Dziś spis darmowych plannerów i kalendarzy miesięcznych do samodzielnego wydruku. Sprawdzaj proszę opisy/grafiki – niektóre mają miejsce na wpisywanie notatek, niektóre nie za bardzo. Mam nadzieję że znajdziesz tu coś dla siebie.
Dodam tylko, że wszystkie zdjęcia i grafiki są własnością autorek kalendarzy i wykorzystane są za ich zgodą. Mam nadzieję, że mnie nie podejrzewacie o takie ładne zdjęcia 🙂
Darmowy planner na cały rok. Do pobrania są dwa pliki PDF:
planner od stycznia do grudnia wraz z okładką oraz
dodatkowe karty wykonane w pionie:Okładka, Plan tygodnia, Listę rzeczy do zrobienia, Kartę na zbieranie pomysłów i inspiracji, Kartę na notatki ze szkoleń i konferencji, Plan lekcji oraz 4 puste szablony.
Wszystkie karty są czarno-białe, wykonane w tej samej stylistyce. Żeby pobrać pliki, nie musisz nawet zapisywać się na listę.Na blogu znajdziesz też np. organizer nauczyciela.
Darmowy kalendarz na cały 2018 rok. Minimalistyczny, czarno-biały kalendarz do samodzielnego wydruku. Oprócz niego u Oli znajdziesz też fitness planner. Polecam!
Kalendarz nazywa się “rodzinny”, ale nie widzę powodu dla którego nie możesz go stosować sama dla siebie. Docelowo jest w dużym formacie A3 więc jest dużo miejsca na notatki, ale można go też wydrukować w formacie A4. Kalendarz na kolejny miesiąc jest rozsyłany mailowo, jeśli chcesz mieć od razu wersję na cały rok możesz ją sobie kupić w sklepie.
Mój ulubiony wizualnie planner 🙂 Pod powyższym linkiem jest do pobrania planner od stycznia do marca, ale jestem pewna że pojawią się tam też plannery na kolejne miesiące. Alternatywnie, do pobrania jest też kalendarz na cały 2018 rok (też prześliczny):
Pięknie ilustrowany, kobiecy kalendarz od Jest Rudo – od razu na cały rok. Najpiękniejsza dla mnie jest ilustracja lutowa 🙂 U Natalii pobrać też możesz planer na dzień, tydzień, miesiąc, habit tracker, i jadłospis na tydzień.
Jeden z najbardziej chwalonych polskich plannerów tego rodzaju. Ma trochę miejsca na zapisanie ważnych dat czy wydarzeń. Możesz dostawać na maila planner na kolejny miesiąc (do wyboru kilka wersji kolorystycznych) lub kupić od razu wszystkie na cały rok w sklepie.
Planer za darmo możesz dostawać co miesiąc na maila jeśli zapiszesz się na newsletter na dole strony. Do wyboru są dwie wersje. Jeśli chcesz mieć planer na cały rok, możesz go kupić w sklepie (link partnerski). Tutaj jeszcze raz na prośbę zaznaczam, że zdjęcie jest własnością Pani Swojego Czasu.
Piękny botaniczny kalendarz do pobrania całkowicie za darmo. Ma nieco miejsca na notatki. Przy okazji: Kasia jest przezabawna więc jeśli interesują Cię wnętrza i DIY to warto ją odwiedzić. Jak sama pisze: “Aha, najpierw przełknij tę kawę. Nie zwracam pieniędzy za zaplute ekrany, a w Piątym Pokoju bywa naprawdę śmiesznie.”
Czarno-biały kalendarz na cały rok do pobrania całkowicie za darmo. Na stronie co miesiąc pojawia się także planer miesięczny(podlinkowany jest planer na luty), do pobrania jest także planer łykania witamin dla dzieci.
Kalendarz jest niby dla dzieci, ale muszę się przyznać że sama z chęcią bym taki sobie wydrukowała i podziwiała 🙂 Jest to zwykły, dość minimalistyczny kalendarz z ilustracjami zwierząt, bez dodatkowego miejsca na notatki.
Kalendarz na 2018 w dwóch formatach do wyboru: A3 i A4. Ma miejsce na drobne notatki oraz na podsumowanie każdego miesiąca. Do tego dołączone są ilustracje, które możesz sobie wydrukować jako naklejki do kalendarza!
Piękny kalendarz z akwarelowym motywem. Nie ma dodatkowego miejsca na notatki, za to od Kai możesz pobrać także organizer, gdzie znajdziesz wiele ciekawych arkuszy.
Minimalistyczny, czarno-biały kalendarz z cytatem na każdy miesiąc. Miejsca na notatki za bardzo nie ma, ale u Natalii możesz pobrać także planer tygodniowy. Oprócz tego do pobrania jest także kalendarz na cały rok na jednej stronie (w kilku formatach).
Ojej. Tyle mogę powiedzieć. Pod tym linkiem znajdziesz jakieś 3 kotyliony różnych kalendarzy: z Gwiezdnych Wojen, z Harrym Potterem, z leśnymi zwierzętami, kwiatami, syrenkami, jednorożcami… Polecam sprawdzić!
Mam nadzieję że znalazłaś coś dla siebie. Daj proszę znać, jeśli przeoczyłam jakiś warty uwagi kalendarz!
Zapraszam na styczniowe linki do herbaty – mam nadzieję, że znajdziesz tutaj dla siebie coś ciekawego!
Biznes
Fajny sposób na bezbolesne sprawdzenie pomysłu na biznes – opisany u Agnieszki. Oczywiście dobrze by było żeby nie był to jedyny sposób, ale zawsze to dodatkowe dane 🙂
42 pytania okołoprawne dotyczące sprzedaży przez internet. O(d)powiada Wojciech Wawrzak. Od razu pragnę sprostować, że nie liczyłam ile faktycznie było pytań w tym podcaście i zrzekam się wszelkiej odpowiedzialności w tym temacie 😉
Kolejny wartościowy artykuł od Agnieszki – o tym, że czasami warto zrezygnować i jak tę decyzję o rezygnacji sprytnie wpleść w podsumowania w firmie.
Jeśli jesteś freelancerem lub blogerem i czeka Cię postawienie swojej strony na WordPressie, być może zainteresuje Cię ten podkast/filmik/artykuł Agnieszki.
10 darmowych sposobów na milion bezcennych przygód na całym świecie. Zawsze kiedy czytam taki artykuł włącza mi się wewnętrzna długonoga, odważna blondynka która chce ratować żółwie, mieszkać w jakiejś skromnej chatce na plaży i zarabiać na życie poławianiem pereł. Jestem ciekawa czy też masz takie marzenia z gatunku “w innym życiu” – z chęcią bym o tym poczytała jeśli tak!
Bardzo fajny wpis o radach wyniesionych z przeczytanych książek. Też miałam taki pomysł na wiedzę w pigułce przy okazji recenzowania książek rozwojowo-biznesowych, więc podwójnie cieszę się z tego artykułu.
Podsumowania roku jak na każdym szanującym się blogu nie będzie. A właściwie będzie: cieszę się, że rok 2017 się już skończył. Jestem gotowa zostawić go za sobą i nigdy więcej do niego wracać. A właściwie wracać: jak już będę babcią multimilionerką, opiszę go w swojej autobiografii jako rok, który doprowadził do wielu zmian i przełomów w moim życiu. I tyle. Tym sposobem płynnie przechodzimy do grudniowych linków do herbaty:
Połączenie psychologii miłości i freelancingu, czyli Aneta o trudnej miłości do tworzenia. Ciekawy artykuł! Więcej nie zdradzę – warto przeczytać 🙂
Pani Swojego Czasu o tym, jak zacząć planowanie po swojemu. Przyda się szczególnie tym osobom, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z Bullet Journalem lub innym tego typu systemem.
Jak rozliczać się z reklamy na Facebooku? Jeśli masz firmę i puszczasz na Facebooku reklamy – koniecznie przeczytaj. Istnieje szansa, że nawet nie wiesz że nie wiesz że potrzebujesz zapłacić podatek od tego co wydasz na reklamę. Tak, wiem… Podlinkowany artykuł tłumaczy to lepiej 🙂
Programy do kompresji i zmniejszania plików graficznych u Jacka Kłosińskiego – dobrze wiedzieć! Ja najczęściej korzystam z dwóch pierwszych bo te mi wyskakują przed oczy po wpisaniu pytania w Google, ale dobrze jest mieć taką listę i porównanie pod ręką. Szczególnie ważne jeśli wrzucasz te zdjęcia na stronę lub do newslettera – im większe, tym wolniej będzie się ładować a to źle wpływa na odbiór zarówno przez czytelników jak i przez roboty prześwietlające Twoją stronę/maila 🙂
Podcast Wojtka o prawie dla escape roomów – dużo informacji które można wykorzystać w innych biznesach, a jakoś łatwiej się słucha i mniejsza groza przechodzi kiedy to nie tak bezpośrednio o Tobie mówią 😀
SEO dla fotografów od Roberta – dobry artykuł, wiele świetnych rad napisanych przystępnym językiem. Myślę, że przyda się nie tylko fotografom 🙂
Ania Lewandowska znów o lawendzie.Lubisz ten zapach czy nie? Mój kot go kocha – ostatnio wyciągnęłam bardzo ciepłą piżamę z kąta szafy, trzymaną razem z mydełkiem lawendowym – Puchokot nie wiedział jak się miziać 😀 Ja za to czasem lubię ten zapach a czasem nie – najlepiej się sprawdza jako dodatek do kąpieli, razem z solą magnezową. Faktycznie taka mieszanka fajnie uspokaja i wycisza przed snem.
I to tyle, mili państwo! Chyba że chcesz się pochwalić jakimś swoim wpisem? Śmiało możesz w komentarzu. Możesz też się pochwalić najlepszym, co Ci się przydarzyło w 2017 roku 🙂
Nie wiedziałam gdzie dać ten wpis – jeśli prowadzisz bloga, być może czujesz się tak jak Klaudia. Do mnie bardzo ten tekst przemówił: “Chyba nie umiem być blogerką. Czy zwykłe życie może być magiczne?”. “Blogerka” to brzmi dumnie, powinna podróżować, robić piękne zdjęcia, być uśmiechnięta i szczęśliwa. Jeśli nawet nie podróżuje, to chociaż niech te zdjęcia kawy i książki w łóżku niech będą inspirujące. A co jeśli prawdziwe życie tak nie wygląda?
Druga odsłona przeglądu plannerów. Znów zaczniemy od plannerów, które nadają się dla panów, a potem przejdziemy już do całego zestawienia. A więc, jeśli jesteś mężczyzną możesz zerknąć na takie pozycje:
W tamtym roku to ten planner był najczęściej przez was klikany. Strona sklepu jest po angielsku, ale Kasia (swoją drogą bardzo sympatyczna!) jest Polką i sklep jest w Warszawie. W razie czego zamawiać można także przez jej Etsy. Planner starcza na 12 miesięcy i można samemu wybrać, od jakiego miesiąca ma się zacząć.
Dlaczego ten? Ano dlatego, że można go personalizować – okładkę i wnętrze. Możesz wybrać kolor i wzór (z podanych), a także słowa na okładce – może to być imię, logo, cytat itp. W środku masz możliwość wyboru wkładu – są 4 do wyboru.
Dodatkowe atrakcje: kalendarz roczny, miejsce na wpisanie najważniejszych dat, miejsce na dodatkowe notatki po każdym miesiącu oraz puste strony na końcu oraz strona z kontaktami.
Techniczne szczegóły: twarda, matowa okładka, spirala, gumka do trzymania wszystkiego w jednym kawałku. Planner ma ponad 200 stron i wymiary 17 x 20,5 cm.
Cena: ok. 110zł.
Inne: Oprócz tego plannera Kasia ma w swojej ofercie również plannery ślubne.
Dlaczego ten? Niby kalendarz, ale jednak bardziej według mnie przypomina planner. Będzie dobrą propozycją dla przedsiębiorców, osób na kierowniczych stanowiskach i zainteresowanych rozwojem osobistym. Oto, co mówi autorka:
Dodatkowe atrakcje: miejsce na notatki i podsumowania tygodnia, ćwiczenia coachingowe, miejsce na wyznaczanie celów: rocznych, kwartalnych, miesięcznych i tygodniowych oraz tematy przewodnie na każdy miesiąc.
Szczegóły techniczne: kalendarz w formacie B5, w twardej, skóropodobnej okładce z tłoczonym logo, 216 stron.
Dlaczego ten? Mamy 2 opcje do wyboru: organizer Greenery z zieloną okładką oraz organizer ekonomiczny – faktycznie są to chyba najtańsze plannery, jakie znalazłam (choć nie starczają na cały rok nieprzerwanego planowania). Opisy pod każdym z rodzajów:
Opis ze strony: “(…) daty wpisujesz samodzielnie, możesz więc zacząć, przerwać i wznowić notowanie w dowolnym momencie. A jeśli musisz coś szybko zapisać, a nie chcesz marnować miejsca na codzienne notatki, to na końcu znajdziesz strony przeznaczone specjalnie na to. Do tego specjalnie przygotowane listy do odhaczania pozwolą Ci zapisać filmy do obejrzenia, książki do przeczytania, czy daty do zapamiętania.”
Szczegóły techniczne: organizer w formie książkowej, twarda okładka, format A5, dodatkowa wstążka. Wystarczy na 36 tygodni planowania.
Opis ze strony: “Zaczynamy od widoku miesięcznego, gdzie na każdy miesiąc mamy przewidziane 6 tygodni. Możemy zagospodarować je dowolnie – jeden miesiąc na dwóch stronach albo wypełniać każdy tydzień bez przerwy. W dalszej części mamy narzędzia do planowania 36 tygodni – na jednej stronie harmonogram i z miejscem na szczegółowe zadania każdego dnia. W ten sposób łatwo możemy zaplanować każdy tydzień. Na końcu organizera znajdziemy miejsce na notatki i listy.Nie musimy się martwić straconym miejscem w czasie wakacji – sami wpisujemy daty, dzięki czemu zachowujemy pełną dowolność w planowaniu. ”
Szczegóły techniczne: organizer w formacie A5, na spirali, 100 stron na kredowym, matowym papierze 90g/m2. Starcza na 36 tygodni planowania.
