Prokrastynacja – jak walczyć z odkładaniem na później?

Prokrastynacja

Dzień dobry! To ja, Twoja przyjaciółka prokrastynacja. Pamiętasz ten projekt, na którym tak Ci zależy? Jest świetny! Zróbmy go… jutro. A, miałeś się uczyć? Jasne, genialny pomysł! Potrzebujesz tylko coś zjeść żeby potem mieć siły, zrobić sobie herbaty i… o, widzisz jak tu brudno? To najlepszy czas żeby zacząć robić porządki w szafce. Przecież inaczej nie będziesz mógł się skupić!

Też znasz tą panią? Nie jest najlepszym doradcą, a tak czy siak czasem jej słucham. Ty też? Dzisiaj będzie trochę o tym jak wyprosić ją ze swojego życia. Najpierw jednak wypadałoby ją przedstawić i powiedzieć, skąd przyszła.

Prokrastynacja to dobrowolne odkładanie na później czegoś, co chcemy zrobić. To nie lenistwo, bo leniwy nie ma wyrzutów sumienia kiedy nie robi tego co powinien. Ktoś kto ma problem z prokrastynacją takie wyrzuty ma.

Nie chcę Cię zanudzać niepotrzebnymi faktami, ale sama nazwa prokrastynacja (łac. procrastinatio – odwlekanie) wywodzi się pierwotnie z łac. “pro crastinus”, czyli “na jutro, od jutra”. Znaczy to mniej więcej tyle, że nawet ci szalenie mądrzy starożytni mieli z tym problem. Ha! Teraz też nie myśl sobie że jesteś wyjątkowy bo odkładasz to, co trzeba zrobić. Nie odkładasz bo coś jest z Tobą nie tak, tylko dlatego, że jesteś człowiekiem. Wszyscy czasami prokrastynujemy. W mniejszym lub większym stopniu, ale każdemu się zdarza. Beyonce też.

Jak sobie z tym radzić?

Po pierwsze: ciężko jest zabrać się do pracy kiedy w ogóle nie wierzysz że uda Ci się swój cel osiągnąć. Kiepsko też z motywacją jeśli pracę musisz włożyć już teraz a na efekty trzeba długo czekać.

Na pierwszy problem dobrze działa wspierające środowisko, ludzie, którzy w Ciebie wierzą i pomagają a nie przeszkadzają. Nie umniejszaj efektu takich przyjaciół, szczególnie jeśli zmagasz się z problemami z samooceną.

Na obydwa problemy pomagają za to mikrocele. Co to znaczy? Ano to, że dzielisz swój wielki cel na małe porcje i łykasz po kawałeczku. Wykonanie malutkiego zadania daje nagrodę o wiele szybciej, dodaje pewności siebie i rozpędu do wykonania kolejnego małego zadania. Warto pamiętać żeby pod wpływem radości z wykreślenia podpunktu nie dowalić sobie 7 kolejnymi albo jednym byczym, tylko trzymać się metody małych kroczków 🙂

Dobrze jest mieć większy plan prowadzący do dużego celu i dzielić go sobie jeszcze na listy zadań np. na każdy dzień. Bardzo ważne jest też żeby nie kończyć pracy bez planu na kolejne “posiedzenie”. Wstając powinieneś mieć jasno określone co będziesz robić następnym razem. Inaczej jest duże prawdopodobieństwo że zaczniesz odkładać “na jutro” i ani się obejrzysz a minie pół roku 😉 To co zauważyłam u siebie to że konkretne zadanie powinno być proste i powinnam umieć sobie wyobrazić siebie robiącą i kończącą dany etap. Jeśli to co mam zrobić jest zbyt duże na jeden raz lub nie do końca jasne to znak że trzeba podzielić zadanie jeszcze bardziej.

Zrób sobie też przysługę i kiedy pracujesz nad tym na czym Ci zależy zajmij się tylko tym. Wyłącz wszystko co może Cię rozpraszać, nie udawaj sam przed sobą że jesteś bardziej produktywny sprawdzając “w międzyczasie” maile. Skoro tu jesteś i czytasz to znaczy że takie działanie Ci nie służy 😉 Walka z prokrastynacją i samodyscyplina są wystarczająco trudne, proszę, nie utrudniaj ich sobie dodatkowo. Skoro zaszedłeś już tak daleko, wyznaczyłeś mikrocele i zasiadłeś do pracy szkoda by było ten czas zmarnować 🙂 Bądź szczery sam ze sobą i przez wyznaczony czas postaraj się uczciwie zająć tylko tym jednym.

