów. Wejście wygląda tak:

Hamburg

Fontanna dla szczurów:

Hamburg

Wnętrze domu szczurów:

Hamburg

Sufit:

Hamburg

Woda dla szczurów (paskudztwo, nie?):

Hamburg

I jedno z moich ulubionych zdjęć – kocham takie klimaty:

Hamburg

Warto być szczurem w Niemczech, prawda? A tu już inne budynki i atrakcje w Hamburgu:

Hamburg

Hamburg

Szalenie podobają mi się te schody, kojarzą mi się z Harrym Potterem:

Hamburg

A to budynek po którym wszyscy biegali w górę i w dół:

Hamburg

My też się na niego wdrapaliśmy, i zobaczyliśmy ślizgawkę dla łódek:

Hamburg

A po drugiej stronie dźwigozaury i jaja dźwigozaurów:

Hamburg

Hamburg

A tu jeszcze aztecka kolumna w Niemczech. Hmmm.

Hamburg

 

Luneburg:

W Luneburgu polecili mi sfotografować takie coś, podobno jest bardzo stare i przyciąga wielu turystów:

Hamburg

Bardziej mi się jednak spodobał pobliski budynek, który kojarzy mi się z sękaczem a w środku jest sklep z ręcznie robionymi cukierkami (podobno):

Hamburg

Ogólnie Luneburg jest piękny:

Hamburg

Hamburg

Tylko moje zdolności fotografowania są takie: krzywo, źle, ze słupem na środku i nogą bo czemu nie 😀

Hamburg

To był Luneburski Dom Szczurów, a poniżej kolejny krzywy dom w Luneburgu:

Hamburg

Hamburg

Byłam też w takim wspaniałym sklepie z przysmakami:

Hamburg

Hamburg

Cały sklep z czekoladami, słodyczami, smakowymi olejami z oliwek, makaronami, alkoholami:

Hamburg

Zakochałam się. Mogłabym prowadzić taki sklep 🙂

Hamburg

Hamburg

Tej letniej miłości na pewno pomogło że byłam szalenie głodna a po całym sklepie były porozkładane różne pyszności których mogłam spróbować 🙂

Hamburg

Skoro już jesteśmy przy jedzeniu, to moja dieta podczas wyjazdu wyglądała mniej więcej tak: lody które mnie przekupiły głównie kolorową posypką na wafelku:Hamburg

Tania pizza o północy z dziewczynami:

Hamburg

Burger (dziwny) ze słodkimi frytkami (dziwne):

Hamburg

O mamuniu, jak ja się wytłumaczę dietetyczce? :O

Z innych rzeczy, przekonałam się że niektóre stereotypy są prawdziwe. Oto most miłości w Luneburgu – zobaczcie jak równo założone są kłódki:

Hamburg

A tu most miłości w Gdańsku i polska kreatywność 🙂

Hamburg

(Tak, balustrady są inaczej zbudowane, po prostu nie zadawaj pytań i raduj się ze mną, okay? 🙂

Zobaczyłam też że w sieciówce można kupić tradycyjne niemieckie stroje z różnych landów:

Hamburg

Chciałabym żeby w Polsce też tak było 🙂

Poza tym pozowałam na sesji. W drodze wyglądałam tak:

Hamburg

A w trakcie i w obiektywie prawdziwego fotografa już tak:

 

Zapraszam na fanpage Justyny 🙂 i zostawiam Cię mam nadzieję z uśmiechem na ustach 🙂 Miłego!

 

 

 

 

 

 

 

 

Podsumowanie: sierpień 2016

Ach, sierpień. Mam wrażenie że wszyscy byli na wakacjach a ja zasuwałam jak mały samochodzik (pomimo że wyjazdy też się zdarzały).

 

Zacznijmy od tego, że pod koniec lipca postanowił paść mi telefon – na szczęście po jego gburowatym zachowaniu już się tego domyślałam i miałam przygotowany zamiennik. Przygotować backupu wszystkiego co potrzebowałam już nie zdążyłam, pierwsze dni sierpnia spędziłam więc na infoliniach, w bankach i innych ciekawych miejscach żeby odzyskać co się da. Także ten… pięknie Cię zachęcam – rób backupy. Przydają się.

 

W sierpniu byłam też z rodzicami u dziadków i wujków na drugim końcu Polski, pozałatwiać rodzinne sprawy. Mieszkaliśmy u wujka i cioci w lesie, miał być czas na relaks i odcięcie się od wszystkiego ale wzięliśmy sobie na głowę zbyt dużo i skończyło się gonitwą z miejsca na miejsce i wiecznym spóźnieniem.