Dlaczego ten? Myślę że tak jak nazwa wskazuje, przyda się osobom prowadzącym własną działalność – ale nie tylko. Tak naprawdę w tym roku są aż 3 różne wzory plannerów i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo są przemyślane i jak wiele jest opcji – dla każdego coś dobrego. Tutaj opiszę je tylko pokrótce, jeśli uważasz, że to coś dla Ciebie – zapraszam do sklepu.
Opis: “Planner dzienny CEO na rok 2018 jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które lubią planować każdy dzień na osobnej stronie lub/i mają dużo zadań do realizacji każdego dnia. To narzędzie dla szefów i osób decyzyjnych. W tym plannerze każdy dzień tygodnia został wyposażony w harmonogram obejmujący godziny od 5 do 23 oraz dużo miejsca na wygodne rozpisanie wszystkich zadań zawodowych i prywatnych. Sobota i niedziela zostały umieszczone na osobnych stronach.” Planner obejmuje 12 miesięcy i jest datowany. Kolor można wybrać (jeśli jest jeszcze na stanie).
Dodatkowe atrakcje: jest ich DUŻO. Planner składa się z 3 części a każda ma swoje zadanie. Polecam sprawdzić wszystkie funkcje na stronie. Są m.in. cele, kontakty, planner podróży, plan działań marketingowych, sprawy prywatne, rozwój osobisty (np. książki do przeczytania, szkolenia…) i wiele, wiele innych. To ma być taki planner który ma wszystko czego Ci potrzeba. Z drugiej strony, ten akurat typ będzie raczej duży i ciężki (1,1 kg, 3,7 cm grubości), więc moim zdaniem nada się głównie jako planner biurowy. Plannery różnią się w tym względzie terminarzem, a dokładniej jego układem i dodatkowymi funkcjami. Do plannera możesz dokupić sobie dodatkowo uchwyt na długopis.
Szczegóły techniczne: Planner książkowy, z twardą okładką, czarno-biały, szyte strony, 3 wstążki. Format B5, waga 1,1 kg, grubość 3,7 cm, 594 strony na białym papierze 90g/m2.
Opis: “Planner tygodniowy CEO na rok 2018 jest idealnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców i innych osób, które lubią planować każdy dzień w widoku tygodniowym oraz potrzebują harmonogramu oraz miejsca do zapisywania zadań do realizacji. To narzędzie dla szefów i osób decyzyjnych. W tym plannerze każdy dzień tygodnia został wyposażony w harmonogram obejmujący godziny od 5 do 22 oraz miejsce na rozpisanie priorytetów i pozostałych zadań do wykonania. Dla Soboty i Niedzieli przeznaczyliśmy tyle damo miejsca ile dla innych dni tygodnia.” Podobnie jak poprzednik starcza na 12 miesięcy i jest datowany. Kolor można wybrać (jeśli jest jeszcze na stanie).
Dodatkowe atrakcje: również multum, tak samo jak u poprzednika, ten planner jest jednak lżejszy. Plannery różnią się w tym względzie terminarzem, a dokładniej jego układem i dodatkowymi funkcjami. Do plannera możesz dokupić sobie dodatkowo uchwyt na długopis. Przykładowa strona:
Szczegóły techniczne: twarda oprawa, szyte strony, 3 wstążki. 280 czarno-białych stron 90g/m2, które nie powinny przebijać cienkopisów. Waga 0,6 kg, grubość 2,1 cm.
Opis: “Planner tygodniowy PRO na rok 2018 jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które lubią planować każdy dzień w widoku tygodniowym oraz preferują pracę w trybie zadaniowym. To narzędzie dla osób wykonujących wolny zawód, profesjonalistów, specjalistów, blogerów. To coś dla osób prowadzących własną firmę, ale nie odbywających każdego dnia bardzo wielu spotkań umówionych na konkretne godziny. W tym plannerze każdy dzień tygodnia został wyposażony w dużo miejsca na wygodne rozpisanie wszystkich zadań zawodowych i prywatnych. Dla Soboty i Niedzieli przeznaczyliśmy tyle samo miejsca, ile dla innych dni tygodnia.” Podobnie jak poprzednicy starcza na 12 miesięcy i jest datowany. Kolor można wybrać (jeśli jest jeszcze na stanie).
Dodatkowe atrakcje: jak u poprzedników. Plannery różnią się w tym względzie terminarzem, a dokładniej jego układem i dodatkowymi funkcjami. Do plannera możesz dokupić sobie dodatkowo uchwyt na długopis.
Szczegóły techniczne: Twarda okładka, szyte strony, 3 wstążki. Format B5, grubość 2,1 cm. 280 czarno – białych stron o gramaturze 90g/m2 – nie powinny przebijać cienkopisów.
Dlaczego ten: Simple Planner jest już bardziej “babskim” plannerem – wciąż minimalistyczny, ale jednak typografia i złote elementy, a także duży wybór pastelowych kolorów mówią same dla siebie do kogo skierowany jest produkt 🙂 Wydaje mi się że Simple Calendar, także sprzedawany w tym sklepie, także można podciągnąć pod planner, więc również go tu umieszczam. zarówno planner jak i kalendarz są dwujęzyczne.
Opis: Starcza na 6 miesięcy, daty uzupełnia się w nim samodzielnie. Do wyboru jest wersja czarno – biała (bez okuć na okładce) lub pastelowo – biała (posiada okucia). W planie dziennym znajdziesz: 3 priorytety dnia, harmonogram, listę “do zrobienia”, miejsce dla ducha i zdrowia, miejsce dla samej siebie, “time out”, notatki i menu dnia. W planie tygodniowym znajdziesz: priorytety, menu i listę tygodnia.
Dodatkowe atrakcje: miejsce na cele roczne, numery telefonów, opis dużych projektów, lista prezentów świątecznych, party i travel planner.
Szczegóły techniczne: planner na pół roku, w twardej oprawie, z okuciami lub bez. Format A5, 336 stron na wysokiej jakości papierze off white 100g/m2. Planner szyty nićmi, dodatkowo 3 wstążki.
Opis: Kalendarz na cały rok 2018. W planie dziennym znajdziesz: 3 priorytety dnia, harmonogram, listę “do zrobienia”, miejsce dla ducha i zdrowia, miejsce dla samej siebie, “time out”, notatki, menu i zakupy dnia. W planie miesięcznym znajdziesz cytat motywujący oraz 2 dodatkowe strony na najważniejsze zadania miesiąca. Ten kalendarz również jest dwujęzyczny.
Dodatkowe atrakcje: miejsce na cele roczne, tabela czasu realizacji celów, plan na opis dużych pomysłów, domowy plan finansowy i więcej.
Szczegóły techniczne: starcza na 12 miesięcy. Twarda okładka, format A5, 404 strony na papierze 90g/m2. Planner szyty nićmi, z dodatkowymi dwiema wstążkami.
Dlaczego ten? Typowo “babski” planner, z mnóstwem kwiatków i dodatków. Już samo spojrzenie na stronę da pogląd na to, co Cię czeka. Możesz też tam podejrzeć, jak planner wygląda w środku. Warto zapisać się też na listę. Planner na rok 2018 różni się nieco od poprzedniej wersji: jest wydrukowany na grubszym papierze, oraz ma zadrukowaną kopertę z tyłu. Napis na okładce został wytłoczony złotą folią, a materiał, z którego wykonana jest okładka jest mocniejszy i trwalszy. Jest o wiele więcej miejsca na notatki. Zmienił się też format plannerów na mniejszy. Do wyboru jest planner z układem tygodniowym i dziennym. Poza układem nie różnią się jakoś drastycznie środkiem, więc opiszę je razem.
Dodatkowe atrakcje: obydwa plannery mają: mapę celów, kalendarz skrócony, 30-dniowe wyzwania, kartę pielęgnacji celu, motywujące cytaty (52 w tygodniowym i 365 w dziennym), plany miesięczne i notatki. W arkuszu planowania dnia znajdziesz m.in listę zadań, 3 priorytety czy notatki #bulletmadama. Dodatkowo w plannerze dziennym są także rytuały szczęścia. Można także dodatkowo dokupić sobie naklejki.
Szczegóły techniczne: twarda, kolorowa okładka, format A5, złote okucia. W środku 3 tasiemki oraz koperta. Papier kremowy o gramaturze 100g/m2. Wersja tygodniowa ma 265 stron i waży ok. 550g, natomiast wersja dzienna ma 448 stron i waży ok. 800g.
Dlaczego ten? Minimalistyczna wersja Happy Plannera. Nada się dla kobiet, które lubią elegancki i minimalistyczny styl. Tutaj też jest wersja tygodniowa oraz dzienna, a każda wersja jest dostępna w dwóch opcjach kolorystycznych.
Dodatkowe atrakcje: miejsce na notatki, lista zadań, harmonogram, notatnik, plannery celu, kalendarz w słupku, kalendarz skrócony, lista ważnych kontaktów, arkusz finansowy, lista ważnych wydarzeń, lista rzeczy do zrobienia na każdą porę roku.
Szczegóły techniczne: twarda okładka, wykonana z ekoskóry, do tego gumka zamykająca. Format A5, w środku koperta oraz 2 tasiemki. Planner dzienny ma 416 stron, a tygodniowy – 224 strony. Papier kremowy o gramaturze 90g/m2.
Dlaczego ten? Kolejna propozycja od twórczyń Happy i Minimal Plannera. Tym razem coś dla miłośniczek segregatorów i odpowiednich wkładów. W takim przypadku sam organizer może służyć kilka lat (wymieniasz tylko wkład) lub możesz wykorzystać go np. jako notatnik. Dodatkowo zostawiasz tylko to, co naprawdę Cię interesuje. Sam wkład podobny jest w stylistyce do Happy Plannera i starcza na 6 miesięcy.
Dodatkowe atrakcje: 4 kolorowe karty indeksujące, notatki, lista zadań, plany miesięczne, domowy budżet,mapa celów, planner celu i 30-dniowe wyzwania.
Szczegóły techniczne: sam organizer ma okładkę z eko skóry, ze złotym tłoczeniem. Całość jest zapinana na zatrzask. W środku jest plastikowa linijka, gumka na długopis, koperta i kieszonki. Wkład to 380 kolorowych stron w formacie A5 o gramaturze 100g/m2.
Dlaczego ten? Planner dzienny na 365 dni. Minimalistyczny środek, spirala, twarda okładka – a wszystko zapakowane w ładne pudełko, idealne na prezent.
Dodatkowe atrakcje: Oprócz plannera dziennego i miesięcznego znajdziesz tu m.in:
codzienność: ważne daty do zapamiętania, planowanie posiłków, 3 roczne cele do zrealizowania;
podróże: lista marzeń, szczegółowe planowanie podróży, lista rzeczy do spakowania, lista spraw do załatwienia przed podróżą, lista zakupów, finansowy plan podróży;
czas wolny: lista filmów i seriali do obejrzenia, lista książek do przeczytania, 4 listy życzeń – po 1 na każdą porę roku, listę promocji, zniżek i wyprzedaży;
zdrowy tryb życia: dzienne planowania posiłków, dbanie o nawadnianie organizmu, rubryka “ciało i zdrowie”, 30-dniowe cele i wyzwania;
święta: planowanie posiłków na Wielkanoc, Wigilię i Boże Narodzenie, świąteczna lista: zadań, zakupów i prezentów;
finanse: dzienne wydatki, miesięczne koszty i przychody, roczne podsumowanie.
Szczegóły techniczne: Format B5, 450 stron. Twarda okładka z matową folią i lakierem UV (jeden wzór). Planner jest na miedzianej spirali, a dodatkowo dostaniesz też 4 zakładki.
Dlaczego ten: do wyboru jest kilka rodzajów plannerów: książkowe lub na spirali na 250 dni (bold) oraz plannery na spirali na 100 dni (light). Każdy planner jest zapakowany w pudełko i dołączony jest prezent – do wersji bold są to naklejki i zakładka, do wersji light -zakładka. Daty uzupełnia się samemu, do wyboru są różne kolory okładki. W ofercie są także kalendarze.
Dodatkowe atrakcje:
wersja bold: plany: miesięczny i finansowy na 12 miesięcy, 50 stron na notatki, lista celów i ważnych wydarzeń, miejsce na najważniejsze telefony, maile i strony www. Plan dnia obejmuje: zadzwonić/mail do, harmonogram, najważniejsze na dziś, do zrobienia, lista zakupów/wydatki, trening/coś dla zdrowia, coś dla siebie, kawa/woda, menu dnia oraz myśl na dziś.
wersja light: plany: miesięczny i finansowy na 12 miesięcy, 40 stron na notatki, lista celów i ważnych wydarzeń, miejsce na najważniejsze telefony, maile i strony www. Plan dnia obejmuje: zadzwonić/mail do, harmonogram, najważniejsze na dziś, do zrobienia, coś dla siebie, kawa/woda i notatki.
Szczegóły techniczne:
wersja bold: dostępna w formacie książkowym lub na spirali. Wersja książkowa ma 3 wstążki w środku. Twarda okładka, z okleiną imitującą skórę, do tego metalowe narożniki w złotym kolorze. Format A5, 334 strony na papierze o gramaturze 90g/m2.
wersja light: złota spirala, miękka okładka pokryta folią matową. Format A5, 144 strony na papierze o gramaturze 90g/m2.
Dlaczego ten? Projekt Planner to planner w formie organizera / segregatora. Jest sprzedawany od razu z wkładem, a jeśli potrzebujesz, możesz standardowy wymienić na inny lub na kartki w kropki (przydatne do bullet journal). Do wyboru jest kilka kolorów okładek oraz dwie wielkości: A5 i A6.
Dodatkowe atrakcje: 5 przekładek tematycznych: planner dzienny i tygodniowy, finanse, notes, adresy. Nie wszystkie plannery mają wkładkę z planem dziennym, ale można sobie zamówić taki rodzaj wkładu, jaki jest potrzebny.