Czasami mimo wszystko ciężko jest się zabrać za pracę i trzeba wesprzeć samego siebie 😉 Czytałam kiedyś o badaniu w którym wykazano, że młodzi ludzie, którzy zobaczyli komputerowo postarzoną wersję siebie chętniej odkładali na swoją emeryturę. Powód? Ta “starsza wersja” ich samych stała się im bliższa. Warto to wykorzystać 🙂 W momencie kiedy masz wielką motywację i przypływ optymizmu nagraj dla siebie filmik lub napisz list, w którym opiszesz dlaczego chcesz osiągnąć swój cel, co Ci to da, jak się wtedy będziesz czuł… Sam siebie znasz najlepiej, wiesz, na czym zależy Ci najbardziej i jak Cię przekonać – zrób to jak najlepiej i puszczaj sobie w trudnych chwilach. Powinno pomóc zabrać się do roboty 🙂

Inna sprawa jest taka, że wcale nie potrzebujesz być w nastroju czy mieć niesamowitą motywację żeby podjąć działanie. Potrzebujesz po prostu zacząć. Pisałam o tym więcej TUTAJ. W skrócie chodzi o to, żeby, wena czy nie wena, wyznaczyć sobie konkretny czas na pracę i po prostu się za nią zabrać. Kiedy już ten czas nadejdzie nie podchodź do tego na zasadzie “muszę zrobić x”, “muszę skończyć y”. Zamiast tego powiedz sobie że teraz przez 20 minut będziesz zajmował się y albo teraz przez pół godziny zajmiesz się tymi małymi zadaniami. Czasami jeśli o tym zapominam to te 20 minut zamiast zasuwać martwię się tym jak wiele trzeba zrobić, więc uważaj żeby i Tobie się to nie przytrafiło 😉

To prowadzi nas do kolejnego punktu – jesteśmy ludźmi. Wiesz już, że wszyscy czasem coś odkładamy na później. Powiem Ci więcej – nawet jeśli zastosujesz się do wszystkich rad i wypracujesz sobie własne sposoby i tak czasem wciąż od czasu do czasu będziesz się przyłapywał na prokrastynacji. Co wtedy?

Po pierwsze: wybacz sobie. Jeśli zaczniesz sam na siebie psioczyć to nic Ci to nie da oprócz jeszcze gorszego samopoczucia i wstydu, który tylko pogorszy sytuację. Jeśli naprawdę chcesz walczyć z prokrastynacją to o wiele lepszym rozwiązaniem będzie zastanowić się dlaczego tym razem odkładasz na później i powoli się z tym uporać. Pomocne może być ustalenie sobie “reguł” na najczęstsze przewinienia, np.: “Jeśli złapię się na przeglądaniu Facebooka zamknę przeglądarkę i wrócę do pracy.”, “Jeśli zauważę że siedzę w kuchni robiąc piątą pod rząd herbatę to przestanę się kręcić jak smród po gaciach i wrócę do pracy”. Miej wysokie standardy, ale nie obwiniaj się jeśli Ci nie wyjdzie – po prostu staraj się jak najlepiej potrafisz i miej świadomość, że będą wzloty i upadki.

Zadbaj o siebie

Wiesz jaki powód najczęściej podają ludzie zapytani o to, dlaczego odkładają na później? Przemęczenie i stres. Jeśli chcesz być mistrzem produktywności i cieszyć się z jej owoców potrzebujesz o siebie zadbać. Dowiedzieć się, jaki jest Twój najważniejszy nawyk, zatroszczyć się o swoje zdrowie. Pracować mądrzej, a nie dłużej. To że siedzisz 12 godzin na dobę wcale nie znaczy że jesteś lepszy albo że pracujesz wydajniej niż gdybyś pracował nad tym 8 godzin. Jeśli nie chcesz swojej zguby, równowagę wprowadź, luby! 🙂

Podsumowanie:

