Czekasz na wenę?

herbalicja

Nie rób tego! Po prostu zacznij.

Proszę, jeśli nie masz czasu przeczytaj 3 razy na głos tytuł i podtytuł i sio do pracy 🙂 Jeśli potrzebujesz poczytać więcej to zapraszam 🙂

A więc masz piękny plan. Plan na zabranie się do pracy, napisanie książki, rozpoczęcie nauki do sesji czy cokolwiek tam sobie wymarzyłeś. Teraz tylko czekasz na wenę lub chociaż odrobinę spokoju i lepsze warunki żeby zabrać się za to na 100%. I co, ile już tak czekasz? Przyznawaj się tu szybko – tylko bez oszukiwania! 🙂

Ostatnio pisałam o tym co możesz zrobić teraz żeby przybliżyć się do celu. To dobrze działa, ale chciałabym się odnieść do tego z jeszcze innej strony. Naprawdę nie potrzebujesz “być w nastroju” żeby coś zrobić. Często słyszy się np. o pisarzach którzy nie czekają na wenę, tylko każdego dnia punktualnie o konkretnej godzinie siadają na tyłku i piszą przez określony czas. Wtedy wena przynajmniej wie kiedy ma przyjść 😉 A jeśli zastaje Cię na imprezie albo przy 3 sezonie serialu to się dziewczyna nie będzie narzucać.

Tutaj dochodzimy do kolejnego punktu – nie wykonuj zadania, po prostu je zacznij. Jeśli masz problem z prokrastynacją to jest całkiem spora szansa że po prostu przytłacza Cię wyznaczone zadanie. Powiedzenie sobie: “Muszę napisać książkę” albo “muszę nauczyć się na kolokwium”, “muszę zorganizować przyjęcie ślubne” czy cokolwiek tam sobie wybierzesz może powodować odpływ sił i chęci do pracy już na samą myśl. Dlatego zamiast robić całość podziel ją sobie na małe części które będziesz w stanie znieść. Ludzie nie robią projektów, tylko konkretne zadania – projekt jest po prostu zbiorem zakończonych zadań. Dlatego zamiast “nauczyć się na kolokwium” zacznij czytać jeden rozdział. Zamiast robić godzinny trening zacznij od zrobienia 10 przysiadów. Po prostu zacznij.

Pomaga też, jeśli nie skupiasz się na rezultacie, a na procesie. To znaczy że nie nastawiasz się że musisz np. napisać książkę czy rozdział, ale podchodzisz do tego na zasadzie “teraz przez 20 minut będę pisać do mojej książki”. Dzięki temu łatwiej jest się zmotywować i nie wyrywać włosów ze stresu.

Ok, wiesz już żeby nie robić tylko zacząć. Dzięki temu z “Aaaaa! Ale jak mam to zrobić? Jakby wiedział to już dawno bym to załatwił!” przejdziesz do “Hmmm… zacząć? No mogę.” i ani się obejrzysz a będzie po bólu 🙂 Wiesz też żeby nie skupiać się na końcowym efekcie tylko na procesie i małych krokach. Siadasz więc do pracy o wyznaczonej porze, nie czekając na wenę, i po pewnym czasie zdajesz sobie sprawę że nie idzie tak jak powinno. Może przyłapałeś się na siedzeniu na Facebooku zamiast na pracy? Spoko, każdemu się zdarza. Straciłeś czas, a teraz zapytaj siebie: “jaki jest następny krok?” i …po prostu zacznij. Pewnie na początku przyłapiesz się na tym wiele razy, ale z czasem będzie coraz lepiej 🙂

Kolejnym niebezpieczeństwem jest “potrzebuję przerwy” – nie, nie każę Ci siedzieć w pampersie, po prostu z doświadczenia wiem że te przerwy często przychodzą w momencie kiedy nie wiem co dalej – łatwo wtedy odejść, ale ciężko wrócić do pracy. Dlatego spytaj sam siebie dlaczego potrzebujesz przerwy i jeśli nie jest to nic pilnego to postanów sobie że np. doczytasz do końca daną stronę. Dzięki temu ćwiczysz silną wolę i nie poddajesz się zachciankom, a przerwę i tak robisz 🙂

Podobnie niebezpiecznym mechanizmem jest “to zajmie tylko minutę” – pewnie słyszałeś o zasadzie “jeśli coś zajmie Ci mniej niż dwie minuty zrób to od razu”. To bardzo dobra zasada, ale przy takich większych projektach nie za bardzo się sprawdza. Jedna minuta prowadzi do kolejnej i kolejnej a potem mieszkanie lśni a notatki do kolokwium leżą i płaczą 🙂 Dlatego jeśli po raz 30 z rzędu robisz coś co “zajmie tylko minutę” spytaj siebie czy to naprawdę jest to, czym w danej chwili powinieneś się zajmować.

Okay, wszystko ładnie, pięknie, ale żeby zadziałało potrzebujesz faktycznie zająć się tym wcześniej a nie na ostatnią chwilę. Jednym ze sposobów jakie znam jest zastanowienie się jak będziesz się czuł za kilka godzin/tygodni/lat jeśli teraz się tym zajmiesz, a jak będziesz się czuł jeśli tego nie zaczniesz? Dobrze działa nagrywanie filmików do samego siebie po zakończonym etapie zadania, kiedy jesteś zmotywowany i zadowolony z siebie że się udało. Potem przed kolejną sesją puść sobie taki filmik 🙂 Możesz też nagrać coś takiego właśnie jeśli nawaliłeś i powiedzieć sam sobie o konsekwencjach – dzięki temu po obejrzeniu takiej “automotywacji” łatwiej jest… co? Ano po prostu zacząć! 🙂

Powodzenia!

Jeśli ten wpis jest dla Ciebie wartościowy będzie mi bardzo miło jeśli się nim z kimś podzielisz 🙂