Szczegóły techniczne: organizer ze skóry ekologicznej, zapinany na zatrzask. Format A5 lub A6. Wkłady starczają od 2 miesięcy do roku użytkowania.
Opis: “doskonałe rozwiązanie dla osób, które potrzebują dokładnie rozpisać dzień od rana do wieczora. Każda ze stron stanowi harmonogram od 07:00 do 21:00, obok której znajduje się lista zadań do zrobienia oraz miejsce do rozpisania codziennych posiłków. Każdy dzień powszedni na osobnej stronie: harmonogram dnia, lista priorytetów i przestrzeń do rozplanowania posiłków. Sobota i niedziela razem na jedej stronie: notatki i przestrzeń do rozplanowania posiłków.”
Dodatkowe atrakcje: skrócony kalendarz na 2018 oraz 2019 rok oraz postanowienia noworoczne. Miejsce na ważne daty, kwartalne cele finansowe, zawodowe, prywatne i sportowe. Miejsce na warte uwagi książki, wydarzenia, miejsca i filmy na każdą porę roku. Widok miesiąca wraz z notatkami oraz miesięczny planner aktywności fizycznej, a także lista priorytetów na każdy miesiąc. Dodatkowo: kontakty oraz internetowe dostępy, ulubione przepisy kulinarne, monitoring wydatków, planner urlopu, notatki i kieszeń na drobiazgi.
Szczegóły techniczne: wymiary: 21x18cm, waga ok. 610g. 410 stron o gramaturze 80g/m2. Kolorowa, twarda okładka, spirala, dodatkowo tasiemka oraz gumka do zamykania.
Opis: “kalendarz o przejrzystym i funkcjonalnym układzie tygodnia na dwóch sąsiadujących stronach. Na początku każdego miesiąca jest miejsce do zaplanowania aktywności fizycznej oraz spisania priorytetów na nadchodzące tygodnie. Znajdziesz w nim także strony pozwalające wyznaczyć cele na cały rok, a także skupić się na krótkoterminowych zadaniach.”
Dodatkowe atrakcje: skrócony kalendarz na 2018 oraz 2019 rok, postanowienia noworoczne, miejsce na ważne daty, kwartalne cele finansowe, zawodowe, prywatne i sportowe. Oprócz tego warte uwagi książki, wydarzenia, miejsca i filmy na każdą porę roku. Widok miesiąca z miejscem na notatki, miesięczny planner aktywności fizycznej oraz comiesięczna lista priorytetów. Dodatkowo kontakty oraz najważniejsze internetowe dostępy, ulubione przepisy kulinarne, monitoring wydatków, planner urlopu, notatki i kieszeń na drobiazgi.
Szczegóły techniczne: wymiary 21x18cm, waga ok. 370g. 210 stron o gramaturze 80g/m2. Kolorowa, twarda okładka, spirala, dodatkowo tasiemka oraz gumka do zamykania.
Opis: “idealny dla osób, które potrzebują więcej miejsca na notatki w każdym tygodniu. Umieszczony na jednej stronie harmonogram tygodnia, sąsiaduje ze stroną przeznaczoną na notatki. Każdy z miesięcy poprzedza przestrzeń aktywności fizycznej oraz lista najważniejszych zadań na kolejne tygodnie. Planner zawiera również dodatkowe strony pozwalające skupić się na tym co najważniejsze w danym kwartale.”
Dodatkowe atrakcje: skrócony kalendarz na 2018 oraz 2019 rok, postanowienia noworoczne, miejsce na ważne daty, kwartalne cele finansowe, zawodowe, prywatne i sportowe. Oprócz tego warte uwagi książki, wydarzenia, miejsca i filmy na każdą porę roku. Widok miesiąca z miejscem na notatki, miesięczny planner aktywności fizycznej oraz comiesięczna lista priorytetów. Dodatkowo kontakty oraz najważniejsze internetowe dostępy, ulubione przepisy kulinarne, monitoring wydatków, planner urlopu, notatki i kieszeń na drobiazgi.
Szczegóły techniczne: wymiary 21x18cm, waga ok. 370g. 210 stron o gramaturze 80g/m2. Kolorowa, twarda okładka, spirala, dodatkowo tasiemka oraz gumka do zamykania.
Cena: 79zł.
Inne: w sklepie są też plannery (np. dzienny) w formie karteczek.
Opis: “Organizer składa się z poręcznego segregatora mieszczącego kartki w formacie A5. Do wyboru jeden z czterech kolorów segregatora. W środku znajdziesz 3 miesięczny wkład do organizera. Prezentujemy 4 różne wkłady, z których możesz wybrać jeden. 2 wkłady są w formacie planera tygodniowego, a 2 planera dziennego. Ponadto każdy wkład zawiera kalendarz roczny i planery miesięczne. W organizerze znajdziesz również przekładki (registry) na grupowanie projektów oraz czyste kartki na notatki.” Jeśli ten zestaw Ci nie odpowiada, możesz oddzielnie kupić segregator i interesujące Cię wkłady. Sam segregator odpowiada większości wkładów i innym akcesoriom o formacie A5 i w systemie 6 ringowym (dziurkowym). Kompatybilny z systemem Filofax oraz Memofix.
Dane techniczne: przy zestawie segregator + organizer dostajesz 6-ringowy segregator w formacie A5 w jednym z kilku kolorów, a do tego wkład z papieru 90g/m2 oraz przekładki.
Cena: 66 – 86 zł lub w zależności od wybranych opcji.
Opis: Planer w dwóch wersjach do wyboru: dziennej i tygodniowej. Daty uzupełnia się samemu.
Dane techniczne: format A5, zeszyt na spirali.
Cena: 39 – 42zł.
Inne: w sklepie jest naprawdę duży wybór różnych plannerów, list zadań, notatników i innych rzeczy związanych z planowaniem. Dla każdego coś dobrego! Są też wkłady / notesy do bullet journal.
Dlaczego ten? Bardzo kolorowy planner z dużą możliwością modyfikacji. Co ciekawe, “The Happy Planner™ można dowolnie wzbogacać o kolejne karty, zdjęcia, kieszonki, zakładki itp.” Występują w 3 rodzajach: big, classic i mini. Część z nich jest datowana i starczają na 18 miesięcy, część z nich nie ma dat i jest na 12 miesięcy. Możliwości jest naprawdę dużo, wiele okładek, wkładów i akcesoriów.
Dodatkowe atrakcje: na stronie nie ma zbyt rozbudowanego opisu tego, co znajduje się w środku. Wiem natomiast, że oprócz samego plannera można sobie dokupić dodatkowe wkłady, np. do prowadzenia budżetu.
Szczegóły techniczne: wszystkie plannery są na specjalnych ringach, które umożliwiają dowolne wkładanie/wyciąganie kart. Bardzie opisane jest to na filmiku:
Poza tym wiele zależy od rodzaju wybranego plannera. Ogólnie plannery mają sztywną, laminowaną okładkę i laminowane znaczniki miesięcy.
Planner Big ma wymiary: okładka – 23 x 28,5 cm; strony – 21,5 x 28 cm.
Planner Classic ma wymiary: okładki – 20 cm x 24,5 cm; strony – 18 cm x 23,5 cm.
Planner Mini ma wymiary: okładki – 14 cm x 19 cm (zbliżony do formatu A5).
Cena: w zależności od wybranej opcji, ok. 65 – 109zł.
Dlaczego ten? Miss Planner to tak naprawdę wiele różnych plannerów do wyboru: na cały rok, maxi, akademicki, na pół roku, premium, daily, bullet planner, ślubny, dog planner… Czego tylko dusza zapragnie. Porównanie oraz dodatkowe atrakcje najlepiej pokazuje tabelka (jest też na stronie sklepu):
Szczegóły techniczne: też większość widać w tabelce. Plannery są w formie organizera, do którego można dowolnie dokładać / wyciągać karty. Zarówno wkład, jak i wielkość i kolor organizera zależą od tego, co wybierzesz. Ten planner ma chyba największą gramaturę papieru – 115 – 120g/m2. Dzięki temu nie powinien przebijać. Organizer można kupić raz, a potem wymieniać tylko wkłady.
Cena: w zależności od wybranej opcji, ok. 79 – 209zł za zestaw, ok. 39 – 95zł za wkład do organizera.
Dlaczego ten? Niby kalendarz, ale jednak bardziej jak planner. W kalendarzu jest m.in. plan miesięczny oraz plan tygodniowy.
Dodatkowe atrakcje: cele i plany, listy to do, notes, rachunki i zobowiązania, plan oszczędzania i plany na 2019r.
Szczegóły techniczne: kalendarz w formacie B5, grubość ok. 1,5cm. Twarda, szyta okładka w dwóch kolorach do wyboru. W środku 3 tasiemki oraz koperta, 184 strony.
Dlaczego ten? Planner od Pani Swojego Czasu. Dopasowuje się do Twojego stylu planowania – łączy w sobie cechy planera, kalendarza i notesu w szare kropki.
Dodatkowe atrakcje: zależą tylko od Ciebie – planner oprócz części kalendarzowej ma także część notesową do samodzielnego uzupełniania (trochę jak bullet journal) i dodatkowo szablony, aby łatwiej było w nim rysować.
Szczegóły techniczne: 2 kolory okładki do wyboru, format B5, 296 stron, sztywna okładka, polska produkcja. Dodatkowo 3 kolorowe wstążki, kieszonka, gumka na długopis oraz gumka zamykająca.
Dlaczego ten? Duuuuża możliwość personalizacji – na stronie sklepu jest od razu link do ankiety / kreatora swojego przyszłego plannera. To właśnie ten planner był jednym z najbardziej chwalonych na grupach na Facebooku w tamtym roku. Jest także duża ilość plannerów tematycznych do wyboru.
Dodatkowe atrakcje: zależą tylko od Ciebie.
Szczegóły techniczne: także zależą od Ciebie. Format: A6, B6 lub B5. Ilość stron: 140 – 514, gramatura 80g/m2. Strony czarno-białe z kolorowymi elementami, okładka sztywna, pokryta laminatem (wzór można wybrać), do tego czarna spirala.
Dlaczego ten? Planner dzienny w formie książkowej lub na spirali. Starcza na 290 dni (daty uzupełnia się samemu).
Dodatkowe atrakcje: Plan miesięczny na 12 miesięcy, plan budżetowy na 12 miesięcy, lista ważnych wydarzeń i dat, lista kontaktów, lista książek, lista filmów, notatki.
Szczegóły techniczne: Format A5, do wyboru planner na spirali lub w formie książkowej. Okładka ze złoconym logo, punktowy lakier UV, folia ochronna matowa i złote klipsy. Środek: papier 90g/m2, zadruk czarno-biały.
Dlaczego ten? Nowy planner na cały rok, dla kobiet, które chcą mieć planner w stylu glamour. Do wyboru dwa kolory: jasnoróżowy i jasnoszary. Całość zapakowana jest w pergamin oraz w pudełko w kolorze plannera – idealnie na prezent.
Dodatkowe atrakcje: oprócz zwykłego plannera dziennego znajdziesz tam też: listę ważnych kontaktów, wykres postępów fitness, listę haseł dla zapominalskich, listę prezentów świątecznych oraz książek i filmów. Dodatkowo podsumowanie miesiąca oraz I kwartału 2019, roczny plan finansowy, ważne daty i wydarzenia, roczne plany i cele oraz 30-dniowe wyzwania.
Szczegóły techniczne: twarda oprawa w dwóch kolorach do wyboru, dodatkowo zabezpieczona metalowymi, złotymi okuciami narożników. Okładka jest pokryta niebrudzącą okleiną aksamitną i ma złote tłoczenia. Grzbiet jest szyty, a w środku znajdziesz kopertę oraz 2 tasiemki do zaznaczania. Papier 90g/m2, z zaokrąglonymi rogami.
Dlaczego ten? Półroczny planner w formie książkowej od Plannerki. Nazwa zobowiązuje, więc dostajesz coś w stylu autorskiego systemu planowania zawartego w fizycznym produkcie. Ma sporo miejsca na notatki, podsumowanie półrocza oraz kwartału, spis treści (+ pusty spis treści, aby rozpisać swoje notatki) i wiele innych bajerów. Można go używać w uzupełnieniu do innych produktów Plannerki.
www.plannerka.com
Dodatkowe atrakcje: tabela do rozpisywania celów, celownik do ich śledzenia, harmonogram tygodnia, arkusz “mój projekt”, plany: półrocza, kwartałów, miesięcy, tygodni i dni oraz arkusze na notatki. Na stronie Plannerki możesz także pobrać kilka arkuszy, aby zobaczyć jak wyglądają i czy to coś dla Ciebie.
Szczegóły techniczne: Planner półroczny w formacie A5. 384 strony, grubość plannera ok 2,9cm, całość szyta. Druk w odcieniach szarości, papier biały o gramaturze 90g/m2. W zestawie z plannerem dostaniesz także bloczek kartek samoprzylepnych, arkusz kolorowych naklejek i zakładkę.
Cena: 89zł.
Inne: na stronie znajdziesz sporo plannerów i innych przydatnych narzędzi np. w formie bloczków.
Dlaczego ten? Planner na 6 miesięcy, bez dat, na spirali. Do wyboru są trzy kolory okładki: czarno-biały wzór, turkus i szary.
Dodatkowe atrakcje: Plan roku i miesiąca. Postanowienia, plany, marzenia. Notatki, miesięczne cele i dobre nawyki, plan udanego tygodnia oraz tygodniowe zestawienie.
Szczegóły techniczne: planner półroczny w formacie A5, na sprężynie. W środku znajdziesz kolorową kartę tytułową, 192 strony o gramaturze 90g/m2 oraz zestaw naklejek.
Cena: 85zł.
Inne: na stronie znajdziesz też bloczki/notatniki do zapisywania listy zadań oraz takie z rozkładem dnia. Możesz też kupić je w zestawie z plannerem.
Dlaczego ten? Piękny planner do samodzielnego wpisania dat. Łącznie starczy Ci na 240 dni – jeśli zapisujesz średnio 20 stron na miesiąc, powinien starczyć Ci na rok. Wysyłany jest w pudełku, więc pakowanie na prezent jest z głowy 🙂 Co jest myślę bardzo oryginalne w tym plannerze to cytaty POLSKICH twórców: łącznie jest ich w plannerze aż 267.