  1. Wszyscy czasem odkładamy na później.
  2. Postaraj się o wsparcie otoczenia.
  3. Wyznacz mikrocele prowadzące do tego, co chcesz osiągnąć.
  4. Przygotuj szczegółowy plan działania obejmujący najbliższe kroki.
  5. Zawsze kończ pracę wiedząc, co trzeba zrobić następnym razem.
  6. Nie potrzebujesz weny. Po prostu zacznij.
  7. Nie skupiaj się na efekcie, a na działaniu (“będę się uczyć przez 30 minut” zamiast “muszę się nauczyć na kolokwium”).
  8. Skup się na jednej czynności naraz. Multitasking jest be.
  9. Jeśli przyłapiesz się na prokrastynacji – wybacz sobie, wyciągnij wnioski i ruszaj dalej.
  10. Zadbaj o siebie – przemęczenie to główny powód prokrastynacji!

Jeśli wolisz graficznie, proszę bardzo:

herbalicja

Źródła i dodatkowe linki: 

  1. Czekasz na wenę? Po prostu zacznij – mój tekst o tym, że wcale nie potrzebujesz idealnych warunków żeby zabrać się do pracy. Kilka punktów się powtarza, bo też do każdego co innego  trafi 🙂
  2. Boję się zacząć – co jeśli masz jakiś projekt, blog, biznes, który siedzi Ci w głowie i nie może z niej wyjść, lub jeśli masz problemy z przeskakiwaniem z kwiatka na kwiatek.
  3. Co teraz? – jeśli próbujesz na przykład zdrowiej żyć – ale “od poniedziałku”.
  4. Najważniejszy nawyk – czyli pierwsze pytanie jakie powinieneś sobie zadać, jeśli chcesz zacząć o siebie dbać.
  5. Wikipedia o prokrastynacji, też o lękach które mogą ją wywoływać.
  6. Etymologia słowa prokrastynacja.
  7. Dr Piers Steel – “The procrastination equation. How to stop putting things off and start getting things done.” *)
  8. Timothy A. Pychyl – “Solving the procrastination puzzle”. *)

*) Link afiliacyjny.

Boję się zacząć

Ostatnio zachęcałam Cię do tego żebyś po prostu zaczął. Dzisiaj pogadam sobie z Tobą co jeśli boisz się zacząć. Będzie bardziej w odniesieniu do przedsięwzięć biznesowych, ale myślę że spokojnie można to przełożyć też na te całkiem niebiznesowe cele 🙂

Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli:

  • masz wspaniały pomysł na biznes, produkt, usługę, post blogowy, ale wciąż odkładasz jego realizację na później. A może masz już coś na myśli ale zwlekasz z założeniem swojego biznesu/bloga już od jakichś 17 miesięcy? Piszę o Tobie 🙂
  • wciąż zmieniasz zdanie – jednego dnia chcesz realizować ten pomysł/strategię, a następnego totalnie co innego wydaje Ci się najlepsze na świecie i na tym się skupiasz – do pierwszej porażki / trudności / kolejnego pomysłu* (*niepotrzebne skreślić). Jeśli Twoja rodzina i znajomi widząc jak otwierasz usta z westchnieniem pyta: “Eh, no dobra, to jaki biznes prowadzisz w tym miesiącu?” – to piszę o Tobie 🙂

Brzmi znajomo? Dla mnie bardzo, dlatego właśnie do Ciebie piszę – mam całkiem spore doświadczenie 😉 Jednym z przykładów niech będzie ten blog – w mojej głowie siedział… prawie dwa lata. Brawo, ja! A wracając do tematu…

Strach

Boisz się. Stawiasz swój pomysł wysoko, wysoko na piedestale. Dopóki jest w Twojej głowie może do woli rosnąć i odnosić sukcesy. Nie trzeba wkładać w niego 3,5 tony pracy, nikt go nie wyśmieje, nie trzeba będzie wystawiać go na widok publiczny i czekać na reakcję.

Jeszcze gorzej, jeśli jesteś perfekcjonistą, a gorzej do kwadratu jeśli zaczniesz szukać jak sobie poradzili inni ludzie z pomysłem podobnym do Twojego. Jest niesamowicie duże prawdopodobieństwo, że znajdziesz tylko tych, którzy odnieśli największy sukces, zobaczysz wszystko co u nich najlepsze i porównasz z tym, co u Ciebie najgorsze. To co, lepiej się w ogóle za to nie zabierać, prawda?