 

Chociaż nie wszystko stracone, od wujka dostałam książki, od cioci kosmetyki i herbatkę – ciocia prowadzi wraz ze wspólniczkami sklep. To dopiero fajna rodzina – nie dość że u nich mieszkasz to jeszcze dadzą Ci prezenty 😉 Oczywiście my im też coś zawieźliśmy 🙂 A co do książek to mam nadzieję je niedługo przeczytać – mam wrażenie że jestem jedyną osobą na świecie która nie czytała Kiyosakiego. Na razie czekają dzielnie na samym dole kupki “do przeczytania”.

sierpień 2016

W desperackiej próbie zwiedzenia czegokolwiek i odstresowania pojechaliśmy do Ikei (mój pierwszy raz – zakochałam się!) i do Sławkowa, który jest podobno starszy niż Kraków. Zdjęć zbyt dużo nie mam (zła blogerka) ale często na wyjazdach nagrywam filmiki na instagramie, gdzie pokazuję co robię i gdzie jestem, więc zapraszam.

 

Wróciłam! A tu moje jedyne zdjęcie z Krakowa 🙈

A photo posted by Herbalicja (@herbalicja) on

Tu jest moje jedyne zdjęcie ze Sławkowa – zgadnij na jakiej ulicy jestem? 🙂

sierpień 2016

Był też szybki grill z rodzinką, na którym babcia sprzedała mi prawdę: “Dobry człowiek dobrze wygląda”. Okazuje się że babcia od zawsze była przy kości i zwykła mawiać właśnie że “dobry człowiek dobrze wygląda” – gdzie “dobrze” oznacza “pulchnie” 🙂 Argumentuje to tym że wiedźmy w bajkach zawsze były chude 😀 Grill odbył się akurat w noc kiedy miały być widoczne Perseidy i mama przybiegła do nas z nowiną że “niedługo będą spadać lemury czy coś tam” czym tak rozbawiła towarzystwo na tyle że zeszli z tematu jakim dziecięciem byłam (ufff).

sierpień 2016

Kiedy miałam już wszystkiego dość i akurat był dzień kiedy nie musiałam koniecznie biegać po rodzinie uciekłam sobie do Krakowa. Średnio się opłacało bo cały dzień lało, ale przypadkiem trafiłam do osławionej drogerii Pigment i przepadłam. Mogłabym mieć taki sklep – albo w takim pracować – totalnie moje klimaty 🙂 Wypatrywałam też nieśmiało czy aby nie wpadnę na Alinę Rose żeby ją wyściskać, ale niestety. Kupiłam sobie za to małe co nieco:

sierpień 2016

Z zakupów muszę też pochwalić się tym: herbalicja ma nowy kubek na herbatę! <3 Można go kupić tutaj, jest wiele wzorów ale ten upatrzyłam sobie już dawno dawno. Wiele moich znajomych ma właśnie takie kubki i zawsze im skrycie zazdrościłam bo są super – bardzo pojemne (ważne!) i w moim stylu 🙂

 

Pod koniec miesiąca pojechałam też do przyjaciółki do Niemiec na kilka dni, tam już jakieś zdjęcia porobiłam i mini – relacja niebawem się pojawi 🙂

 

Jeśli chodzi o zdrowy tryb życia w tym miesiącu niestety było ciężko – dużo stresów i wyjazdy na których musiałam się w dużej mierze dostosować rozwaliły i plan żywienia i sen. Miałam też zdecydowanie słaby okres jeśli chodzi o picie wszystkich obrzydliwych zdrowych miksturek i łykanie tabletek. Wszystko to odczułam na zdrowiu więc bardzo się cieszę że jestem już w domu i mogę wrócić na zdrowe tory. Udało mi się za to zrobić sobie testy na nietolerancje pokarmowe więc juhuuu! Kolejny krok do przodu 🙂

 

Ze względu na to że w sierpniu miałam dużo zajęć ucierpiał i blog i czytanie. W tym miesiącu zaczęłam “Polowanie na Wilka z Wall Street” i jakoś nie mogę go dokończyć. Mam nadzieję że we wrześniu to nadrobię i doczytam jeszcze “Cloud of Sparrows” – odzyskałam ją po kilku latach i mam ochotę przeczytać jeszcze raz. Możecie mnie pilnować 🙂

 

Na blogu w tym miesiącu ukazały się:

 

Polecajek w tym miesiącu nie ma, mam otwarte jakieś 143 zakładki i pozapisywanych jeszcze więcej linków ale dopiero będę się zabierać za ich konsumowanie w coraz chłodniejsze wrześniowe wieczory 🙂

A Tobie jak minął sierpień? Mam nadzieję że będziesz go mile wspominać 🙂

 

Podsumowanie: lipiec 2016

…czyli co robiłam w lipcu. Zaskakujące, prawda? 🙂

W pierwszych dniach lipca hasłem wybrzmiewającym najczęściej w mojej głowie było: “ożeszkurde ile to wszystko kosztuje!”. Rozpoczęłam dietę i suplementację, którą dostałam od dietetyczki.i Trzeba było wszystko wykupić, a powiedzmy sobie szczerze że zdrowa dieta i góra suplementów to nie jest to co portfele lubią najbardziej. Tak więc za każdym razem kiedy podchodziłam do kasy lub klikałam “kup teraz” i widziałam kwotę powtarzałam sobie “ożeszkurde!” i… jakoś przetrwałam.