Dodatkowe atrakcje: Całoroczne kalendarze skrócone na 2017/2018/2019/2020 rok oraz dwustronicowy plan na 12 miesięcy. Do tego planner celu ( x3), miejsce na początku i końcu kalendarza na napisanie listu do nas samych, miejsce na marzenia, miejsce na loginy i hasła, finanse w danym miesiącu oraz notatki. Dodatkowo sporo zdrowotnych atrakcji: miejsce na wpisanie aktywności fizycznej, liczby godzin snu oraz wypitej wody, pochwała codziennych przyjemności, plan posiłków oraz kontrola spożywanego glutenu, cukru oraz nabiału, a także miejsce na wpisanie zażytych leków/ dawki witamin oraz samopoczucia.
Szczegóły techniczne: Gruba, tekturowa okładka zabezpieczona aksamitną folią oraz metalowymi, złotymi narożnikami, oprawa szyta. Wzór na okładce: marmur; napisy tłoczone, wykonane metodą złocenia. Planner ma format A5 i waży około 0,5 kg. W środku ma dwie tasiemki. 330 stron na papierze o gramaturze 100 g/m²; środek – biało/czarny nadruk.
Dlaczego ten? Planner dzienny na 104 dni w formie kołozeszytu w twardej oprawie. Kilka rodzajów okładek do wyboru. Daty uzupełnia się samemu.
Dodatkowe atrakcje: 100 rzeczy które chcę zrobić w…. , lista ważnych kontaktów, telefonów, adresów, stron www….
Szczegóły techniczne: format B5, papier o gramaturze 80g/m2. Okładka twarda, pokryta folią, metalowe narożniki. W środku 2 wstążki oraz papierowa kieszeń.
Dlaczego ten? Dwie wersje do wyboru: planner tygodniowy i dzienny. Daty uzupełniasz sama, więc zacząć możesz w dowolnej chwili. Cena jak na taki planner też jest przystępna.
Dodatkowe atrakcje: kalendarz 2017, 2018, 2019, 2020, plan budżetowy (plan i realizacja), plan zajęć cyklicznych (np. lekcji, zajęć na uczelni), plan przyjęcia, urodzin, prezentów oraz planowanie projektów z podziałem na etapy. Oprócz tego znajdziesz tu tabele realizacji celu dzień po dniu, wykresy postępów, zdrowie, listy, kolekcje, przepisy, kontakty, numery kont, cytaty motywacyjne oraz strony do notowania (w kropki).
Szczegóły techniczne: planner dzienny starcza na pół roku, planner tygodniowy – na rok. Obydwa są w formacie A5, w twardej, foliowanej, matowej okładce. W środku znajdziesz dwie tasiemki oraz strony 100 g/m2 szyte nićmi – trwałe i dobrze otwieralne.
Dlaczego te? W większości minimalistyczne, oryginalne plannery. Jest kilka rodzajów do wyboru, więc nie będę psuć niespodzianki i po wybór zapraszam do sklepu. Jeśli wolisz jednak poszaleć z okładką są tam też plannery Magdaleny Tekieli:
Dodatkowe atrakcje: plannery są raczej minimalistyczne, więc wielu dodatkowych fajerwerków się raczej nie spodziewaj.
Szczegóły techniczne: w zależności od wybranego modelu.
Cena: w zależności od wybranego modelu, 79 – 135zł.
Inne: w ofercie są też np. plannery na biurko w formie bloczków czy zwykłe kalendarze. Z tego co wiem najbardziej lubiany jest Kalendarz “Papiery Wartościowe”.
Dlaczego te? Będą idealne dla tradycjonalistów – obie firmy mają długą historię tworzenia artykułów papierniczych, w tym znanych na całym świecie kalendarzy.
Dodatkowe atrakcje: w zależności od modelu, raczej nie spodziewałabym się fajerwerków.
Szczegóły techniczne: w zależności od wybranego modelu.
Cena: w zależności od wybranego modelu.
Wciąż nic? A może Bullet Journal?
Jeśli nic nie wpadło Ci w oko lub potrzebujesz czegoś indywidualnego, może warto zrobić sobie planner samemu? Kilka propozycji takich plannerów podałam wyżej, a tutaj dwa artykuły, które mogą Ci pomóc zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi:
Koniec! Mam nadzieję że wpis jest przydatny, jeśli tak – podaj go proszę dalej 🙂 A jeśli pominęłam jakiś warty uwagi planner – daj znać! Pochwal się też, który wpadł Ci w oko albo który masz już przetestowany i możesz podzielić się doświadczeniem – pomożesz innym w wyborze 🙂
Wszystkie zdjęcia w tym wpisie należą do twórców plannerów.
Jeśli chcesz rozwinąć swój biznes, blog, lub pasję trzeba to jakoś wcisnąć w dobę. Tylko jak? W końcu jest tyle innych obowiązków (i przyjemności), które tylko czyhają żeby pożreć cały Twój czas. Dziś więc będzie o tym, jak pracować wydajniej i nie zwariować. Bo umówmy się, nie sztuką jest pracować jak robot a potem po prostu paść i zniweczyć wszystkie swoje dotychczasowe działania. Trzeba podejść do tematu z wyczuciem 🙂 A więc:
Określ cele
Żeby pracować wydajniej warto wiedzieć nad czym tak naprawdę się pracuje. Brzmi dziwacznie, ale zastanów się:
czy masz tak naprawdę określony cel do którego dążysz,
czy jest określony poprawnie i
czy faktycznie jest to cel który Ci się podoba na tyle żeby o niego zawalczyć.
Niby banał, ale jeśli nie masz celu i strategii, to po prostu będziesz kręcić się w kółko w nadziei, że jakoś to będzie. Nieważne jak fantastyczny system produktywności poznasz i wdrożysz, będziesz po prostu szybciej kręcić się w kółko. Właśnie dlatego określenie celu jest kluczowe i od tego warto w ogóle całą przygodę zacząć. Więcej o celach pisałam tutaj, i serdecznie Cię tam zapraszam zanim przejdziesz dalej.
Jeszcze jedna sprawa odnośnie celów – szczególnie tych biznesowych. Jeśli chcesz je zrealizować, zapomnij o ustalaniu takich całorocznych. Więcej o tym pisałam już w podlinkowanym tekście, ale w skrócie chodzi o to, że taki roczny cel jest zbyt rozległy i nie motywuje. Dodatkowo rok w biznesie, szczególnie w biznesie online, to jest wieczność. Tutaj lata trzeba liczyć tak, jak psie, czyli 1 rok online = 7 lat “normalnego” życia. Przez ten rok wszystko może wywrócić się do góry nogami, dlatego zamiast celów rocznych proponuję ustalenie takiego na 3 miesiące. Po 3 miesiącach sprawdzasz sytuację i ustalasz kolejny cel. I tak zamiast 1, w ciągu roku osiągasz 4.
W kontekście oszczędzania czasu i wydajniejszej pracy ustalenie celu jest też ważne dlatego, że jeśli po prostu nagle dostaniesz wolną godzinę ekstra na pracę nad biznesem, a nie będziesz mieć żadnego planu, prawdopodobnie nie wykorzystasz jej efektywnie. Tak więc proszę nie płakać pod nosem tylko zacząć od podstaw 🙂
Opracuj strategię
Cel już jest, teraz pora na strategię. Tak po ludzku: co potrzebujesz zrobić, żeby ten swój cel osiągnąć? Wypisz sobie listę zadań, najlepiej od razu z podziałem na jednorazowe (np. wykupienie domeny i hostingu) i powtarzające się (np. odpowiadanie na ogłoszenia). Spróbuj zrobić ją jak najdokładniej, umieszczając wszystkie zadania i etapy prowadzące do celu. To ma być taka lista do odhaczania 🙂 Wypisz też, czego potrzebujesz: materiałów, wiedzy, pomocy fachowca…? Dzięki temu od razu zobaczysz, czego Ci brakuje i masz czas i możliwości żeby np. wpisać sobie to w budżet czy poszukać odpowiedniego źródła wiedzy.
Sprawdź, gdzie spędzasz czas
Po takim spisaniu całego planu powinnaś mieć już wstępną listę zadań, która pewnie Cię przeraża i wymaga pracy 28h/dobę. Tak przynajmniej wyglądało to u mnie. Z drugiej strony czasu na realizację nie ma zbyt dużo, trzeba więc zobaczyć z jakich czeluści doby można go odzyskać (odpowiedzią NIE JEST mniej snu!).
Zacznijmy od ustalenia jak teraz spędzasz czas. Pewnie wywracasz właśnie oczami, bo heloł, przebywam ze sobą całą dobę i chyba wiem co robię, prawda?! Też tak kiedyś myślałam, okazało się jednak, że wiedzieć a myśleć że wiesz to są dwie zupeeeełnie inne rzeczy. Dlatego właśnie proszę Cię, żebyś nie pomijała tego kroku. Proponuję eksperyment: przez tydzień używaj programu do śledzenia tego, jak spędzasz czas, i zapisuj tam dokładnie wszystko. Polecam do tego aplikację Toggl (jest darmowa) – można jej używać na komputerze, jest też aplikacja na smartfony. Po tygodniu powinnaś mieć piękny wykres tego, co i jak długo robisz. Tydzień to takie minimum, żeby eksperyment przyniósł miarodajne rezultaty – dzięki temu zahaczysz o różne dni i aktywności oraz weekend, wyrobisz sobie też mam nadzieję nawyk zapisywania wszystkiego i oswoisz się z tym systemem. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zapisywać wszystko przez dłuższy okres – wtedy wyniki powinny być jeszcze bardziej miarodajne. Ze swojej strony polecam jednak nie zatrzymywać się na tym etapie nie wiadomo jak długo, za to ustalić sobie taką tygodniową powtórkę raz na jakiś czas, żeby skontrolować co tam się u Ciebie dzieje w życiu i jak długo trwa.
Kiedy wykres Twojego tygodnia będzie już gotowy, pora na analizę. Czy widzisz coś, co można łatwo wyrzucić, zminimalizować lub oddelegować? Być może część obowiązków mógłby przejąć np. Twój partner? A może coś możesz robić inaczej żeby zaoszczędzić trochę czasu? Może dasz radę ograniczyć oglądanie seriali czy przeglądanie Facebooka i ten czas przeznaczyć na pracę? Na pewno patrząc na swój wykres przychodzą Ci do głowy jakieś pomysły. Z mojej strony powiem tylko, że warto jest patrzeć szeroko i podejść do zadania kreatywnie.
Taki eksperyment przyda się też, jeśli pracujesz jako freelancer, a cenę ustalasz także na podstawie czasu, jaki przeznaczasz na dany projekt. Nagle okazuje się, że np. korespondencja z klientem, poprawki, szukanie klientów czy rozliczanie wszystkiego to nie są takie pomijalne sprawy i warto to uwzględnić w cenie.
Ustal priorytety
Ustalenie co jest tak naprawdę ważne i przyniesie najlepsze rezultaty jest kluczowe – pisałam już o tym i będę to podkreślać bo niestety odczułam to mocno na własnej skórze. Bardzo długo biegałam od pożaru do pożaru i byłam na każde zawołanie, przez co nie miałam czasu na zajęcie się tym, co ważne, a pilnych spraw wcale nie ubywało, ba, było ich coraz więcej! Jedną z rzeczy, które mi pomogły była matryca zarządzania czasem z książki “7 nawyków skutecznego działania” Stephena Coveya(link partnerski). Polega to na tym, że najpierw właśnie patrzysz, jak spędzasz czas. Możesz go spędzać w jednej z 4 ćwiartek:
Jak widzisz, zadania dzielą się na:
pilne i ważne (ćwiartka I)
pilne i nieważne (ćwiartka III)
niepilne i ważne (ćwiartka II)
niepilne i nieważne (ćwiartka IV).
Idealnie by było większość czasu spędzać w ćwiartce II, bo wtedy wciąż się rozwijasz, dostrzegasz i zapobiegasz pożarom zanim się rozwiną. To właśnie w tej ćwiartce biegają jednorożce i rozdają całusy oraz złote karty kredytowe. Problem z nią jest taki, że ciężko się do tej ćwiartki przebić kiedy zalewają Cię pilne sprawy oraz to, że trzeba umieć ustalić co jest tak naprawdę ważne i mieć odwagę i determinację żeby się tym zająć (heloł, prokrastynacja!).
Sprawdź sobie, w której ćwiartce obecnie spędzasz najwięcej czasu. U mnie była to ćwiartka I (pilne i ważne) a potem z powodu wyczerpania ćwiartka IV (niepilne i nieważne). Dzięki temu byłam cały czas zestresowana (zrób wszystko na wczoraj!) i przemęczona, więc w wolnym czasie najchętniej nie robiłabym nic. Raczej kiepskie warunki do rozwoju. Mam nadzieję, że u Ciebie wygląda to lepiej!
Tutaj takapusta tablica do pobrania – możesz jej użyć do sprawdzenia, jak wyglądało to u Ciebie dotychczas oraz do planowania nowych zadań i sprawdzania, czy zajmujesz się tym, co trzeba. Nie musisz robić tego przy każdym planowaniu tygodnia/miesiąca, ale znów – warto od czasu do czasu skontrolować, czym się zajmujesz. Tym razem dobrze by było gdybyś użyła jej do sprawdzenia, w której ćwiartce Ty spędzasz czas i co jeszcze możesz zmienić/wyrzucić ze swojego dnia żeby zrobić tam więcej miejsca na to, co ważne. Możesz albo porozdzielać konkretne czynności ze swojego tygodniowego wykresu albo np. zsumować tylko czas, który poświęcasz na każdą kategorię obecnie i wpisać do tabelki tylko konkretnie ile czasu spędzasz w której ćwiartce.