  • Nie jestem w stanie zrobić tego tak jak sobie wymarzyłem.
  • Ktoś inny robi to lepiej.
  • Ten pomysł urósł do takich rozmiarów że już mnie przerasta.
  • Boję się, jak zareagują bliscy / znajomi / rynek.
  • Nie podołam takiej ilości pracy.
  • Jest zbyt duże ryzyko że się nie uda.

Potrafisz się gdzieś tutaj odnaleźć?

Oto przykłady rozwiązań, które mogą Ci pomóc:

  • Jeśli dopiero zaczynasz cokolwiek i martwisz się, jak zareagują najbliżsi proponuję szczerą rozmowę: jeśli tylko masz taką możliwość daj im znać jak bardzo zależy Ci na ich zdaniu i wsparciu. Powiedz, że ich reakcja może pomóc Ci rozłożyć lub podciąć skrzydła. Taka szczerość jest cholernie trudna, ale w wielu przypadkach bardzo pomaga, oczyszcza atmosferę i daje lekkość w sercu i motywację do działania 🙂
  • Jeśli boisz się wprowdzić nowy produkt / usługę spytaj dotychczasowych klientów lub swoją grupę docelową o zdanie. Jeśli nie masz jeszcze takich osób to zrób burzę mózgów i zastanów się, gdzie je odnaleźć – i tam się pojawiaj. Może to będzie grupa na Facebooku, może targi i konferencje dla konkretnej branży (nie Twojej, klienta!), a może coś zupełnie innego?
  • Jeśli masz już swoje grono odbiorców możesz spróbować wypuścić swój produkt / usługę w wersji beta, do przetestowania i ewentualnego poprawienia. Bardzo często aplikacje są wypuszczane właśnie w takiej wersji. Nie chodzi o to, żeby wypuszczać buble, ale bezkosztowo lub bardzo niskim kosztem sprawdzić swój pomysł.
  • Warto poszukać swojego biznesowego mentora, coacha lub grupy mastermindowej, dzięki czemu będziesz mieć możliwość konsultowania i weryfikowania swoich pomysłów i wymiany wiedzy, a dzięki temu minimalizowania ryzyka.
  • Zanim jeszcze zaczniesz promować, a najlepiej nawet i tworzyć swój produkt, pomyśl, w jaki sposób pomoże on Twojemu klientowi. Jakie odniesie z niego korzyści? Wypisz ich jak najwięcej, dzięki temu będzie Ci nie tylko łatwiej trafić z nim do odpowiednich ludzi, ale też tworzyć go z określonym zamysłem.
  • Dodatkowo pamiętaj: jeśli nikomu nie powiesz to nikt tak naprawdę nie będzie wiedział jak Ci poszło. To trochę pocieszające 😉

Jeśli Twoim problemem jest przeskakiwanie z kwiatka na kwiatek:

  • Zanim znów zmienisz zdanie, złap pomysł, który masz teraz i naprawdę szczerze poświęć mu czas i uwagę. Sprawdź, po jakim okresie możesz spodziewać się pierwszych efektów i uczciwie przez ten czas pracuj tylko nad tym pomysłem, dając z siebie 100%. Masz inny? Fantastycznie! Zapisz go sobie na później i wracaj do pracy! Tylko taka rada: jeśli szukasz ile czasu zajęło osiągnięcie efektów innym, zrób to porządnie, żeby nie porównywać potem czyjejś pracy na cały etat przez pół roku ze swoim kwadransem co weekend 😉
  • Coś, co sama bardzo mocno musiałam wbić sobie do głowy: Twój produkt / usługa / blog / cokolwiek nie musi być perfekcyjny od samego początku. Tak naprawdę nigdy nie będzie perfekcyjne. W mojej głowie pomysły rosły do rozmiarów galaktyk na sterydach i cokolwiek chciałam zrobić było niewystarczające – ma być idealne albo w ogóle! Musiałam wszystko sobie “wymazać” z głowy i po prostu zacząć. Zacząć od bardzo małych, boleśnie niedoskonałych kroczków, na które w danym momencie mnie stać. Jak na razie te małe kroczki zaprowadziły mnie dalej niż wielki zrywod poniedziałku zacznę i będzie idealnie!
  • Może być też tak, że takie skakanie od pomysłu do pomysłu jest oznaką jakiegoś większego problemu w Twoim życiu lub firmie, którym przydałoby się zająć. Jeśli jesteś kreatywnym stworkiem istnieje duże prawdopodobieństwo, że wolisz zająć się nowym, błyszczącym pomysłem niż np. księgowością czy kwestiami technicznymi. Warto zrobić sobie taki audyt i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań, np. czy ten nowy pomysł pasuje do tego co chcesz osiągnąć? Co ostatnio zrobiłeś żeby osiągnąć cele zamierzone dla Twojej głównej marki/biznesu/bloga? Czy coś nie działa jak powinno? Chwila szczerości i zastanowienia może doprowadzić do zaskakujących wniosków i dużych zmian. Warto też zapisać pomysł i całkowicie przestać się nim zajmować przez 2-3 dni. Czy po tym czasie dalej jest taki ekscytujący? Często kiedy ponownie do niego zajrzysz emocje już całkiem opadną i nie ma się nawet nad czym zastanawiać 😉