W pierwszym tygodniu lipca wystartowałam też w końcu z blogiem, uznałam że i tak moment nigdy nie jest idealny więc co mi tam. Pierwszy wpis był o rozpoczynaniu, zainspirowany był właśnie początkiem diety i bloga i można go znaleźć TU.

Każdy kiedyśzaczynał

W kolejnym tygodniu moja mantra z “ożeszkurde ile to wszystko kosztuje!” zmieniła się na “ożeszkurde to działa!” – zaczęłam widzieć pierwsze efekty, co było super hiper mega fajne i och jej, właśnie na samą myśl wraca mi motywacja! 🙂 Bardzo dużo pracy, zmiany związane z trybem życia, nowe obowiązki… w tym tygodniu nie miałam zbyt wiele czasu. Jedyne co pamiętam to że w związku z uczuleniem które mi wyskoczyło na ręku nie bardzo mogłam je moczyć i używać środków czystości, więc kiedy po solidnym sprzątaniu zobaczyłam mola, złapałam go w ścierkę i zaniosłam tacie ze słowami: “bo ja nie mogę moczyć rąk!”. Też nie wiem o co mi chodziło 😀

Następny tydzień to mini wakacje w Gdańsku! Przez AirBnB miałam wynajęte piękne mieszkanko i byłam tak padnięta że mogłabym w ogóle z niego nie wychodzić.

Tylko że wtedy przegapiłabym mnóstwo pięknych miejsc, przemiłych ludzi, pokemonów, no i plażę. To tam zobaczyłam, że morze tak naprawdę jest dla turystów budowane:

Lipiec 2016

Później już były obowiązki obowiązki obowiązki. Jedyne chwile relaksu to siedzenie na balkonie z czymś dobrym do jedzenia.

 

Ach, no i z książką. Koleżanka poleciła mi “Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes. Dawno się tak nie spłakałam, nie wiem co ją podkusiło żeby mi, miękkosercej istocie, polecić taką lekturę.  Kilka dni później obejrzałam też film i – chociaż patrząc na plakat widzę tam Khalessi i Finnicka i obawiałam się jak to wpłynie na odbiór – byłam pozytywnie zaskoczona. Szczególnie główna bohaterka mnie urzekła. Z fabuły nic nie zdradzę, jeśli jeszcze nie widziałaś a chcesz to czytaj/oglądaj na własną odpowiedzialność 🙂

 

Ciekawe artykuły w tym miesiącu:

Z cudzych to już wszystko, nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie a poza tym jak już czytałam to zapominałam zapisać na później. Postaram się poprawić w przyszłym tygodniu!
U mnie za to w lipcu pojawiły się takie wpisy:

  • Wspomniane już Każdy Kiedyś Zaczynał, dla każdego kto chce lub musi coś w swoim życiu zmienić,
  • Darmowe wtyczki do wordpressa na start, jeżeli zaczynasz swoją przygodę z wordpress.org to zapraszam, trochę się musiałam naszukać takiego zestawu startowego więc może komuś pomogę zaoszczędzić trochę czasu 🙂
  • Organizacja listy zadań – o tym jak sobie radzę z natłokiem… wszystkiego. Kilka narzędzi i sposobów które działają u mnie, szczególnie przy tym co sama chcę zrobić a nie z tym co koniecznie muszę bo inaczej mnie powieszą za rzęsy.
  • Poznajmy się, bo głupio czytać jak ktoś sobie radzi w życiu i nic o nim nie wiedzieć. Nie bierz wszystkiego na serio 🙂
  • Następnie pytam Cię jaki masz problem – taka jestem troskliwa 🙂 Mieszkam też w bloku, więc to może moja blokerska natura się odzywa 🙂
  • Wpis o uporczywym łupieżu – jeśli Nizoral nie pomaga albo problem nawraca, może moje sposoby Ci pomogą? Oczywiście oprócz lekarza 🙂
  • Opowiadam skąd się biorą pieniądze 🙂 W biznesie też!
  • Opowiadam też o najważniejszym nawyku, jak nie oszaleć w świecie fit a nawet jak sobie ułatwić wejście do niego 🙂
  • No i dzielę się przepisem na sałatkę z awokado którą często zajadam na śniadanie. Można się najeść po pachy i chudnąć! 🙂

Trochę misz-masz, ale tak to już będzie u mnie wyglądać 🙂

Jeśli też prowadzisz bloga, to podziel się linkiem w komentarzu – chętnie zajrzę!

A tymczasem miłego sierpnia!