Sprawdź też jeszcze raz swoją listę zadań do celu – czy są tam pozycje, które naprawdę Cię do niego przybliżą i dadzą realne rezultaty? To szczególnie ważne także dlatego, że lubimy znajdować sobie działania zastępcze. Coś bezpiecznego, jak np. dopracowywanie grafiki na stronę czasem kusi bardziej od wysłania oferty do potencjalnego klienta. Tylko pytanie – co bardziej wpłynie na Twój biznes? Postaraj się zrobić taką selekcję, tak żeby swój cenny czas przeznaczać na to, co najważniejsze – w końcu zgodnie z zasadą Pareto 20% tego co robisz przyniesie 80% wyników. Jeśli chcesz się szybciej rozwijać warto mieć świadomość tego, czym u Ciebie jest te 20%.
Do pozostałych pozycji wypisz sobie czas, jaki zajmie Ci wykonanie każdej z nich. Możesz posiłkować się swoim wykresem, jeśli już coś podobnego robiłaś, lub wpisać czas orientacyjnie a potem poprawić dane na następny raz. Ważne: jeśli coś zajmie Ci dużo czasu (np. zaplanowanie nowej kolekcji w sklepie), podziel to sobie na mniejsze zadania – inaczej nigdy nie zajmiesz się takim wielkim projektem, bo raczej nie znajdziesz 12 godzin naraz na pracę. Spowoduje to tylko przygnębienie, przytłoczenie i poczucie winy że się za coś nie zabierasz. Za to jeśli podzielisz to na jasne, mniejsze kroczki, będzie łatwiej po prostu siąść i jeden z tych kroczków wykonać, popychając cały projekt do przodu.
Zaplanuj czas na pracę
Dobrze. Powinnaś już wiedzieć, co i ile czasu robisz, gdzie można uszczknąć trochę czasu oraz mieć całkiem fajną listę zadań wraz z szacowanym czasem wypełnienia kolejnych pozycji. To znaczy że mamy już podstawy, teraz pora na mięsko. Znów działamy zgodnie z zasadą, że kiedy nie planujesz, robisz to, co pilne – a pilne rzadko kiedy jest ważne. No to planujemy! Wytłumaczę na przykładzie planowania tygodniowego, jeśli Ty planujesz w inny sposób, śmiało dostosuj tę metodę do siebie.
Krok 1
Każdego tygodnia poświęć około 20-30 min na zaplanowanie kolejnych 7 dni. Zacznij od wpisania tego, co musi się tam znaleźć i jest niezbędne – na przykład praca i dojazd do niej, gotowanie, wizyta na siłowni itp. – dla każdego będzie to co innego. Tutaj znów przyda Ci się wykres tego co i jak długo zwykle robisz i już okrojona, ulepszona wersja.
Krok 2
Zaplanuj sobie (i wpisz do kalendarza!) czas tylko na zajęcie się swoim biznesem – przynajmniej raz w tygodniu. Ważne, żeby było to w miarę o tej samej porze co tydzień, przynajmniej 2 godziny (lepiej więcej, ale wiadomo że czasami jest jak jest), kiedy skupiasz się tylko i wyłącznie nad tym, co masz do zrobienia. Żadnych powiadomień, rodziny wpadającej na chwilę, Facebooka itp. Tylko Ty i skupiona praca. Wpisz sobie to do kalendarza, daj znać komu trzeba i działaj! Być może będziesz potrzebowała taki czas wyznaczyć sobie w weekendy, wstać wcześniej lub pójść spać później lub jeszcze inaczej wpasować ten blok czasu w swój dzień, ale ważne żeby potraktować to poważnie – tak jak pracę czy wizytę u lekarza.
Krok 3
Nauczyłam się go od Debory z tego filmiku – wcześniej stosowałam coś podobnego intuicyjnie, ale jednak świadome stosowanie to zupełnie inna bajka 🙂 Polega to na tym, że zerkasz na swój już wypełniony kalendarz i sprawdzasz, gdzie jeszcze masz wolne chwile. Na przykład wiesz, że praca i dojazd z pracy zajmą Ci tyle a tyle czasu, potem czeka Cię obiad itp., więc na zadania okołobiznesowe możesz poświęcić tylko powiedzmy godzinę dziennie. A skoro godzina, to zerkasz na listę zadań i patrzysz, co w tym czasie możesz zdziałać.
Tak samo widzisz, że między jednym obowiązkiem a drugim masz 15 minut – znów możesz zerknąć na swoją listę i wpisać konkretne zadanie które uda Ci się wykonać w tym czasie. Dlatego też właśnie tak Cię zachęcałam do dzielenia dużych zadań na mniejsze – umożliwia to zjedzenie słonia po kawałku (tak smakuje najlepiej).
Ulepszenie systemu
Kilka wskazówek, jak jeszcze bardziej ulepszyć całość, żeby pracować wydajniej i mieć więcej czasu:
Social media
Jednym z największych pożeraczy czasu są social media. Przy prowadzeniu bloga czy biznesu są niezbędne, więc nie da się ich tak po prostu wyrzucić z życiorysu. Proponuję tutaj technikę (i aplikację) Pomodoro. Czyli ustawiasz sobie jednego “pomidorka” który trwa 25 min i to jest Twój czas na odpowiedzenie na komentarze, interakcje itp. Dzięki takiemu ograniczeniu ja przynajmniej od razu przechodzę do rzeczy i nie przesuwam po prostu bezmyślnie myszką. Pomaga też w ograniczeniu ilości stron, które komentujesz i obserwujesz oraz grup, w których się udzielasz. Oczywiście w razie potrzeb możesz ustalić dla siebie inny czas, w zależności od ilości miejsc które musisz odwiedzić, ilości komentarzy itp. Ważne, żeby mieć właśnie takie ograniczenie i dać sobie troszkę mniej czasu, niż faktycznie jest potrzebne. Poza tym social media czy odpowiadanie na komentarze na blogu to jedno z tych zadań, które całkiem fajnie robić “w locie” – czyli np. w komunikacji miejskiej czy w kolejce na poczcie. Dzięki temu w domu, kiedy masz większe szanse się skupić i masz dostęp do komputera, możesz ten czas wykorzystać na inne zadania.
Planowanie postów też może okazać się pomocne. Dzięki temu raz na – powiedzmy – tydzień planujesz co chcesz przekazać i potem tylko o odpowiedniej porze samo się publikuje lub dostajesz powiadomienie żeby nacisnąć kilka przycisków i post gotowy. Kiedyś byłam temu przeciwna, bo jak to tak, zero spontaniczności, relacji w tym! Wszystko powinno być publikowane w danym momencie i być szczere i ja nie wiem jak bardzo cynicznym trzeba być żeby tak sobie planować to, co chcesz powiedzieć za tydzień! Phi! Teraz już zmądrzałam – dzięki temu, że planujesz, możesz od razu “na fali” napisać posty/newsletter promujące Twój najnowszy wpis na blogu czy produkt – dzięki temu moim zdaniem wychodzą właśnie bardziej naturalnie. Oszczędzasz też czas bo robisz wszystko hurtowo i nie ma takich głupich przerw kiedy jesteś zbyt zaganiania lub nie masz weny i przez 3 tygodnie nie piszesz nic. A co do spontaniczności i relacji – właśnie dzięki planowaniu masz potem każdego dnia czas żeby podtrzymywać relacje zamiast głowić się nad tym, co napisać. Nic nie stoi też na przeszkodzie żeby dodać jakiś wcześniej nieplanowany post 🙂 Plan można zmienić, ale warto go mieć.
Grupowanie podobnych zadań
Grupowanie podobnych zadań powinno być Twoim przyjacielem. Tak jak w przypadku zaplanowania postów w mediach społecznościowych, tak i w przypadku innych zadań pozwala to na złapanie wiatru w żagle i bardziej efektywne wykorzystanie czasu. Wiesz że przeskakiwanie z zadania na zadanie jest jedną z najgorszych rzeczy, które możesz zrobić dla swojej produktywności? Jeśli w jednej chwili piszesz artykuł a w drugiej sprawdzasz maila, po czym znów wracasz do pisania ale dostajesz powiadomienie w telefonie i lądujesz na 5 minut na instagramie… Twoja produktywność może spaść nawet o 40%. Tutaj artykuł na ten temat (po angielsku) z kilkoma kolejnymi poradami, w którym też podlinkowane jest badanie, z którego zaczerpnęłam te dane. Warto więc wykorzystać te dane na swoją korzyść i postarać się jak najbardziej zgrupować swoje zadania. Jeśli np. masz do wykonania grafiki na ten i przyszły tydzień, zrób je w miarę możliwości za jednym zamachem – jeden raz otwierasz program, edytujesz, zapisujesz i gotowe. Tak samo ze zdjęciami – jeśli potrzebujesz zrobić takie na social media i do sklepu internetowego – też postaraj się zrobić je tego samego dnia. Dzięki temu tylko raz potrzebujesz wyciągnąć i schować cały sprzęt, możesz obrobić je za jednym zamachem i jesteś wolna od brzydkiej pogody i światła w następnych dniach. Są ludzie, którzy praktykują tematyczne dni i bardzo sobie to chwalą – czyli np. jednego dnia zajmują się księgowością, innego pracą z klientami itp. Jeśli możesz sobie na to pozwolić to też warto taką opcję rozważyć 🙂
Cisza i spokój
Inne badanie na temat produktywności mówi z kolei, że przeskakiwanie z jednego zadania na drugie kosztuje za każdym razem nawet do 25 minut, bo tyle potrzebuje mózg żeby znów w pełni się na czymś skupić. Tak naprawdę tylko kilka procent ludzi potrafi “bawić się” w multitasking, więc jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie jesteś jednym z nich. Poruszam ten temat po to, żeby zachęcić Cię do zajmowania się tylko jedną sprawą naraz i nie przeskakiwania z karty na kartę w przeglądarce. Szczególnie podczas swoich dwóch (lub więcej) godzin dla biznesu w tygodniu postaraj się skupić się tylko na tym, co masz zaplanowane. Wyłącz telefon i powiadomienia, nie otwieraj maila, w miarę możliwości poproś rodzinę żeby Cię w tym czasie nie rozpraszali. W tym przypadku odradzam też technikę Pomodoro którą tak często się poleca – będzie to kolejny rozpraszacz. Jeśli siedzisz kilka godzin – jasne, zrób sobie przerwę i poruszaj się, ale jeśli jest to tylko krótki czas który możesz poświęcić raz w tygodniu to warto sobie zaplanować gimnastykę po, dodatkowo.
Kilka narzędzi, które mogą Ci się przydać:
Wspomniany już wcześniej Toggl do sprawdzenia, jak spędzasz czas
Asana, Trello lub Nozbe do tworzenia listy zadań (lub jakakolwiek inna aplikacja, która Ci pasuje)
Papierowy planner – często na papierze łatwiej się myśli i planuje a także nie ma tylu rozpraszaczy co na ekranie.
Pomodoro – żeby nie siedzieć zbyt długo w social mediach
FB feed eradicator – darmowa wtyczka do Chrome, która tymczasowo zablokuje Ci tablicę na Facebooku, żeby nie kusiła
Station – darmowa aplikacja, która pozwoli Ci mieć najczęściej używane programy (np. gmail, dysk google, asana, canva…) w jednym miejscu i może ograniczyć przerzucanie się między zakładkami.
Pamiętaj, że to system jest dla Ciebie, a nie Ty dla systemu. Nie musisz robić wszystkiego na 100% – nawet to odradzam. Zaplanuj sobie czas na wypoczynek, nie wypełniaj swoich dni co do minuty. Szczególnie uważaj z 3 krokiem systemu, łatwo tu przesadzić. Pamiętaj, że większa produktywność to nie jest dłuższe siedzenie, bycie wiecznie zajętym i zestresowanym i wyrabianie kolejnych targetów. Wydajniejsza praca to mądrzejsza praca, ma służyć do takiego rozplanowania wszystkiego i wykonania najważniejszych zadań, żebyś miała czas na odpoczynek i na to co lubisz. Czas wolny też jest ważny i nie zapomnij wpisać go w swój plan! Pamiętaj także o buforach czasowych – możesz sobie wpisać w kalendarz że idealnie skończysz projekt w piątek, ale nie ustalaj tego jako dzień odbioru projektu przez klienta, bo wystarczy że zadzieje się życie i kicha. Czasami też warto pogodzić się z tym, że Twoje priorytety są w tym momencie inne i nie uda Ci się poświęcić swojemu biznesowi tyle czasu, ile byś chciała. Zastanów się wtedy, czy dasz radę się w ogóle za to zabrać i robić minimum. Jeśli tak, nie denerwuj się i nie obwiniaj jeśli nie idzie tak szybko, jakbyś chciała. To znaczy, że masz ważniejsze sprawy w soim życiu w tej chwili i to jest okay! Nie da się robić wszystkiego naraz. Dostosuj swój plan do siebie teraz i działaj! 🙂
W tym miesiącu same linki – dużo czytałam i oglądałam, jednak nie jest to nic godnego polecenia, więc nie będę tracić Twojego i swojego czasu. Zamiast czytać o tym co uważam za mocno średnie może znajdziesz dla siebie coś ciekawego poniżej.
Właściwie filmy fajne się trafiły, ale w świetle ostatnich afer w Hollywood jestem na cały przemysł obrażona i na razie niczego nie podaję dalej. Jeszcze nie wiem co zrobię, na razie mam focha. Co Ty o tym wszystkim sądzisz?
Tak więc dziś tylko linki! Wszystkimi fajnymi dzielę się też na Twitterze – jeśli chcesz, zapraszam do śledzenia 🙂 A tu już obiecane artykuły:
Monika o tym, jak ważne jest podpisywanie się imieniem i nazwiskiem w mailach – ciekawy artykuł, cieszę się że poznałam jak to wygląda od drugiej strony. Mnie to akurat denerwuje ale dzięki Monice już wiem, że tak trzeba 😀 Pamiętam jak mailowałam w stylu “business casual” ze znajomym, który ma firmę – KAŻDY mail zaczynał się od “Dzień dobry” (nawet jeśli było ich 3+ dziennie) i kończył na “Pozdrawiam, Imię Nazwisko”. Domyślam się że to po prostu szablon, ale mierziło mnie to strasznie. Zresztą za każdym razem jak widzę tyle podpisów to od razu jest +50 do powagi sytuacji. Z drugiej strony, szczególnie jeśli zawierasz jakiekolwiek umowy / ustalasz coś mailowo, to taki podpis na dole jest dodatkowym zabezpieczeniem w razie gdyby coś poszło nie tak. Bez takiego podpisu można się sprzeczać że to ktoś inny napisał i ustalenia są nieważne… No nic, trzeba się będzie przemóc. Dziękuję, Moniko!