Jeśli wciąż i wciąż masz ten jeden jedyny pomysł w głowie ale jakoś nie możesz wystartować od 2 lat:

  • Ustal datę kiedy wszystko pójdzie w ruch. Obojętnie czy będziesz przygotowany czy nie, tego dnia wszystko się zaczyna. Pomyśl o tym jak o konferencji na której masz przemawiać – jest ustalona na konkretny dzień i odbędzie się i tak, niezależnie od tego czy włożysz w swoją prezentację 10 minut czy 3 tygodnie pracy i jak przygotowany się czujesz. Zapisz sobie tę datę w kalendarzu i szykuj się jak na konferencję 🙂
  • Dobrym pomysłem jest rozpisanie sobie planu akcji od końca. Tzn. zaczynasz od daty kiedy wszystko ma zacząć działać i od tego dnia wstecz planujesz co kiedy ma się wydarzyć. Np. tydzień wcześniej powinieneś zacząć to, miesiąc wcześniej powinno już działać tamto a już od teraz należy zadbać o siamto.
  • Możesz też napisać sobie biznesplan – nawet sam dla siebie – pomoże Ci usystematyzować wiele spraw.
  • Nie stresuj się. Wszystko i tak pójdzie nie tak, biznesplan w pewnym momencie pójdzie do kosza, ale wierzę że jakoś dasz radę.

Jeśli się zastosujesz do powyższych rad i zaweźmiesz to są naprawdę duże szanse że sobie poradzisz ze startem 🙂 Tak jak mówiłam – pewnie nie będzie idealnie, ale będzie. Ty się za to wiele nauczysz, niezależnie od wyniku.

Ten wpis jest zainspirowany mailem od cudownej Reginy z By Regina. Jeśli śmigasz po angielsku i jesteś blogerem lub chcesz zarabiać na swojej wiedzy to polecam kobietę 🙂 Czasami będę też tu o niej pisać.

 

Tak więc odwagi życzę i dobrych, wspierających ludzi wokoło!

Czekasz na wenę?

Nie rób tego! Po prostu zacznij.

Proszę, jeśli nie masz czasu przeczytaj 3 razy na głos tytuł i podtytuł i sio do pracy 🙂 Jeśli potrzebujesz poczytać więcej to zapraszam 🙂

A więc masz piękny plan. Plan na zabranie się do pracy, napisanie książki, rozpoczęcie nauki do sesji czy cokolwiek tam sobie wymarzyłeś. Teraz tylko czekasz na wenę lub chociaż odrobinę spokoju i lepsze warunki żeby zabrać się za to na 100%. I co, ile już tak czekasz? Przyznawaj się tu szybko – tylko bez oszukiwania! 🙂

Ostatnio pisałam o tym co możesz zrobić teraz żeby przybliżyć się do celu. To dobrze działa, ale chciałabym się odnieść do tego z jeszcze innej strony. Naprawdę nie potrzebujesz “być w nastroju” żeby coś zrobić. Często słyszy się np. o pisarzach którzy nie czekają na wenę, tylko każdego dnia punktualnie o konkretnej godzinie siadają na tyłku i piszą przez określony czas. Wtedy wena przynajmniej wie kiedy ma przyjść 😉 A jeśli zastaje Cię na imprezie albo przy 3 sezonie serialu to się dziewczyna nie będzie narzucać.

Tutaj dochodzimy do kolejnego punktu – nie wykonuj zadania, po prostu je zacznij. Jeśli masz problem z prokrastynacją to jest całkiem spora szansa że po prostu przytłacza Cię wyznaczone zadanie. Powiedzenie sobie: “Muszę napisać książkę” albo “muszę nauczyć się na kolokwium”, “muszę zorganizować przyjęcie ślubne” czy cokolwiek tam sobie wybierzesz może powodować odpływ sił i chęci do pracy już na samą myśl. Dlatego zamiast robić całość podziel ją sobie na małe części które będziesz w stanie znieść. Ludzie nie robią projektów, tylko konkretne zadania – projekt jest po prostu zbiorem zakończonych zadań. Dlatego zamiast “nauczyć się na kolokwium” zacznij czytać jeden rozdział. Zamiast robić godzinny trening zacznij od zrobienia 10 przysiadów. Po prostu zacznij.

Pomaga też, jeśli nie skupiasz się na rezultacie, a na procesie. To znaczy że nie nastawiasz się że musisz np. napisać książkę czy rozdział, ale podchodzisz do tego na zasadzie “teraz przez 20 minut będę pisać do mojej książki”. Dzięki temu łatwiej jest się zmotywować i nie wyrywać włosów ze stresu.

Ok, wiesz już żeby nie robić tylko zacząć. Dzięki temu z “Aaaaa! Ale jak mam to zrobić? Jakby wiedział to już dawno bym to załatwił!” przejdziesz do “Hmmm… zacząć? No mogę.” i ani się obejrzysz a będzie po bólu 🙂 Wiesz też żeby nie skupiać się na końcowym efekcie tylko na procesie i małych krokach. Siadasz więc do pracy o wyznaczonej porze, nie czekając na wenę, i po pewnym czasie zdajesz sobie sprawę że nie idzie tak jak powinno. Może przyłapałeś się na siedzeniu na Facebooku zamiast na pracy? Spoko, każdemu się zdarza. Straciłeś czas, a teraz zapytaj siebie: “jaki jest następny krok?” i …po prostu zacznij. Pewnie na początku przyłapiesz się na tym wiele razy, ale z czasem będzie coraz lepiej 🙂

Kolejnym niebezpieczeństwem jest “potrzebuję przerwy” – nie, nie każę Ci siedzieć w pampersie, po prostu z doświadczenia wiem że te przerwy często przychodzą w momencie kiedy nie wiem co dalej – łatwo wtedy odejść, ale ciężko wrócić do pracy. Dlatego spytaj sam siebie dlaczego potrzebujesz przerwy i jeśli nie jest to nic pilnego to postanów sobie że np. doczytasz do końca daną stronę. Dzięki temu ćwiczysz silną wolę i nie poddajesz się zachciankom, a przerwę i tak robisz 🙂

Podobnie niebezpiecznym mechanizmem jest “to zajmie tylko minutę” – pewnie słyszałeś o zasadzie “jeśli coś zajmie Ci mniej niż dwie minuty zrób to od razu”. To bardzo dobra zasada, ale przy takich większych projektach nie za bardzo się sprawdza. Jedna minuta prowadzi do kolejnej i kolejnej a potem mieszkanie lśni a notatki do kolokwium leżą i płaczą 🙂 Dlatego jeśli po raz 30 z rzędu robisz coś co “zajmie tylko minutę” spytaj siebie czy to naprawdę jest to, czym w danej chwili powinieneś się zajmować.

Okay, wszystko ładnie, pięknie, ale żeby zadziałało potrzebujesz faktycznie zająć się tym wcześniej a nie na ostatnią chwilę. Jednym ze sposobów jakie znam jest zastanowienie się jak będziesz się czuł za kilka godzin/tygodni/lat jeśli teraz się tym zajmiesz, a jak będziesz się czuł jeśli tego nie zaczniesz? Dobrze działa nagrywanie filmików do samego siebie po zakończonym etapie zadania, kiedy jesteś zmotywowany i zadowolony z siebie że się udało. Potem przed kolejną sesją puść sobie taki filmik 🙂 Możesz też nagrać coś takiego właśnie jeśli nawaliłeś i powiedzieć sam sobie o konsekwencjach – dzięki temu po obejrzeniu takiej “automotywacji” łatwiej jest… co? Ano po prostu zacząć! 🙂

Powodzenia!