Znów Ania, tym razem o suplementach. Jako Polacy kochamy suplementy, więc temat myślę interesujący 🙂 Patrząc na to, co wyrabia Robert Lewandowski to chyba Ania wie co mówi 🙂
Dorota o stylach w modzie – ciekawa lektura! Lubię poznawać różne style i jak to powinno wyglądać. U mnie jest totalny miszmasz 🙂 Z podanych we wpisie jedynie normcore nie zabrałabym w całości 🙂
Ostatnie miesiące upłynęły mi pod znakiem 3,5 miliona obowiązków dziennie i małych chwil wytchnienia pomiędzy. Chyba trochę podobnie do Natalii, z tym że ja nie wypoczywam dobrze z aparatem w ręku, więc zdjęć tradycyjnie nie mam wielu. W każdym razie udało mi się złapać kilka chwil na plaży:
I w lesie:
Jestem absolutnie zakochana w tym kawałku poszycia!
Dodatkowy plus za to, że tuż obok rosły takie cuda:
A tu… był prawdziwy sprawdzian “dorosłości”: biegać po tych kłodach nad wodą czy jednak nie narażać siebie i telefonu na nieprzyjemne spotkanie?
Wszystko pięknie i wspaniale, dopóki w krzakach nie odkryjesz takiej oto głowy na patyku:
Tam obok jest miejsce pracy m.in. osoby która włazi na maszt i sprawdza czy przypadkiem coś nie płonie, więc przypuszczam że panowie którzy tam pracują robią sobie po prostu nawzajem takie żarty.
Udało mi się też w końcu załapać na maliny z własnego ogródka! Tych letnich zjadłam – uwaga, uwaga! – pół sztuki – i to tylko dlatego że odgryzłam te pół robalowi który już się tam zagnieździł, ale byłam zdeterminowana! Cała reszta niestety była na stracenie. Za to te jesienne maliny udały się w tym roku wybornie! Zupełnie odwrotnie do jeżyn – w tamtym roku pięknie się udały, w tym roku nie za bardzo. Jak tam Twoje zbiory?
Oprócz tego piłam koktajle owocowo – warzywno – superfoodowe i mam kilka smacznych przepisów jeśli jesteś zainteresowana!
No i znów na tapet wróciły pieczone w domu chleby. Tutaj też mam dla was przepisy, jeden na taki normalny chleb jaki widzicie poniżej, a drugi na chleb z kaszy gryczanej, dozwolony na większości diet. Daj znać czy wrzucać 🙂 Miło jest wrócić do pieczenia w domu, ostatnio tego nie było bo z jakimś produktem przyniosłam do domu mole zbożowe i efekt był taki że trzeba było wyrzucić duuuużo drogich mąk i ogólnie jedzenia. W tej chwili zapasy są już uzupełnione 🙂
Międzyzdroje
W Międzyzdrojach byłam dosyć częstym gościem. Jako introwertyk sama się dziwię temu jak dobrze czuję się w takim tłumie. W tym roku trochę zmieniłam restauracje w których przeważnie jadam. Najczęściej stawało na Avocado.
Avocado to dziwne stworzenie. Z jednej strony jest super opcja zjedzenia domowego posiłku w przystępnej cenie, są ciekawe opcje wegetariańskie i pyszne ciasta, z drugiej strony wszystko jest bardzo nierówne i mocno się przez cały sezon zmieniało. Ale od początku: pierwsze co mnie skusiło to ciasta (zdjęcie akurat mało apetyczne, ale ciasta super!):
Duży wybór, domowe, sezonowe, wielkie kawałki. Ciasto za pierwszym razem było przepyszne, a jeden kawałek (za 10zł) spokojnie starczył dla dwóch osób. Za drugim razem ciasto było sprzedawane już jakoś dziwacznie na wagę, i było poprawne. Za trzecim razem kawałki wróciły do swojej dawnej wielkości, ale można było wyczuć że ser chciał z tego sernika jak najszybciej uciec. Wystrój:
Do ciasta piłam przeważnie herbatę z malinami lub imbirem. I znów: raz była pyszna, z dużą ilością imbiru/owoców, z miodem (płynnym, ale zawsze) z boku do samodzielnego dosłodzenia. Kolejnym razem imbiru praktycznie nie było, był za to sztuczny i słodki syrop imbirowy. Kolejnym razem wszystko wróciło do normy. I bądź tu człowieku mądry 🙂
Tak samo z daniami obiadowymi: jedne były bardzo smaczne (jak np. gołąbki wegetariańskie), inne całkiem, całkiem (jak np. zwykłe gołąbki) a inne zupełnie nietrafione (jak barszczyk czy burger). Burger np. wyglądał tak – dobrze widzisz, nie ma bułki – kotlet i ser:
Jeśli masz ochotę na burgera to polecam pobliską Inną Bajkę. Do tego frytki w filiżance i można się najeść 🙂 Zdjęcie bardzo bardzo nie oddaje smaku i wyglądu, a szkoda.
Bardzo dobre były też naleśniki ze szpinakiem i fetą. Ciekawe są też dania dnia, chociaż niektóre tylko dla odważnych. Ta restauracja ma też po prostu swój klimat, leci w niej muzyka w tym stylu:
a jeśli będziesz mieć szczęście to obsłuży Cię przystojny kelner 🙂
Częstochowa
W Częstochowie mam właściwie do polecenia tylko Lunchownię. To miejsce dobre dla osób które nie tolerują lub nie chcą jeść glutenu – wszystko tam jest bezglutenowe, dodatkowo jest sporo opcji wegetariańskich i wegańskich.
W internecie widziałam bardzo mieszane opinie, ale powiem szczerze że jak na miejsce do którego mogę przyjść i nie martwić się za bardzo tym co zamawiam – należy się 5 z plusem!
Bardzo ładny wystrój (i idealne na Instagramowe tło stoliki), przemiła obsługa i jedzenie naprawdę smaczne jak na tyle dietetycznych ograniczeń. Pamiętajcie tylko że bułka bezglutenowa w burgerze nie będzie taka sama jak zwykła burgerowa bułka, a coś co nie ma glutenu, jajek, mleka krowiego, x,y,z, nawet jeżeli nazywa się “tortilla”, to smakować będzie jednak trochę inaczej niż standardowa wersja 🙂 No i smacznego!
Tak wygląda na przykład Tortilla z kurczakiem:
Quiche:
Czekolada na mleku sojowym (wiem, wiem):
Co oprócz tego?
Bardzo miłym akcentem była kartka z Australii od przyjaciółki, tutaj sfotografowana już nad polskim morzem. Przyszła akurat w trudnym dla mnie momencie więc tym bardziej jest bardzo cenna <3 Kiedyś tam pojadę!
Tak się zdarzyło że niedługo potem zalogowałam się na Instagram osoby z Australii i pokazało mi dystans 14 164 km. Ha!
Dostałam też ulotkę z gatunku takich których się od razu nie wyrzuca tylko zostaje w głowie… Co o niej myślisz?
Kot
Wciąż tak naprawdę zastanawiam się na ile Puchokot to kot. Na moje oko ma w sobie geny m.in. oposa, wiewióra, pstrąga, rekina, velociraptora, gremlina i dopiero na końcu kota. No ale mniejsza z tym, kot się zachowuje tak:
Czy tak:
Jeśli chcesz być na bieżąco z Puchokotem, zapraszam do polubienia mnie na Facebooku. Ostatnio pisałam też m.in o reklamach Facebooka:
Wrzucam tam też powiadomienia o nowych darmowych zdjęciach, grafikach itp.
Obejrzane
Po raz kolejny obejrzałam “Marsjanina” z Mattem Damonem w roli głównej. Chociaż na codzień nie przepadam za science fiction, to tutaj mi to absolutnie nie przeszkadza. Uwielbiam poczucie humoru, podejście do życia głównego bohatera i jego niezłomność. Tacy bohaterowie to moi ulubieńcy! No i to jest film, w którym Sean Bean nie umiera. Oto trailer, chociaż uważam że film jest lepszy niż zwiastun (o dziwo!):
Obejrzałam też “Powiernika królowej” – również polecam jeśli lubisz tego typu filmy i odpowiada Ci humor jak w zwiastunie:
W przypadku “Powiernika…” akurat konwencja i reżyseria nie zawsze odpowiadała mi w 100%, poza tym w jednym momencie (kiedy królowa wychodziła z chatki munshiego) miałam bardzo mocne odczucie że jest to po prostu recytowany w przebraniach tekst. Tak, na tym trochę polega film, ale w tym momencie albo coś nie zagrało z nagrywaniem dźwięku lub z ujęciem kamery ale bardzo mnie to uderzyło i wybiło z rytmu.
W obydwóch filmach widać jak bardzo problemy społeczne wpływają na to, co się dzieje w kulturze. W przypadku “Marsjanina” obsada jest bardzo poprawna politycznie – mamy odpowiednią ilość kobiet i osób różnych ras, a wszyscy pracują razem ponad podziałami. W przypadku “Powiernika Królowej” z kolei mamy do czynienia z problemem podejścia Europy Zachodniej do Islamu. Na podstawie dawnych wydarzeń film stara się trochę odczarować to wrogie podejście. Niby nic, ale dobrze jest zauważać takie rzeczy 🙂
Przeczytane
Prawda jest taka, że mam mnóstwo rozgrzebanych poradników. W pewnym momencie mi się przejadły. Lubię czytać dla przyjemności, a nie zawsze po to żeby się rozwijać! ulepszać! uczyć! dawać-dawać-dalej-do-przodu! W pewnym momencie powiedziałam sobie dość i rzuciłam się po prostu na lektury łatwe i przyjemne. Większości z nich nie ma tak naprawdę co opisywać bo były średnie lub nawet trochę poniżej średniej.
Jedna z książek które zasługują na uwagę to “The gift of darkness” napisana przez Valentinę Giambanco. Dawno dawno temu była darmową książką tygodnia na iBooks i tak sobie leżała i czekała aż przyjdzie jej kolej. Miałam do niej kilka podejść, ale początek (a nawet ponad połowa) książki bardzo wolno się rozwija i przygnębia zbrodniami już na samym początku, więc jakoś ciężko mi było się w nią wgryźć. Za to kiedy już się wgryzłam całkiem przyjemnie się ją kończyło. Jeśli lubisz thrillery i detektywów pracujących nad znalezieniem morderców i nie przeszkadza Ci dosyć długie rozkręcanie się akcji, warto sprawdzić tę pozycję. A ja bardzo, bardzo proszę o wszelkie rekomendacje książkowe – przydadzą mi się na jesienne wieczory!
Marta pisze o dniu naleśnika – dopada i mnie! Najgorsze jest to, że jeśli go zbagatelizuję lubi się przeciągnąć na kolejny dzień, potem na tydzień, a jak i to nie pomoże to zmienia się w chorobę. Serio! Dlatego jeśli tylko możesz #niewalczznaleśnkiem.
Fit & healthy:
Kurczak po indyjsku z Lidla! Bardzo dobry. Robiłam go już 3 razy i pewnie byłby nawet lepszy, gdybym chociaż raz pamiętała o tych orzechach nerkowca. Rozgrzewa, więc idealny na jesień 🙂
Uwielbiam zaglądać innym w talerz! Też tak masz? No to jest okazja zajrzeć do Kameralnej i podejrzeć przykładowy jadłospis. Na pewno wypróbuję faszerowaną paprykę i krem czekoladowy!
SUP u Lifemanagerki – jaaakie super! Dopisuję do listy sportów do spróbowania. W głębi duszy, jako inne życie” o którym pisał Andrzej Tucholski, mogłabym być właśnie takim zwierzęciem wodno-plażowym, z wiankiem i kwiatami na głowie, mnóstwem bransoletek na ręku, w koronkowych zwiewnych ubraniach z frędzelkami, ćwiczyć sobie jogę i zarabiać na byciu piękną podróżującą blondynką 😀 coś jak Boho Beautiful. Nie wyszło mi to za bardzo, ale hej, SUPa mogę spróbować!
“Blog jest konieczny do prowadzenia biznesu! To taki magiczny twór który zapewni Ci sponsorów, klientów, jachty i dożywotnie dostawy czegokolwiek Twa blogerska dusza zapragnie!”. Ręka do góry kto coś takiego słyszał zakładając biznes?
Blog faktycznie jest fantastycznym tworem i może Twojemu biznesowi pomóc. Jeśli masz chęć i możliwość to jasne – startuj choćby dzisiaj! Ta machina działa jednak najlepiej, jeśli ten blog faktycznie regularnie prowadzisz i masz na niego pomysł. Jeśli są to tylko 3 wpisy sprzed 3 lat to możesz niestety uzyskać odwrotny efekt. I tu jest właśnie pies pogrzebany, bo każdy namawia do zakładania bloga, ale już nie każdy bierze pod uwagę Twoją unikalną sytuację.
Możesz mnie teraz zjeść, ale moim zdaniem nie zawsze blog jest potrzebny i nie zawsze jest najmądrzejszą decyzją. Jest wiele innych metod, które działają, po prostu trzeba je dopasować do siebie i swojego biznesu. Chciałabym, żebyś dzięki temu wpisowi potrafiła powiedzieć, czy blog jest na ten moment rozwiązaniem dla Ciebie, jaki jest pierwszy krok jeśli tak i co innego możesz zrobić, jeśli nie.
Tak gwoli ścisłości: pisząc “blog” mam na myśli taki twór, który składa się głównie z tekstów i zdjęć, i jest prowadzony regularnie (a przynajmniej powinien 😉 ). To tak żeby nie było nieporozumień 🙂 To co, do dzieła! Pytania, które warto sobie zadać przed założeniem bloga dla biznesu.
No i po co Ci to, kobito?