Jeśli ten wpis jest dla Ciebie wartościowy będzie mi bardzo miło jeśli się nim z kimś podzielisz 🙂

Co teraz?

Dziś chciałabym Cię zachęcić do robienia, a nie czytania. Czytanie jest pożyteczne, pod warunkiem że wprowadzasz w życie co trzeba 🙂

Gotowy do działania? Okay, to jedziemy! Oto Twoje wyzwanie na dziś:

Co możesz zrobić żeby przybliżyć się do swojego celu – teraz? W tym momencie? Niech będzie nawet najmniejszy kroczek – ale teraz! Bez wielkich inwestycji czy przygotowań, choćby mała akcja którą możesz podjąć dzisiaj.

  • Twoim celem jest lepsze zdrowie, zrzucenie wagi itp.? Jak możesz podjąć lepszy wybór co do następnego posiłku? Może wysiądź dzisiaj przystanek wcześniej i dojdź do domu? Może zamiast kolejnej kawy, napij się wody? Nie czekaj do poniedziałku żeby na 100% zacząć dietę albo na nowy miesiąc żeby zacząć chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu. Zacznij od małej rzeczy dziś, jutro dołóż kolejną, i w poniedziałek będziesz już o kilka dobrych wyborów do przodu 🙂
  • Co z tym wielkim projektem którym się zajmujesz ale jakoś porządnie zająć się nie możesz? Jaka jest najmniejsza akcja którą możesz dzisiaj podjąć? Nie chodzi o to żeby zacząć teraz panikować i wymyślać nie wiadomo co – prosta, malutka czynność. Może się nawet wydawać mało znacząca w tym momencie, ma Cię po prostu nie przerażać.
  • Chcesz zmienić pracę? Może zabierasz się do tego od 3 miesięcy – jak będziesz mieć czas – bo trzeba włożyć w to dużo pracy? Okay, a masz dziś 15 minut? Podpowiedź: masz, skoro tu jesteś. To poszukaj interesujących Cię ogłoszeń i zapisz na później. Umów się do fotografa na zdjęcia do CV. Poszukaj wzoru który Ci się podoba. Uzupełnij swój profil na LinkedIn. Zrób cokolwiek.
  • A teraz inny przykład. Może siedzisz w pracy zestresowany i nie wiesz w co ręce włożyć? Wybierz jedną rzecz, którą zrobisz. Ale uwaga: haczyk jest taki, żeby w ciągu 3 minut być produktywnym. Czyli jeżeli spośród miliona spraw do załatwienia wybrałeś przeglądanie Facebooka to mam dla Ciebie złą wiadomość – nie o to nam chodzi 😉 Wybierając coś pożytecznego co da się załatwić szybko i bezboleśnie sam sobie dajesz kopa motywacyjnego, zastrzyk energii że coś się udało. Łatwiej wtedy wpaść w ciąg załatwiania spraw a nie tylko stresowania się nimi.

Może wydawać się że to co robisz jest tak małe że w ogóle bez sensu się za to zabierać. Takimi małymi kroczkami to przecież nigdy nic nie osiągniesz. Cóż, jeśli próbujesz się za coś zabrać od pół roku i nie wychodzi to i tak bardziej bez sensu już nie będzie. Za to jeśli przez te pół roku codziennie robiłbyś jedną malutką rzecz to teraz prawdopodobnie niewiele by Ci zostało do zakończenia projektu.

To jest bardzo dobry sposób na walkę z prokrastynacją, czyli odkładaniem wszystkiego na później. Robisz coś na tyle małego że nie wymaga wielkiego przygotowania i planowania. Tym samym Cię nie przeraża, więc nie masz problemów z działaniem. Niby wygląda to tak że w ogóle nic się nie dzieje, ale jednak z perspektywy czasu okazuje się że ruszasz do przodu. Takie jedzenie słonia po kawałeczku aż zjesz całego (nie jedz słonia, to przenośnia) 🙂

Okay, do brzegu. Chodzi mi o to, że mała rzecz zrobiona dzisiaj ma o wiele większy efekt niż wielki zryw nie wiadomo kiedy. Wypróbowałam to na sobie, polecam.

To co, za co się teraz zabierasz? 🙂