Po pierwsze, określ sobie cel. Po co Ci blog? Jakie funkcje miałby pełnić? Jaki jest jego cel? Czy jest to na przykład sposób na:
promocję Twoich usług?
pokazanie Ciebie jako eksperta?
budowanie społeczności wokół Twojej marki?
podbicie Twojej strony w wyszukiwarkach internetowych?
współpracę z innymi markami / osobami?
może jeszcze coś innego?
Spisz sobie 1-2 cele, w których osiągnięciu ma Ci pomóc blog. Świadomość tego po co Ci on pomoże w ustaleniu czy faktycznie jest Ci potrzebny. Kiedy masz już cel, pora zastanowić się jak go osiągnąć. Inaczej będzie to wyglądało jeśli chcesz blog który pomoże w SEO, a inaczej, jeśli głównym celem jest np. znalezienie fantastycznych osób do współpracy. To też dobry moment na spisanie wszystkich innych, pozablogowych pomysłów, które przychodzą Ci do głowy. Przy okazji możesz też wypisać sobie, czego jeszcze nie wiesz na dany temat – dzięki temu szukając informacji czy kupując kolejne kursy będziesz wiedziała co tak naprawdę jest Ci potrzebne i nie wpadniesz w pułapkę robienia i uczenia się wszystkiego i niczego 🙂
Np. jeśli Twoim głównym celem będzie wysoka pozycja Twojej strony w wyszukiwarkach, wiesz już że musisz się skupić na SEO i informacji / pomocy na ten temat szukać. To będzie Twój priorytet przez jakiś czas, i warto skupić się na tym, zamiast rzucać się jednocześnie na instagram i perfekcyjne robienie zdjęć telefonem. Na to przyjdzie czas, zacznij od tego co uznałaś za priorytet 🙂 Tak samo z blogiem – jeśli nie jest to w tym momencie ważne dla Ciebie i Twojego biznesu – zajmij się tym co jest ważne.
Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czy jesteśmy sami w kosmosie? + inne pytania egzystencjalne
Wiesz już co chcesz osiągnąć. Teraz zastanów się, jakie są Twoje mocne strony, predyspozycje i ograniczenia.
Po pierwsze: jak lubisz tworzyć? Pisać, tworzyć grafiki lub robić zdjęcia, mówić…? Jeśli dopiero zaczynasz, zacznij od formy, która jest dla Ciebie najłatwiejsza – to zwiększy prawdopodobieństwo, że w tym wytrwasz. Jeśli nie cierpisz pisać to może klasyczny blog nie jest znów takim najlepszym pomysłem?
Kolejna sprawa: czy odnajdujesz się w technicznych sprawach lub masz kogoś (i budżet) do pomocy? Jeśli lubisz żeby było szybko i ładnie, jesteś estetką i perfekcjonistką, a jednocześnie nie masz za grosz cierpliwości do dłubania w stronie ani budżetu lub kogoś do pomocy… to weź to pod uwagę biorąc się za blogowanie i ewentualnie wybierając do tego odpowiednią platformę 🙂 Wiele razy widziałam biznesy, np. związane z rękodziełem czy grafiką, gdzie jednak efekt wizualny jest bardzo ważny, i blogi rozdłubane, z jednym wpisem i sfrustrowaną właścicielką, która poświęciła mnóstwo swojego cennego czasu na wielkie, brzydkie nic. Nie idź tą drogą 🙂 Szczególnie jeśli masz niewiele czasu / ograniczone środki – weź to pod uwagę zanim je zainwestujesz.
Przy okazji: jesteś ekstrawertykiem czy introwertykiem? Wiem że to dziwne pytanie, ale hej! Blogowanie to często długie godziny spędzone sam na sam z komputerem. Biorąc pod uwagę moje całkiem nienaukowe badania terenowe na znajomych zauważam, że ekstrawertykom jednak gorzej idzie systematyczność w prowadzeniu bloga. Po pierwsze nie lubią siedzieć i dziobać samemu, a po drugie często mają też mniej czasu bo więcej go poświęcają na spotkania towarzyskie.
A propos czasu – ile możesz go przeznaczyć na blogowanie? Jest wiele spraw, które absolutnie trzeba ogarnąć prowadząc biznes. Jeśli dołożysz do tego życie, może etat, czasu zostaje Ci niewiele i trzeba go mądrze spożytkować. A blog może zabrać Ci całkiem sporo czasu – pisała o tym na przykład Agnieszka. Zastanów się więc też i nad tym – czy chcesz prowadzić bloga? Czy możesz sobie na to pozwolić? Czy masz kogoś do pomocy?
Kolejna sprawa związana z blogowaniem – jest tak przez wszystkich polecane i wychwalane, że gdzieś tam gubi się taki mały szczegół – blog najczęściej nie przynosi efektów od razu. Kiedyś, kiedy jeszcze blogi były nowością, dużo łatwiej było o efekt łał. Teraz trzeba o wiele więcej czasu, wysiłku i strategii, żeby blog zaczął przynosić efekty. Dlatego jeśli potrzebujesz klientów już teraz i nie masz zbyt wiele wolnego czasu, skup się najpierw na innych sposobach promocji. Co z tego, że Twój blog przyniesie Ci klientów za pół roku czy rok, jeśli do tego czasu Twój biznes już nie będzie istnieć? Blogowanie to maraton, a nie sprint – może Ci przynieść wiele korzyści, ale trzeba na nie poczekać. Z drugiej strony, jeśli wiesz że chcesz wystartować ze swoim biznesem za jakiś czas, blog może być świetnym narzędziem do zebrania grupy zainteresowanych tematem osób. Wtedy kiedy nadejdzie “dzień 0”, o wiele łatwiej będzie Ci wystartować mając już zbudowaną wokół siebie społeczność.
Działając w zgodzie ze swoimi silnymi stronami masz większe szanse na sukces i szczęście. Co z tego że jakaś strategia biznesowa działa skoro będzie dla Ciebie całkiem nieintuicyjna czy wręcz przykra?
Jak mogę pomóc?
Akapit wcześniej przekonywałam Cię, że warto spojrzeć na siebie i wziąć swoją sytuację pod uwagę. To tylko część prawdy – potrzebujesz też wziąć pod uwagę, czego oczekuje od Ciebie Twój potencjalny klient. Jeśli, dajmy na to, stwierdzisz że uwielbiasz godzinami jodłować przepisy na szarlotkę i zamierzasz tak szukać klientów na swoje ciasta wśród zabieganych prezesów wielkich firm… No nie wiem, wiesz? Zrób może najpierw rozeznanie czy to przyniesie efekt. Może tak i będziesz sławna? A może jednak warto zacząć od badania rynku i metod które wiesz że zadziałają?
Zacznij od dowiedzenia się u źródła, w jaki sposób Twoja grupa docelowa konsumuje treści. Lubią słuchać, oglądać, czytać? Jeśli Twoi potencjalni klienci nie czytają blogów to może warto skupić swoje działania gdzie indziej? Z drugiej strony, jeśli dla Twojego idealnego klienta blog to podstawa, warto się jednak przemóc i pokombinować, jak taki blog tworzyć 🙂
Kolejna sprawa: jakiego rodzaju usługi / produkty oferujesz? Jeśli np. jesteś fotografem ślubnym to być może blog nie ma wielkiego znaczenia przy podejmowaniu decyzji przez parę młodą, i wysiłek jest nieadekwatny do efektów. Zastanów się, jak inaczej możesz przedstawić się jako ekspert i trafić do swojej grupy docelowej. Z kolei jeśli chcesz np. sprzedawać swoją wiedzę, warto żebyś pokazała co wiesz, i w jaki sposób to przekazujesz – tu blog często będzie świetnym pomysłem.
Przy podejmowaniu decyzji o blogu, warto też wziąć pod uwagę to, gdzie oferujesz swoje usługi. Nie masz większego wpływu na to, kto i skąd czyta Twojego bloga. Możesz go oczywiście promować do lokalnej społeczności, ale zastanów się, czy nie istnieją skuteczniejsze metody promocji.
To tylko kilka przykładowych pytań, które warto sobie zadać przy podejmowaniu decyzji o założeniu bloga. Pamiętaj – tutaj nie ma jednej odpowiedzi. Dostosuj metody do swojej konkretnej sytuacji i grupy docelowej, a nie na odwrót.
Życie bez bloga – czy jest możliwe?
Jeśli doszłaś do wniosku, że blog to jest to – super! Powodzenia! Jeśli jednak regularne pisanie to nie jest coś co Cię ekscytuje i daje korzyści – nic straconego! Pamiętaj – blog możesz założyć w każdej chwili 🙂 Tymczasem może zajmiesz się czymś innym? Poniżej spisałam kilka głównych powodów, dla których biznesy zakładają blogi, i jak można te cele osiągnąć w inny sposób.
Promocja usług.
Zauważyłam, że często za pisanie bloga jako lek na całe zło biorą się osoby, które mają problem z promowaniem siebie i swoich usług / produktów. Blog ma niejako załatwić to za Ciebie i sprawić, że klienci sami zaczną się rzucać pod Twe nogi z pieniędzmi w ręku i błagającym wzrokiem. To niestety tak nie działa – a przynajmniej nie szybko. Blog tak samo potrzebuje promocji jak Twoja oferta – nie jest tak, że po prostu coś napiszesz i ktoś Cię nagle odkryje. Zamiast tego warto wtedy popracować nad pewnością siebie i swoją ofertą i spróbować na przykład:
nagrywać filmiki na youtube – szczególnie jeśli nie lubisz pisać ale lubisz mówić
zainwestować w reklamy na Facebooku lub Instagramie lub gdziekolwiek są Twoi potencjalni klienci;
dopieścić stronę / ofertę, aby znalazły się tam wszystkie elementy, których potrzebuje potencjalny klient, żeby podjąć kolejny krok,
aktywnie poszukać partnerów biznesowych – kto może pomóc Ci się wypromować? Z kim możesz nawiązać współpracę? Zamiast pisać kolejny post blogowy spróbuj poświęcić ten czas na wyszukanie odpowiednich osób i przygotowanie dla nich atrakcyjnej oferty na której wszyscy skorzystacie.
powiadomić swoich znajomych czym się zajmujesz, uzupełnić informacje na profilach społecznościowych – najczęściej te pierwsze zlecenia / zamówienia przychodzą właśnie od znajomych znajomych, więc nie warto się z tym chować 🙂
zainwestować czas i siły w networking i pojawianie się w miejscach, gdzie są Twoi klienci – może stoisko na targach lub konferencji?
pojawiać się w miejscach w sieci, gdzie są Twoi klienci – znajdź osoby, które mają taką samą grupę docelową jak Ty i postaraj się o bycie gościem w ich podkaście, filmiku, na blogu, gdziekolwiek. Daj wartość i zaproś uczestników dając im jeszcze jakąś zachętę by odwiedzili Twoją stronę, polubili fanpage czy zrobili zakupy.
zainwestować w kilka branżowych wydarzeń na których będziesz mogła przedstawić swoją ofertę i zebrać grupę chętnych osób – szczególnie jeśli nie potrzebujesz wielu klientów, bo np. oferujesz usługi z wysokiej półki i trwające kilka miesięcy.
zaproponować podczepienie swoich usług pod podobne – np. jako fotograf ślubny znajdujesz sobie do współpracy organizatorów ślubów, florystki itp., które polecają Twoje usługi w zamian za procent od zlecenia lub na jakichś innych zasadach.
posty gościnne, webinary, joint ventures – gdzie korzystasz z kogoś kto już ma swoją grupę docelową, dajesz tam wartość i dzielicie się zyskami.
tak samo jeśli Twój biznes jest oparty na szczególnej lokalizacji, mieście itp. – być może blog nie ma aż takiego sensu i warto w jakiś inny sposób budować bazę klientów w okolicy, bazując na istniejących wydarzeniach lub tworząc własne?
Jeśli jednak blog wygrywa lub i tak chcesz i możesz go prowadzić, zastanów się co Twój klient chce przeczytać i gdzie ten blog reklamować żeby trafić do odpowiednich osób. Często widzę, że osoba która chce swoim blogiem przyciągnąć klientów zainteresowanych kupnem np. wyrabianych przez nią swetrów obraca się i promuje jedynie w kręgu osób robiących swetry na sprzedaż. Czy te osoby z chęcią kupią coś od Ciebie? Niekoniecznie. Czy pokażą Cię jako swoją konkurencję swoim czytelnikom i zachęcą, by kupowali u Ciebie? Niekoniecznie. W takich warunkach osiągnięcie celu może Ci zająć baaardzo długo. Tak samo z rodziną i przyjaciółmi. Co innego dać im znać że coś takiego robisz i poprosisz o wsparcie, a co innego kiedy to są Twoi jedyni “przymusowi” fani. Uważaj też na kółka wzajemnego komentowania itp. – możesz znaleźć tu klientów, oczywiście, ale też postaraj się dobrać taki krąg osób, który będzie Ci odpowiadał. Wzajemne komentowanie na kilku/nastu blogach zajmuje sporo czasu, a jeśli będą to osoby które robią to tylko dlatego, że muszą, to powiedzmy sobie szczerze – Twój czas może być spędzony efektywniej. Dlatego jasne, przetestuj jak sprawdza się ta metoda u Ciebie jeśli chcesz, ale śledź co realnie Ci to daje w kwestii Twojego biznesu.
Pokazanie się jako ekspert i budowanie marki osobistej
Tak, tutaj najczęściej wszyscy krzyczą że blog to konieczność, blog to podstawa! Faktycznie, jeśli np. Twój biznes polega na sprzedawaniu informacji, to warto taki blog mieć, aby pokazać próbkę swoich możliwości i styl nauczania. Jednak nie w każdym przypadku blog jest potrzebny żeby mieć status eksperta. Tak a propos – tutaj jest link do mojego wpisu o rodzajach treści, które pomogą Ci być postrzeganym jako ekspert – może Ci się przydać, bo zaraz postaramy się te treści dopasować do czynności nieblogowych. A oto kilka pomysłów co innego możesz robić:
jeśli pisanie to nie Twoja bajka, za to mówienie już tak – polecam podkast lub filmiki np. na youtube. Możesz je umieszczać na swojej stronie, a z czasem zainwestować w osobę, która będzie te filmiki/audio przerabiać na słowo pisane i powstanie z tego tradycyjny blog.
możesz stworzyć “strefę wiedzy”, na której stworzysz kilka naprawdę dobrych, wyczerpujących temat artykułów. Dzięki temu że nie jest to “blog”, osoby odwiedzające Twoją stronę nie powinny mieć oczekiwań co do regularności pojawiania się wpisów, za to dostaną ogromną dawkę wiedzy i przedsmak tego, jak może wyglądać współpraca. Takie artykuły możesz też dowolnie promować. Jest to pewnego rodzaju kompromis między blogiem a jego brakiem 😉
udzielanie się na forach i grupach tematycznych – zastanów się, gdzie są Twoi potencjalni klienci i postaraj się tam być, odpowiadać na pytania, wspierać i dawać wartość. To też jest czasochłonne zajęcie, dlatego warto wybrać sobie kilka miejsc (lub nawet jedno) – w zależności od tego ile masz czasu – i naprawdę się tam udzielać. Przy okazji zadbaj o to, żeby przestrzegać zasad grupy, nie promować się bez wyrobienia sobie najpierw “renomy” i zadbaj o to, żeby Twój profil był poprawnie uzupełniony (zawierał opis tego czym się zajmujesz, miał link do strony itp.)
możesz także zastosować rozszerzenie portfolio – np. jako fotograf w portfolio chcesz mieć pewnie tylko x najlepszych zdjęć. Co jeśli chcesz pokazać więcej? Możesz stworzyć zakładkę, gdzie będziesz na przykład pokazywać historię swojego klienta, jakiś wywiad itp. – dzięki temu masz szansę pokazać więcej zdjęć z sesji oraz pokazać nieco swojego charakteru i tego czego może się po Tobie spodziewać. Dzięki temu że mimo że znów nie nazwiesz tego blogiem będziesz mogła wrzucić tam tylko kilka najlepszych sesji / klientów i nie martwić się regularnością, a wciąż przekazać to, co chcesz.
zadbaj o swoje media społecznościowe i stronę – niech wyglądają profesjonalnie, zawierają wszystkie potrzebne elementy, udzielaj się na swoich profilach. Możesz na przykład dodawać zdjęcia z wydarzeń branżowych w których bierzesz udział, pokazywać swoich klientów, wdawać się w dyskusje i dzielić wiedzą. Dodaj do tego e-maile w których również możesz dzielić się wiedzą i voila – budujesz swój wizerunek bez spędzania dodatkowych godzin nad blogiem. Możesz też tam pokazać charakter swojej marki. Spójrz na przykład na fanpage Ministerstwo Dobrego Mydła – z tego co wiem nie mają bloga, ale zobacz jak fajnie sobie radzą! Mają i elementy pokazujące ich charakter i unikatowość, i posty które pokazują firmę jako lidera w swojej dziedzinie, i promocję… Jak widać da się to zrobić bez bloga 🙂
bierz udział w konferencjach i wydarzeniach branżowych – nie tylko po to żeby dodać z nich zdjęcia 😉 ale po to żeby pokazać się jako ekspert, rozszerzyć swoją sieć kontaktów itp.
jeśli Twoim celem jest być postrzeganym jako ekspert i lubisz pisać, może spróbuj napisać książkę lub choćby ebooka? Książka drukowana, szczególnie przez wydawnictwo, wciąż daje efekt “łał”. Tak samo możesz też pisać artykuły np. do pism branżowych i pokazywać w jakich to szanowanych publikacjach jesteś.
Tworzenie społeczności i zaangażowania klientów
Tutaj świetnie sprawdzą się media społecznościowe + lista mailingowa. Z tego co widzę o wiele łatwiej jest o lajki i komentarze w mediach społecznościowych niż pod postem blogowym. Tak samo łatwiej jest wpaść w oko swojemu klientowi bo nie musi wchodzić specjalnie na Twoją stronę, tylko ma Cię w zasięgu wzroku, logując się na przykład na Facebooka. Tutaj znów polecam Ministerstwo Dobrego Mydła 🙂 Ponieważ jednak Twoje profile w mediach społecznościowych nie należą do Ciebie, gorąco zachęcam Cię do tego żeby oprócz nich mieć także listę mailingową – o tym za chwilkę.
SEO
Blog może znacząco pomóc w wybiciu się w wyszukiwarkach internetowych. Warto jednak się zastanowić czy potrzebujesz dużo ruchu lub po prostu ruchu z wyszukiwarek? Być może oferujesz czasochłonne / drogie usługi i nie potrzebujesz wielu klientów. A może oferujesz usługi dla zapracowanych? Wszystko zależy od grupy docelowej ale na przykład gdybym szukała programisty albo grafika to nie potrzebowałabym 100 postów blogowych o tym jak samemu zaprojektować swoje logo lub o najczęstszych błędach podczas programowania. Nie mam czasu ani ochoty się w takie rzeczy zgłębiać, nie szukałabym też pewnie “najlepszego programisty w Warszawie” w Google czy cokolwiek – pewnie spytałabym znajomych lub w grupie na facebooku, poprosiła o rekomendacje, przejrzała portfolio i tyle. Zamiast bloga możesz tu wtedy zastosować rozszerzone portofolio i kilka przykładowych prac dla klientów o których pisałam już wcześniej, a swój czas i siły przeznaczyć na promowanie się (mądre) w miejscach, które pozwolą Ci być zapamiętanym jako osoba, którą należy polecać i zamawiać 🙂
Na zasadzie SEO działają też takie platformy jak Youtube czy Pinterest. Pinterest jest wprawdzie głównie anglojęzyczne, ale może do Twoich klientów lepszą opcją byłyby filmy?
Jeszcze jedna sprawa, którą widzę szczególnie przy sklepach internetowych – upewnij się, że Twoja strona jest przejrzysta, łatwa w nawigacji, że można na niej łatwo znaleźć to, czego się poszukuje i łatwo sfinalizować zamówienie. Co z tego że wyślesz do swojego sklepu wiele osób, które nic nie kupią? Tutaj o SEO możesz też zadbać na przykład poprzez odpowiednie opisy artykułów – chociaż warto też sprawić, by były przede wszystkim przydatne i przyjemne dla klienta. Możesz też wynająć speca od SEO, bo to nie tylko blog ale cała masa innych, specjalistycznych działań, które pomogą Ci wskoczyć wyżej w wyszukiwarce. Może to będzie na przykład blog zapleczowy, czyli nie do czytania? W takim przypadku zastanów się jaki masz budżet, i finansowy i czasowy, i podejmij decyzje bazując na tym.
Oprócz tego zastanów się nad alternatywnymi źródłami ruchu. Może zainwestujesz w reklamy, np. na Facebooku lub instagramie? Może zaczniesz współpracę z innymi blogerami lub influencerami? Może stworzysz system partnerski? Możliwości jest wiele.
Zadbaj też o swoich dotychczasowych klientów – utrzymanie klienta jest tańsze niż pozyskanie nowego, więc zadbaj o to, żeby chciał do Ciebie wracać. Może popracuj nad newsletterem żeby mieć możliwość regularnie o sobie przypominać? Możliwości jest wiele 🙂
Pomoc w tworzeniu listy mailingowej.
Ręka do góry kto słyszał że “pieniądze siedzą w liście mailingowej”! No tak. Wszystko fajnie. Blog na pewno w tym pomaga, ale nie jest jedyną opcją. Możesz np. stworzyć po prostu tzw. landing page, czyli prostą stronę z prezentem, który można sobie odebrać zostawiając maila. Zupełnie jak na blogu, tyle że… bez bloga 🙂 Możesz maile zbierać sprytnie wykorzystując metody, które opisałam wyżej. Tak naprawdę ogranicza Cię tylko wyobraźnia.
Blog działa świetnie – tak samo jak 153900 innych sposobów na osiągnięcie swoich biznesowych celów. Wybierz więc taki sposób, który będzie pasował Tobie, Twoim odbiorcom i wpisze się w Twoją strategię. Nie zachęcam, nie zniechęcam, decyzja należy do Ciebie 🙂
Podsumowując:
Określ sobie cel swojego bloga, albo co jest Ci potrzebne w tej chwili w Twoim biznesie.
Zastanów się, czego potrzebują Twoi (potencjalni) klienci.
Zastanów się, jak możesz im to zapewnić biorąc pod uwagę czas, umiejętności i koszty, które możesz ponieść.
Oto wpis który przygotowałam w połowie, myślałam że opublikowałam i zapomniałam. Brawo ja! A oto małe przyjemności czerwca.
Nie było ich jakoś szczególnie wiele bo czerwiec był dla mnie bardzo zabieganym i trudnym miesiącem – czego pewnie nie widać biorąc pod uwagę że zaczął się wakacjami w Gdańsku 😉
Potem udawały mi się już tylko małe spacery, na przykład po lesie w deszczu:
Pierwszy raz widziałam też drzewo obgryzione przez bobry:
No i zlokalizowałam małego dzięciołka. Nie było trudno, bo darł się cały czas, nawet przełykając kąski przyniesione przez rodziców. Filmik jest kiepskiej jakości bo ta dziupla była naprawdę daleko i telefon jest na maksymalnym zbliżeniu w moich trzęsących się, zgrabiałych łapkach, ale przynajmniej możecie usłyszeć jak się drze młodzież 🙂
No i oczywiście balkon i zielone koktajle:
Oraz pyszna lemoniada truskawkowo – miętowa:
Ale nie samym zdrowym człowiek żyje, zdarzały mi się też grzeszki w postaci domowych bajaderek:
Przy okazji polecam też restaurację Bombay w Szczecinie jeśli lubisz hinduską kuchnię. Pyszne jedzenie, niestety zdjęć nie ma (bo pyszne jedzenie). Możecie sobie pooglądać na stronie, na żywo potrawy wyglądają tak samo (przynajmniej te, które zamówiliśmy). Karta jest naprawdę obszerna, ale nie martwcie się, kelner w razie czego chętnie pomoże.
Obejrzane:
“The Circle. Krąg” – przede wszystkim, ciekawe tłumaczenie tytułu 😀 Tutaj zwiastun:
Myślę że tematyka bardzo na czasie i z chęcią obejrzałam. Daje do myślenia a i na Emmę przyjemnie się patrzyło (jest taka piękna!). Nie jest to jakieś arcydzieło filmowe, były momenty kiedy coś mi zgrzytało, były przeskoki między wydarzeniami które nie miały sensu i zakończenie było mało satysfakcjonujące, ale ogólnie polecam do obejrzenia sobie w domu i refleksji.
Na fali Emmy Watson obejrzałam też “Piękną i Bestię”. Szczególnie podobał mi się Gaston – kiedy tylko się pojawiał od razu stawał się gwiazdą. Poza tym film poprawny i pięknie zrobiony, chociaż na mnie nie wywarł jakiegoś niesamowitego wrażenia. Zwiastun zdecydowanie jest lepszy od samego filmu 🙂
Dodatkowo w nocy żeby nie zasnąć oglądałam filmiki z talent show, jak na przykład Penelope z Barcelony:
Wiem że to już cały internet widział, ale lubię pośmiać się razem z Penelope. Jest przesympatyczna! 🙂
Linki godne polecenia:
Zdrowie i uroda:
Alina Rose o depilacji IPL – jeśli się nad taką zastanawiałaś, to może być przydatny.
Adriana z Lili Natura jak zwykle zaskakuje mnie tym co robi – tym razem były to truskawkowe serniczki do kąpieli. Zobaczcie sami jakie są fantastyczne!
Blogowanie:
Weronika z Mavelo o ciekawych wtyczkach do WordPressa. Sama używam np. Broken Link checker i pisałam o niej tu. Sprawdzanie linków jest ważne dla SEO, wyszukiwarki nie lubią, jeśli w Twoich wpisach pojawiają się “połamane” linki, stąd taka wtyczka to skarb. Taki niedziałający link pojawia się w odpowiedniej sekcji w Twoim panelu na wordpressie i on sam jest przekreślony – najczęściej u mnie możesz zobaczyć to we wpisach z wieloma linkami, np. tu i tu. Minusem jest właśnie to przekreślenie oraz fakt, że często trafiają tam linki które po prostu chwilowo nie działały.
Zdjęć nie ma zbyt wiele, po pierwsze niewiele ciekawego się w tym miesiącu u mnie działo a po drugie jak coś się dzieje to przeżywam a jak jest coś do jedzenia to jem zamiast fotografować 😀 Mam nadzieję że wasz czerwiec był pełen słońca, zabawy i spędzony z daleka od komputera 🙂
Ustawienia zgody
Aby zapewnić najlepsze działanie strony, korzystamy z technologii takich jak pliki cookie, które umożliwiają przechowywanie informacji na urządzeniu i/lub uzyskiwanie do nich dostępu. Wyrażenie zgody pozwala nam przetwarzać dane, takie jak sposób korzystania ze strony czy unikalne identyfikatory. Brak zgody lub jej wycofanie może wpłynąć na działanie niektórych funkcji i usług.
Funkcjonalne
Always active
Techniczne przechowywanie lub dostęp są bezwzględnie niezbędne do realizacji uzasadnionego celu, jakim jest umożliwienie korzystania z konkretnej usługi wyraźnie zażądanej przez użytkownika, lub wyłącznie w celu przesyłania komunikacji za pośrednictwem sieci łączności elektronicznej.
Preferences
The technical storage or access is necessary for the legitimate purpose of storing preferences that are not requested by the subscriber or user.
Statystyczne
The technical storage or access that is used exclusively for statistical purposes.Techniczne przechowywanie lub dostęp wykorzystywane wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania sądowego, dobrowolnej współpracy ze strony dostawcy usług internetowych lub dodatkowych danych pochodzących od strony trzeciej informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zazwyczaj nie mogą zostać wykorzystane do zidentyfikowania użytkownika.
Marketingowe
Techniczne przechowywanie lub dostęp są wymagane do tworzenia profili użytkowników w celu przesyłania reklam lub śledzenia użytkownika na jednej bądź kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.